Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama
piątek, 4 kwietnia 2025 15:21
Przeczytaj!
Reklama
Reklama

KASZTELAN POSZEDŁ Z DYMEM

(Koziegłowy) Ponad sześć godzin ponad setka strażaków walczyło z pożarem w Koziegłowach. Palił się położony przy krajowej  jedynce  „Dwór Kasztelana”. W zbudowanej z drewnianych bali restauracji połączonej z hotelem zapalił się kryty słomą dach. Przyczyną pożaru był prawdopodobnie grill mieszczący się wewnątrz lokalu.
Podziel się
Oceń

(Koziegłowy) Ponad sześć godzin ponad setka strażaków walczyło z pożarem w Koziegłowach. Palił się położony przy krajowej  jedynce  „Dwór Kasztelana”. W zbudowanej z drewnianych bali restauracji połączonej z hotelem zapalił się kryty słomą dach. Przyczyną pożaru był prawdopodobnie grill mieszczący się wewnątrz lokalu.

 

Akcją dowodził Komendant Powiatowy Państwowej Straży Pożarnej w Myszkowie, brygadier Dariusz Caban. W gaszeniu ognia uczestniczyło 17 ciężkich i 15 średnich wozów gaśniczych oraz kilka samochodów specjalnych m.in. wozy z drabinami i wysięgnikami. Łącznie 67 strażaków z Państwowej Straży Pożarnej, 30 z jednostek zrzeszonych w Krajowym Systemie Ratownictwa, do tego liczna grupa strażaków z wszystkich okolicznych jednostek OSP. Na miejscu pojawili się nie tylko strażacy z Myszkowa i Koziegłów. Na ratunek pospieszyły także jednostki z Będzina, Lublińca i Częstochowy, w tym kadeci ze szkoły pożarniczej.

 

- Zgłoszenie o pożarze otrzymaliśmy o 12.59. Pierwszy wóz bojowy pojawił się na miejscu o 13.09. Działania prowadzone były w specyficznych warunkach – tłumaczy brygadier Dariusz Caban. - Trzcina pokrywająca budynek miała 40 centymetrów grubości i nie przyjmowała wody. Do tego dochodziła podbitka dachu wykonana z pełnych desek – to wszystko utrudniało prowadzenie akcji. Na dodatek ogromne zadymienie.

 

Strażacy musieli się zmagać z ogniem, który przemieszczał się pod dachem i tylko w kilku miejscach wydostawał się na zewnątrz. Dach trzeba było częściowo rozbierać. Podający wodę na wysięgnikach i drabinach strażacy musieli używać masek tlenowych. Podczas gaszenia w ruch poszły także bosaki i piły. W ratowanie budynku i jego wyposażenia zaangażowali się nie tylko strażacy, także pracownicy zajazdu.  Z części budynku nie objętej pożarem pracownicy  Dworu Kasztelana wynosili wszystko to co się dało: sprzęt, naczynia, artykuły spożywcze.

 

Potrzebna była interwencja pogotowia ratunkowego. W czasie akcji zasłabła córka właścicieli lokalu.

- Pożar – a mówiąc w naszym żargonie – jego lokalizację udało się opanować o 18.29. Niemniej dogaszanie, też jak my to mówimy - „na czarno” – zakończyło się dopiero przed północą. Dopiero wtedy jednostki biorące udział w akcji zaczęły zjeżdżać do stanic. Do ósmej rano na miejscu pozostali strażacy z czterech zastępów, którzy pilnowali by wiatr nie doprowadził do ponownego zapalenia – relacjonował D. Caban.

Straty po pożarze są ogromne. Trudno je na razie szacować dokładnie, już teraz jednak „gołym okiem” widać, że liczone będą w setki tysięcy złotych. Obiekt prócz częściowego spalenia (ogień strawił część restauracyjną) został także zalany wodą. Trudno także w tej chwili  wyrokować co było przyczyną pożaru. Wiele wskazuje na to, że zawinił stojący wewnątrz lokalu duży grill. Czy jednak pożar wybuchł przez iskry wydostające się z nieszczelnych przewodów odprowadzających je wraz z dymem na zewnątrz, czy zapaliły się zalegające w nich tłuszcze czy wreszcie mogła to być awaria (zwarcie) wentylatora „wyciągającego” dym na zewnątrz, orzekną  eksperci z dziedziny pożarnictwa.

 

Obecny na miejscu biegły sądowy z zakresu pożarów i katastrof zapewniał, że uda się ustalić początek i dalszy przebieg pożaru m.in. dzięki zapisowi z włączających się (były zainstalowane w budynku) czujek pożarowych czy kolejności uruchamiania gaśnic. Chwalił prowadzenie akcji gaśniczej, w odróżnieniu od sporej części gapiów, którzy „doradzali” strażakom gdzie lepiej i jak polewać wodą. Za to jak relacjonowali mam sami strażacy, były problemy z niskim ciśnieniem wody w hydrantach.

 

- W pobliżu miejsca pożaru jest staw, który pozwalał na szybkie uzupełnianie zbiorników w wozach, do tego tuż obok było oczko wodne, z którego też pobieraliśmy wodę. W hydrantach ciśnienie także było odpowiednie, ale przy takim pożarze, z jakim mieliśmy do czynienia, kiedy jednocześnie podpiętych jest do nich i z nich korzysta tak wiele jednostek zdarzają się spadki ciśnienia, i tam też takie były. Ale to jest naturalne – tłumaczy brygadier Dariusz Caban, który dodaje, że na przestrzeni ostatnich kilku lat nie było w regionie większego pożaru.

 

 - Budynek przeszedł wszystkie wymagane kontrole, był dopuszczony do użytku przez straż pożarną - mówił o oddanym w 2007 roku „Dworze Kasztelana” obecny na miejscu burmistrz Jacek Ślęczka.

- To wielki dramat, nie tylko właścicieli, także gminy. Dwór przynosił dochód nie tylko z tytułu podatków od nieruchomości i prowadzonej działalności gospodarczej, był także miejscem pracy wielu osób – ubolewał burmistrz.

Robert Bączyński

 


Napisz komentarz

Komentarze

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama