Gazetamyszkowska.pl

REKLAMA

„ŻARCIOWOZY” KARMIŁY MIESZKAŃCÓW MYSZKOWA

Tomasz Urbański | 2018-09-26 12:20

(Myszków) Przez trzy dni – od piątku 31 sierpnia do niedzieli 2 września – gościły w Myszkowie „Żarciowozy”, czyli inicjatywa właścicieli tzw. food trucków z różnych miejsc Polski. Zaparkowały na Placu Dworcowym, gdzie rozstawiono też stoły, przy których mogli usiąść smakosze. Zmotoryzowani kucharze serwowali mieszkańcom miasta i okolic najróżniejsze dania, począwszy od prostych fast-foodów do bardziej wyszukanych przekąsek.


 

Zwykle zloty tego typu samochodów są uzupełnieniem wydarzeń kulturalnych lub rozrywkowych, tym razem były atrakcją samą w sobie. Food trucki – nazywane przez ich właścicieli także „Żarciowozami” - to furgonetki, z których sprzedawane jest jedzenie zaliczane często do kategorii tzw. „ulicznego (street food), zwykle przygotowanego na zasadzie bufetu czy restauracji na wynos. W większości takich pojazdów znajdują się kuchnie służące do przygotowywania posiłków na ciepło. Moda na food trucki przyszła do Polski ze Stanów Zjednoczonych. Szacuje się, że obecnie w naszym kraju jeździ około 800 tego typu furgonetek. Tyle ich do Myszkowa oczywiście nie przyjechało, ale różnej maści smakosze i miłośnicy kuchni z różnych stron świata i tak mieli w czym wybierać.


 

- Każdy znajdzie coś dla siebie. Będą burgery, będą zapiekanki, hot-dogi, będzie azjatycka kuchnia. Będzie coś na słodko, na słono, coś wege, coś mięsnego. Atrakcji kulinarnych na pewno nie zabraknie. Jest to impreza otwarta dla wszystkich, coś apetycznego wybiorą dla siebie zarówno dzieci jak i dorośli - zachęcali organizatorzy zlotu w Myszkowie.


 

Czego najczęściej kosztowali mieszkańcy Myszkowa? Co im najbardziej smakowało? Tego dokładnie nie wiemy, wybór dań był jednak wyjątkowo szeroki. Kusiły węgierskie langosze (smażone w głębokim oleju płaskie placki, których głównymi składnikami są mąka pszenna, drożdże, gotowane utłuczone ziemniaki, mleko, cukier i sól, jadane najczęściej z czosnkiem bądź masłem czosnkowym, ale także śmietaną i cukrem, startym serem żółtym i szynką), włoska piadina (podawany na ciepło faszerowany cienki placek z pszennej mąki, którego nadzieniem może być praktycznie wszystko, od mięsa po...czekoladę czy konfiturę), meksykańskie burito i qesadille, tajskie lody, belgijskie frytki, czeskie trdelniki, „polskie” zapiekanki, burgery... Smaczne jadło można było popić m.in. lemoniadą z saturatora z PRL. Było wyjątkowo smacznie, co niżej podpisany szczerze zaświadcza.


 

Robert Bączyński


 



Galeria zdjęć

Komentarze