Gazetamyszkowska.pl

WYGRANA BATALIA Z URZĘDNICZĄ BEZDUSZNOŚCIĄ - NIEPEŁNOSPRAWNE DZIECI DOSTANĄ OD WRZEŚNIA DOWÓZ DO SZKOŁY

Tomasz Urbański | 2017-09-17 12:20

(Zawiercie) Wracamy do tematu odebrania niepełnosprawnym dzieciom możliwości uczęszczania na zajęcia rewalidacyjno-wychowawcze do Wolbromia, który szeroko opisywaliśmy na łamach Kuriera Zawierciańskiego (nr 30). Po nagłośnieniu problemu z jakim borykali się rodzice niepełnosprawnych dzieci, sprawie obiecał się przyjrzeć Rzecznik Praw Dziecka. Interwencję podjęło także Małopolskie Kuratorium Oświaty, a reportaż na ten temat przygotowała TVP. W krótkim czasie po ukazaniu się naszego artykułu i emisji materiału na ten temat w Telekurierze TVP Katowice, rodzice otrzymali pismo, że ich pociechy będą miały zapewniony dowóz do ośrodka od września i to bez konieczności zmiany orzeczeń.

 

Przypomnijmy, w lipcu Maria Utracka pełniąca obowiązki naczelnika wydziału edukacji i mianowana na specjalnie utworzone dla niej stanowisko doradcy ds. oświaty zadecydowała w ramach oszczędności o nieprzyznaniu w lipcu środków na dowóz dla dzieci do Ośrodka Rehabilitacyjno-Edukacyjno-Wychowawczego w Wolbromiu. Początkowo myśleliśmy, że kwota dowozu to około 4 tys. zł, bowiem niespełna tyle płaci za dowóz do Wolbromia jednego dziecka gmina Ogrodzieniec. W przypadku Zawiercia suma ta okazała się być jeszcze niższa. Miesięczny koszt dowozu pięciorga dzieci wynosi łącznie 3.486 złotych, zatem koszt dowozu jednego dziecka (przeciętnie za 20 dni) wynosi 697,20 złotych. W tym przypadku - co potwierdził urząd - chodziło nie o 20 lecz 15 dni roboczych. Kwota ta uległaby więc zmniejszeniu. Największe kontrowersje wśród opiekunów wzbudził fakt, że nikt wcześniej nie poinformował ich o nieprzyznaniu dowozu. Bulwersujące były także groźby, że jeśli nie dostarczą – zdaniem pani naczelnik – właściwego orzeczenia, czyli takiego wydanego przez Poradnię Psychologiczno-Pedagogiczną w Zawierciu, dzieci nie będą mogły we wrześniu realizować obowiązku szkolnego.

 

Jakub ma dziś 12 lat. Od urodzenia cierpi na mózgowe porażenie dziecięce i padaczkę. Nie chodzi, nie potrafi samodzielnie siedzieć, ma liczne przykurcze, nie mówi. 10-letnia Amelka także jest dzieckiem leżącym. Ma zdiagnozowany zespół Edwardsa, który prowadzi do powstania zespołu złożonych wad wrodzonych. Oprócz nich w lipcu dowozu do ośrodka w Wolbromiu pozbawieni zostali jeszcze Kasia, Szymon i Mariusz. Na początku lipca bus po prostu po dzieci nie przyjechał. Właśnie w ten sposób opiekunowie Amelki i Kubusia dowiedzieli się o nieprzyznaniu środków na dowóz.

 

- Na początku czerwca składałyśmy wnioski, żeby były zapewnione przewozy na lipiec i od września w nowym roku szkolnym. O braku dowozów powiedziała nam przewoźniczka. Ze strony urzędu nikt nas o tym nie poinformował. Do 30 czerwca powinniśmy dostać odpowiedź, ale ona nie przyszła – złości się pani Katarzyna Biała, mama Amelki.

 

- Dowiedzieliśmy się dopiero 3 lipca w poniedziałek, kiedy przewoźniczka nie przyjechała po dzieci. Kiedy do niej zadzwoniliśmy, powiedziała, że na lipiec urząd nie przyznał nam dowozu – relacjonowali rodzice.

 

Kiedy opiekunowie udali się do magistratu usłyszeli, że rok szkolny skończył się 30 czerwca. Do urzędniczki nie przemawiały argumenty, że ośrodek w Wolbromiu działa w systemie nieferyjnym, co oznacza, że nawet w okresie ferii i wakacji nadal prowadzone są tam zajęcia. W przypadku OREW-u zakończenie zajęć wyznaczono dopiero pod koniec lipca.

 

URZĄD INFORMUJE PO FAKCIE

 

Dopiero po tej wizycie pani Ewelina Łączkowska, prawna opiekunka i siostra Jakuba Trepki otrzymała dwa listy z Urzędu Miejskiego. Jeden przyszedł 4 lipca, a kolejny kilka dni później.

 

- Informuję, że dla ciągłości zajęć wspomagających zaburzone funkcje dziecka możliwa jest realizacja zajęć usprawniających zaburzone funkcje rozwojowe Pani brata Jakuba Trepki w okresie wakacyjnym przez Poradnię Psychologiczno-Pedagogiczną w Zawierciu (dwóch wakacyjnych miesięcy). Zajęcia rewalidacyjne i inne specjalistyczne będą prowadzone przez pracowników Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej w Zawierciu, którzy posiadają wymagane kwalifikacje do realizacji zajęć wynikających z orzeczonych potrzeb dla Pani brata. (…) Dowożenie na zajęcia dla Pani brata Jakuba Trepki zorganizuje organ prowadzący - Gmina Zawiercie po uzupełnieniu złożonej do Wydziału Edukacji, niezgodnej dokumentacji o organizację dowozu – czytamy w dokumencie, pod którym widnieje pieczątka Marii Utrackiej p.o. Naczelnika Wydziału Edukacji, Doradcy Prezydenta Miasta ds. Edukacji.

 

Zdaniem urzędniczki, złożone do dokumentacji orzeczenie o potrzebę zajęć rewalidacyjno-wychowawczych zespołowych wydane przez PPP w Olkuszu stanowiło niezgodność właściwości organu wydającego orzeczenie i naruszenie Rozporządzenia Ministerstwa Edukacji Narodowej. Według niej „warunkiem organizacji dowozu jest załączenie aktualnie obowiązującego Orzeczenia Poradni Psychologiczno–Pedagogicznej w Zawierciu. Niedopełnienie złożenia aktualnych dokumentów w niezwłocznym terminie (7 dni od daty otrzymania pisma) uniemożliwi organizację dowozu dla Jakuba Trepki zarówno w okresie wakacyjnym, jak i w roku szkolnym 2017/2018”.

 

Ta decyzja wstrząsnęła rodzicami, którzy twierdzili, że w przypadku uczniów będących już wychowankami ośrodków szkolno-wychowawczych orzeczenia mogą wydawać także poradnie właściwe, jeśli chodzi o siedzibę placówki.

 

NIEWYGODNE PYTANIA POMINĘLI

 

Tuż po składzie gazety otrzymaliśmy od rzecznika Urzędu Miejskiego w Zawierciu Marcina Wojciechowskiego odpowiedź na zadane przez nas wcześniej pytania. Nie wiadomo jednak do końca, kto jest autorem przesłanych wyjaśnień, bowiem pod samym tekstem nikt się nie podpisał, a z treści można wnioskować, że autorem części pisma jest przedstawiciel Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej w Zawierciu.

 

Pytaliśmy m.in. o to dlaczego gmina nie poinformowała rodziców i opiekunów o zamiarze likwidacji dowozu w miesiącu lipcu i dlaczego dopiero 6 lipca wystosowano do opiekunów pismo zawierające informacje o tym, że dowozy nie będą kontynuowane?

 

- Umowa na dowóz, podpisana z każdym rodzicem, opiekunem prawnym dziecka  zawarta była do dnia 30 czerwca 2017 roku. W złożonym wniosku, w procesie organizacji dowozu ucznia niepełnosprawnego do ośrodka każdy rodzic, opiekun prawny, wpisywał obowiązujący okres świadczonej usługi dowozu tj. od dnia 1 września 2016 roku do dnia 30 czerwca 2017 roku. Taki zakres dat zawiera pkt 9 umowy. Rodzice podpisując ten dokument znali jego treść w tym zwłaszcza pkt 9 umowy. (…) Pisma zostały wystosowane 30 czerwca br. do każdego z rodziców, opiekunów prawnych dzieci wobec których realizowany jest dowóz. Dokument zawierał propozycję ciągłości zajęć wspomagających zgodnie ze specyfikacją przekazaną nam przez OREW do tut. Wydziału Edukacji Urzędu Miasta. W braku odpowiedzi powtórnie 6 lipca wysłano pisma do rodziców z kompleksową propozycją świadczeń i pomocy dzieciom w okresie całych wakacji tj. 2 miesiące, a nie 15 dni roboczych miesiąca lipca, które zaproponował OREW w Wolbromiu – czytamy w piśmie od rzecznika.

 

W odpowiedzi tej nie ma jednak ani słowa o tym, że oba pisma wysłane zostały tzw. listem zwykłym, bez potwierdzenia odbioru. Warto dodać, że 30 czerwca to piątek (wtedy wysłany został pierwszy list), a dowozy miały być realizowane od poniedziałku 3 lipca.

 

Pytaliśmy także na jakiej podstawie rodzicom wyznaczono zaledwie 7 dni od daty otrzymania pisma na dostarczenie nowego orzeczenia.

 

- Termin złożenia wniosku na następny rok szkolny o dowóz upływał 30 czerwca 2017 roku. Do każdego wniosku niezbędne jest załączenie stosownej dokumentacji. Uprawnieni mieli zatem wiele czasu, aby to zrobić - przekonują urzędnicy.

 

Odpowiedź na to pytanie jest zupełnie niezrozumiała, zwłaszcza, że wniosek opiekunów bez żadnych zastrzeżeń został wraz z załącznikami przyjęty w urzędzie na początku czerwca. Przy jego składaniu nikt z urzędników nie miał żadnych uwag. Dlaczego więc czekano do ostatniego dnia, aby poinformować rodziców, że „coś jest nie tak”?

 

Chcieliśmy także wiedzieć, na jakiej podstawie straszono rodziców, że brak rzekomo właściwego orzeczenia uniemożliwi organizację dowozu także w roku szkolnym 2017/2018?

 

- Rodzice, którzy nie złożyli w wymaganym terminie wniosku na dowóz wraz z załącznikami otrzymali pisma w których przypomina im się o czerwcowym terminie. Zebranie kompletu dokumentacji od wszystkich rodziców pozwala na wszczęcie przez organ prowadzący procedury na dowóz dzieci – przekazał nam magistrat.

 

- Żadnego pisma w czerwcu nie dostaliśmy – denerwują się opiekunowie. – Co mają oznaczać słowa „zebranie kompletu dokumentów od wszystkich rodziców”? To jeśli jeden rodzic czegoś nie dostarczy, to nasze dzieci nie dostaną dowozu? Co to ma znaczyć?! – złościli się rodzice.

 

- Na jakiej podstawie dla dzieci z głębokim upośledzeniem zaproponowali Państwo „ciągłość zajęć” w Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej w Zawierciu? Czy ośrodek ten zatrudnia pielęgniarkę, neurologa, terapeutę zajęciowego, rehabilitanta? Czy posiada stosowne pomieszczenia do wykonywania czynności pielęgnacyjnych u osób leżących? Osoby takie nie mogą długo przebywać w pozycji siedzącej, czy poradnia posiada na wyposażeniu odpowiednie łóżka? Czy PPP w Zawierciu w czasie trwania zajęć mogłaby zapewnić stosowną pomoc medyczną w przypadku ataku padaczki? – dopytywaliśmy urzędników.

 

- Dyrektor Poradni Psychologiczno- Pedagogicznej w Zawierciu przeanalizowała wykaz zajęć przesłany przez OREW w Wolbromiu. Zaproponowała codzienną formę zajęć rewalidacji dla dzieci zgodnie z indywidualnymi wskazaniami dla dzieci. Zaproponowała również indywidualny kontakt z 4 zainteresowanych rodziców. Dodatkowo organ prowadzący uwzględnił zajęcia rehabilitacyjne prowadzone na basenie OSiR w Zawierciu. Co istotne zajęcia zaproponowane przez PPP są spójne z tymi, które proponuje OREW – otrzymaliśmy w odpowiedzi.

 

- Nikt nie proponował nam zajęć na basenie. To są zwykłe kłamstwa – oburza się siostra Kubusia.

 

Nie otrzymaliśmy natomiast wyjaśnień, na jakiej podstawie nie uznano przedstawianych przez rodziców dokumentów powołując się na par. 3 punkt 3 Rozporządzenia MEN z 18 września 2008 roku. Choć wskazywaliśmy urzędnikom, że wyżej wspomniany przepis mówi, że orzeczenia o potrzebie kształcenia specjalnego wydają zespoły działające w poradniach właściwych ze względu na miejsce zamieszkania dziecka przed rozpoczęciem obowiązku szkolnego i takie orzeczenie (wydane przez Poradnię Psychologiczno-Pedagogiczną w Zawierciu) rodzice chorych dzieci posiadają. Zgodnie z par. 3 pkt. 2 kolejne orzeczenia wydawała Poradnia Psychologiczno-Pedagogiczna w Olkuszu, ponieważ pod tę placówkę podlega OREW w Wolbromiu oraz, że zgodnie z przepisami prawa, jeśli wniosek zostałby złożony przez wnioskodawcę do poradni niewłaściwej miejscowo, jej dyrektor niezwłocznie musiałby przekazać wniosek do właściwej poradni. Musiałby także poinformować o tym fakcie wnioskodawcę, a tak się nie stało.

 

W miejscu gdzie powinna znajdować się odpowiedź na pytanie, jakie działania podjął pan prezydent w wyżej wymienionej sprawie znalazły się natomiast wyjaśnienia prawdopodobnie reprezentanta Poradni PPP w Zawierciu. Kogo konkretnie, rzecznik urzędu nie wskazał nam w mailu.

 

Dyrektor Poradni Psychologiczno–Pedagogicznej w Zawierciu informuje, iż po analizie specyfikacji zajęć OREW Wolbrom dla każdego z wymienionych wychowanków PPP Zawiercie zaproponowała: indywidualne zajęcia rewalidacyjne prowadzone przez oligofrenopedagogów, grupowe zajęcia rewalidacyjne oraz indywidualną logoterapię. Każdy z rodziców/opiekunów dzieci otrzymał propozycję zweryfikowania posiadanej dokumentacji pod kątem jej poprawności formalno-prawnej. Tym samym zajęcia, które gmina zaproponowała rodzicom uprawnionych dzieci są zgodne z orzeczeniem, jego zakresem i indywidualnym zaleceniami. Poradnia Psychologiczno-Pedagogiczna w Zawierciu jest w stanie zapewnić dzieciom specjalistyczne zajęcia przez cały okres wakacji i mówimy tutaj właśnie o ciągłości, ponadto realizuje wsparcie zapisane w orzeczeniu”.

 

Zarówno naszą redakcję, jak i samych zainteresowanych zaskoczyła odpowiedź udzielona przez sosnowiecką Delegaturę Kuratorium Oświaty w Katowicach. Warto dodać, że w delegaturze tej pracowała jeszcze kilka lat temu M. Utracka. Zarówno odpowiedź udzielona naszej redakcji, jak i opiekunom Kubusia składała się w zasadzie z cytatów poszczególnych przepisów, bez jakiejkolwiek interpretacji. Nie udzielono nam odpowiedzi na zapytanie dotyczące tego, czy Śląski Kurator Oświaty zamierza podjąć interwencję w tej sprawie.

Siostra Kubusia, która także prosiła kurator o podjęcie interwencji w związku ze złą wolą i bezdusznością urzędniczki z Urzędu Miejskiego w Zawierciu, otrzymała od dyrektora delegatury sosnowieckiej odpowiedź, że „organem właściwym do rozpatrzenia sprawy jest Miasto Zawiercie”.

 

ZAWIERCIE ZNÓW SŁAWNE PRZEZ SWOJE DECYZJE

 

Po naszym artykule do Zawiercia przyjechała także Telewizja Polska, która przygotowała przejmujący reportaż dla Telekuriera – magazynu reporterów telewizyjnej „trójki” pt. „Władza wie lepiej?”.

 

- Mam wrażenie, że lekceważy się takie dzieci niepełnosprawne. Na inne rzeczy, na jakieś imprezy to mają pieniądze, a tu na parę groszy ich nie stać – mówił w reportażu Mirosław Żmuda, tata 10-letniej Kasi.

 

- To są decyzje, które nie zostały podjęte w sposób lekkomyślny, a po głębokiej konsultacji z fachowcami z Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej. Zaproponowaliśmy zajęcia w Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej takie same jakie są w ośrodku w Wolbromiu. Dokładnie takie same. Tylko w okresie nie 21 dni, tylko w okresie całych wakacji - tłumaczył dla TVP rzecznik prasowy Urzędu Miejskiego w Zawierciu Marcin Wojciechowski.

 

Na pytanie reporterki TVP Lidii Tarczyńskiej „Czy macie bardzo dobre warunki do tego, żeby te dzieci bardzo dobrze rehabilitować?” Ewa Rok z PPP w Zawierciu odpowiedziała: „Raczej n.. nie wypowiem się na ten temat”. Ta odpowiedź wyjaśnia właściwie wszystko.

 

BEZKONKURSOWA WŁADZA ABSOLUTNA

 

- Nowa naczelniczka nie widziała tych dzieci, nie wie jak się zachowują – podkreślał w materiale tata Kubusia.

 

- Wychodzi na to, ze Pani Utracka jest jednocześnie pełnomocnikiem i p.o. naczelnika. Dla niewtajemniczonych, podaję, skrót p.o. oznacza „pełniący obowiązki”. W tym przypadku nie można winy zwalić na poprzedników, nie można również winy zwalić na radę, że tak uchwaliła. Politykę personalną prowadzi prezydent i to on odpowiada za ludzi, których powołuje. Ha! Powiem więcej, gdyby ta Pani była naczelnikiem wydziału, musiałby być konkurs, komisja wyłoniłaby kandydata, którego powołałby prezydent. W tym wypadku, nie można zwalić również winy na komisję, Prezydent Grim odpowiada za działania swojego pełnomocnika i zarazem p.o. naczelnika, w pełnym zakresie i bez ograniczeń – komentuje opisaną przez nas sprawę znany w środowisku lokalnym bloger Gabriel Dors.

 

- Zawiercie miasto dobrych połączeń. Ten slogan to jakiś żart, albo co gorsza naigrywanie się z mieszkańców. Artykuł w KZ i wypowiedzi zainteresowanych, a może poszkodowanych, jak najbardziej potwierdzają to stwierdzenie. W mieście, gdzie najważniejszy jest start kolarskiego wyścigu, nikt nie przejmuje się maluczkimi, dla których ten wyścig to symbol okradania ich z godności – podsumowuje bloger.

 

W innym swoim wpisie dość ostro krytykuje także postępowanie M. Utrackiej.

 

- Działania Pełnomocnika Prezydenta i p.o. Naczelnika zarazem, Pani Utrackiej, są dla mnie tym bardziej niezrozumiałe, że przecież była pracownicą Kuratorium Oświaty i winna zdawać sobie sprawę z konsekwencji takich decyzji oraz terminów ich podjęcia. Przypomnę jeszcze raz, że za te działania odpowiada nie tylko Pani Utracka, która przecież nie jest samozwańczym pełnomocnikiem i p.o. naczelnika, te funkcje dał jej Prezydent Grim, a stanowisko pełnomocnika zostało utworzone specjalnie dla Pani Utrackiej. Prezydentowi wolno podejmować takie decyzje, ale to nie znaczy, że nie ponosi za nie odpowiedzialności – stwierdza G. Dors.

 

Całość bardzo trafnie podsumowała także prowadząca Telekurier Agata Wojtkowiak mówiąc na koniec telewizyjnego reportażu „Gmina nie ma sobie nic do zarzucenia… Może warto przypomnieć urzędnikom, że mieć władzę, to nie znaczy mieć zawsze rację. Decyzja nie przyniosła gminie dużych oszczędności, a straty dla tych dzieciaków i dla ich rozwoju są olbrzymie. Może więc warto posłuchać po prostu tego co mają do powiedzenia rodzice.”

 

Żeby urzędnicy posłuchali rodziców, potrzebna była interwencja mediów, Kuratorium Oświaty w Krakowie oraz Rzecznika Praw Dziecka. Dopiero po tym m.in. Jakubowi wydano pozytywną opinię odnośnie dowozu do ośrodka w Wolbromiu.

 

- Informuję, że został przyznany Jakubowi Trepce bezpłatny transport zbiorowy do Ośrodka Rehabilitacyjno-Edukacyjno-Wychowawczego w Wolbromiu ul. Skalska 22 w roku szkolnym 2017/2018 – czytamy w piśmie sygnowanym przez Marię Utracką. Tą samą, która jeszcze miesiąc temu straszyła siostrę Kubusia, że jeśli nie dostarczy nowego orzeczenia, chłopiec może nie dostać od września dowozu do szkoły. I jakoś dało się! Bez zmiany orzeczeń!

 

Na szczęście za rodzicami i ich chorymi dziećmi ujął się Małopolski Kurator Oświaty. Jak podkreślał w rozmowie z naszą redakcją Grzegorz Sobol z krakowskiego kuratorium w takich sytuacjach zawsze należy kierować się dobrem dziecka. W tym przypadku, kierunek ten trafił na właściwe tory dopiero po interwencji wielu instytucji.

 

- Choć nie jesteśmy władni miejscowo na podjęcie interwencji, ze względu na dobro dzieci wystąpiliśmy do Urzędu Miejskiego w Zawierciu – poinformował nas podczas rozmowy telefonicznej Grzegorz Sobol z Kuratorium Oświaty w Krakowie. - Z informacji przekazanych przez Urząd Miejski w Zawierciu wynika, iż będzie respektował wzmiankowane orzeczenie. Dodatkowo Kuratorium Oświaty w Krakowie przeprowadzi kontrolę w Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej w Olkuszu w trybie sprawowanego nadzoru pedagogicznego – dodał po kilku dniach G. Sobol.

 

Interwencję w związku ze skandalem, do jakiego doszło w Zawierciu podjął także Rzecznik Praw Dziecka, który skierował do zawierciańskiego magistratu prośbę o wyjaśnienie.

 

Sprawa znalazła swój szczęśliwy finał. Niesmak jednak pozostał. Dni, które dzieci mogły spędzić na rehabilitacji przepadły bezpowrotnie. Nerwów i niepotrzebnego strasu rodziców także szkoda. A najgorsze jest to, że po tym całym zamieszaniu nie usłyszeli nawet „przepraszam”.

 

Justyna Banach-Jasiewicz

 



Galeria zdjęć

Komentarze