Gazetamyszkowska.pl

WALKA Z RAKOTWÓRCZYM DYMEM

MyszPress | 2011-11-25 11:17

(powiat myszkowski) Zbliżająca się zima to nienajlepszy czas dla naszych płuc. W powietrzu, zamiast delikatnej mgiełki i przyjemnej woni palonego drewna, unosi się często czarny, gryzący dym, wynikający ze spalania domowych śmieci. Substancje, które w wyniku zwyczajnej głupoty „palaczy” wydzielają się do powietrza, powodują raka i choroby płuc. Za spalanie śmieci w domowych piecach grozi grzywna nawet do 5 tys. złotych. Zgodnie z przepisami, straż miejska może w uzasadnionych przypadkach wchodzić do domów sprawdzając, czym palono w naszym piecu.

 

O szkodliwości palenia śmieci w piecach przypomina Fundacja Ekologiczna ARKA, prowadząc kampanię „Kochasz dzieci, nie pal śmieci”. Jak wynika z raportu Komisji Europejskiej, co roku na choroby wywołane złym stanem powietrza umiera 28 tys. Polaków. Co dziesiąta osoba w Unii Europejskiej, umierająca z powodu zanieczyszczonego powietrza pochodzi z naszego kraju. Dlaczego palenie śmieci jest aż tak szkodliwe? Ponieważ piece domowe nie są przystosowane do spalania materiałów tego typu. W profesjonalnej spalarni odpadów sam proces spalania odbywa się w o wiele wyższej temperaturze, a używane piece wyposażone są w odpowiednie filtry. Podczas spalania śmieci w zwykłych piecach emitowane są szkodliwe substancje: pyły powodujące zanieczyszczenie metalami ciężkimi, trujący tlenek węgla oraz tlenek azotu, który powoduje podrażnienia, a nawet uszkodzenia płuc. W dymie znajduje się dwutlenek siarki, chlorowodór, cyjanowodór oraz rakotwórcze dioksyny. Wszystkie te związki pozostają w sąsiedztwie komina, z którego się wydostały, wdychane są przez okolicznych mieszkańców, wnikają do gleby i wód (a stamtąd np. do przydomowego ogródka), wciskają się wszystkimi szparami do wnętrza domów. Dodatkowo kominy, w wyniku palenia śmieciami często zapychają się sadzą, co może skończyć się dla domowników zaczadzeniem a dla komina zapaleniem przewodu kominowego. Ekolodzy ostrzegają: domowe kominy, pozbawione filtrów, produkują więcej zanieczyszczeń, niż zakłady czy spalarnie śmieci. Dotyczy to osiedli domów jednorodzinnych, ale także kamienic ogrzewanych tzw. kaflokami. - Śmieci w warunkach domowych palone są w niskich temperaturach. To powoduje wydzielanie się mnóstwa zanieczyszczeń - tłumaczy Wojciech Owczarz, prezes Fundacji ARKA, która prowadzi ogólnopolską akcję „Kochasz dzieci - nie pal śmieci”.

 

WALKA Z DYMEM WALKĄ Z WIATRAKAMI?

 

Przepisy zabraniają spalania odpadów w piecach przydomowych. Mówi o tym ustawa Prawo Ochrony Środowiska z kwietnia 2001 roku, która dodatkowo uprawnia organy podległe jednostkom samorządu (np. straż miejska), do „wstępu wraz z rzeczoznawcami i niezbędnym sprzętem przez całą dobę na teren nieruchomości, obiektu lub ich części, na których prowadzona jest działalność gospodarcza, a w godzinach od 6 do 22 - na pozostały teren” – zgodnie z art. 379. Odmowa przez właściciela nieruchomości poddania się kontroli stanowi przestępstwo opisane w art. 225 paragraf 1 Kodeksu karnego. Kontrole w gminach, w których funkcjonuje straż miejska zdarzają się coraz częściej, chociaż przyłapanie palacza na gorącym uczynku i udowodnienie, że palił właśnie śmieciami (folie, guma, butelki PET) jest trudne. Są jednak gminy, które mimo wszystko zdecydowały się na aktywną walkę ze zjawiskiem.

 

KOTŁAMI I STRAŻĄ MIEJSKĄ W DYM

 

Gminy próbują walczyć z problemem, głównie poprzez wdrażanie programów ekologicznych, dotyczących ograniczenia tak zwanej „niskiej emisji”. Mowa o programach wsparcia wymiany w domach starych pieców na nowoczesne, ekologiczne kotły (paliwem, w zależności od rodzaju kotła może być ekogroszek, węgiel, biomasa, olej). Większość tego typu kotłów ma specjalny podajnik, który uniemożliwia „załadowanie” do środka plastikowej butelki, bądź odpadów z gumy. Można także, jeśli już ktoś na własny koszt zakupił ekologiczny piec, wziąć udział w programie montażu do pieców kolektora słonecznego, który znacząco zmniejsza zużycie opału. Wdrażanie programu ograniczenia niskiej emisji, współfinansowanego przez Unię Europejską, trwa między innymi w Myszkowie. Pierwszy etap, polegający na wymianie pieców oraz na instalacji solarów trwał od grudnia 2010 roku do 15 września 2011 roku. Z dofinansowania skorzystało 67 gospodarstw domowych. - Program cieszył się dużym zainteresowaniem, dlatego też w czerwcu br. złożyliśmy wniosek na jego drugą edycję. W tej turze z dofinansowania skorzysta 128 podmiotów z podziałem na 88 kotłów i 40 solarów. Drugą edycję zamierzamy skończyć w sierpniu przyszłego roku. Problem zanieczyszczeń, które wydobywają się z kominów w naszym mieście jest duży. Straż Miejska może sprawdzić, czym palone jest w piecu i w uzasadnionych przypadkach nałożyć mandat do 500 zł, a w postępowaniu sądowym kara może wynieść nawet od 5 tys. zł  - wyjaśnia Małgorzata Kitala – Miroszewska, rzecznik Urzędu Miasta w Myszkowie.

 

Siłą Myszkowa w walce z dymem jest właśnie Straż Miejska, która kontroluje domy i zapowiada dalsze kontrole: - Mamy takie interwencje, w 90% przypadków kończy się tym, że wokół pieca oraz w nim nie znajdujemy rzeczy (folia, etc.) których nie można spalać, a zadymienie wynika z rozpalania. W 9% przypadków nie mamy na tyle dowodów, żeby kogoś ukarać, jednak jest te 1%. Wiosną tego roku ukaraliśmy mandatem myszkowianina, który palił śmieciami, w ubiegłych latach było podobnie. Przypominam, że w każdym przypadku podejmujemy interwencję i będziemy intensyfikować kontrole zimą – mówi Sławomir Pabiasz, komendant myszkowskiej Straży Miejskiej. Wkrótce Straż Miejska powstanie w Żarkach, które w ten sposób „uzbroją się” w narzędzie walki z zadymiarzami: - W przygotowaniu jest regulamin pracy Straży Miejskiej w Żarkach, w którym zostaną zapisane zadania, związane z przestrzeganiem i egzekwowaniem zapisów, wynikających z ustawy o ochronie środowiska, poprzez kształtowanie świadomości społeczeństwa oraz stosowanie innych środków, przewidzianych prawem – tłumaczy Katarzyna Kulińska – Pluta, rzecznik Urzędu Miasta i Gminy.

 

SKARGI NA SĄSIADÓW W KOZIEGŁOWACH

 

W gminie Koziegłowy problem wcale nie jest mniejszy. Były nawet osobiste skargi w urzędzie, w sprawie spalania odpadów w kotłach: - Sprawa zgłaszana była w 2009 r., dotyczyła spalania odpadów z produkcji sztucznych choinek. Wtedy pracownicy referatu Gospodarki Gruntami, Rolnictwa, Leśnictwa i Ochrony Środowiska kilka razy interweniowali u jednej z rodzin na terenie Koziegłów. Rodzina ta pozwoliła dokonać oględzin własnej kotłowni, w której nie stwierdzono składowanych odpadów. Przy następnych wizytach informowano nas, że czarny dym wydobywający się z komina, (na który skarżyła się sąsiadka) spowodowany jest tym, że wsypanie do kotła nowej porcji paliwa (węgiel kamienny) powoduje chwilowe zwiększenie emisji spalin - informuje Edward Kaczmarzyk, kierownik Referatu Rolnictwa, Leśnictwa, Gospodarki Gruntami i Ochrony Środowiska Urzędu Miasta i Gminy. Pracownicy koziegłowskiego magistratu próbowali w Wojewódzkim Inspektoracie Ochrony Środowiska w Katowicach uzyskać informacje, jak udowodnić spalanie odpadów w domowym piecu.

 

- Ukaranie kogoś za spalanie odpadów byłoby możliwe w przypadku posiadania dowodów na dokonanie takiego czynu. W sytuacji, kiedy do urzędu dociera sygnał, że ktoś spala tworzywa sztuczne (odpady z produkcji sztucznych choinek, butelki PET, itp.) i pracownik od razu dotrze na miejsce, to nawet jeżeli zostanie wpuszczony na teren posesji, upływa tyle czasu, że po spalanych odpadach nie ma już śladu, a jeżeli w powietrzu nawet unosi się jeszcze zapach spalanych tworzyw sztucznych, to w jaki sposób udowodnić, że były one spalane właśnie w tym budynku? – zastanawia się Edward Kaczmarzyk. Gmina Koziegłowy przyznaje nawet, że problem nie dotyczy, jakby się mogło wydawać, tylko okresu zimowego, ponieważ paradoksalnie to w latem spala się więcej butelek PET: - Wtedy ich najwięcej powstaje w gospodarstwach domowych i pokutuje pogląd, że „śmieciami można podgrzać wodę”, nie bacząc na to, ile się wtedy generuje bardzo toksycznych zanieczyszczeń – dodaje Edward Kaczmarzyk. Koziegłowy próbują walczyć z problemem także poprzez selektywną zbiórkę śmieci, która zmniejszyła ilość wyrzucanych i spalanych odpadów.

 

PORAJ CHCE WYMIENIĆ KOTŁY

 

Obecnie Gmina Poraj także chce pokonać rakotwórczy dym, wdrażając program ograniczenia niskiej emisji. Przewiduje się, że mieszkańcy będą mogli liczyć na uzyskanie dofinansowania w wysokości do 60% kosztów wykonania modernizacji. Dofinansowanie obejmie wymianę starego kotła na nowy, bądź montaż kolektorów słonecznych do już istniejącego kotła. Realizacja programu jest na etapie składania ankiet przez zainteresowane osoby w Urzędzie Gminy. - Mieszkaniec będzie musiał dysponować własnym wkładem finansowym, czyli około 40%, plus nadwyżka ponad przyjęte górne granice kosztów – mówi Andrzej Kozłowski, rzecznik Urzędu Gminy Poraj, który dodaje, że gmina walczy ze śmieciami także poprzez akcje typu „Czysty las, czyste Letnisko” czy „Zalew w Poraju, czysto jak w raju”.

 

W NIEGOWIE POWIETRZE KLASY „A”

 

Nieco gorsze wiadomości dla mieszkańców gminy Niegowa. Gmina na początku tego roku złożyła do Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej wniosek na dofinansowanie wymiany 30 kotłów i montaż 30 kolektorów. Chętnych do wzięcia udziału było wielu, jednak wniosek nie zakwalifikował się do dalszego etapu: - W tym roku program niskiej emisji nie będzie realizowany, złożyliśmy wniosek, ale niestety odpadliśmy w konkursie. W przyszłym roku będziemy składali kolejny wniosek – mówi Katarzyna Wawryło-Stodółkiewicz. Urząd Gminy przyznaje, że problem palenia śmieci w piecach zawsze istnieje, jednak Niegowa powietrze ma względnie czyste: - Zawsze znajdzie się ktoś, kto pali śmieciami, jednak przypominam, że Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska zbadał czystość powietrza w gminie i wyszła nam klasa czystości „A”, czyli powietrze najwyższej jakości. Myślę, że po oblodzeniu w 2010 roku, ludzie obecnie palą w piecach drewnem, którego po katastrofie było bez liku – dodaje Katarzyna Wawryło - Stodółkiewicz z Urzędu Gminy Niegowa.

 

Nasz komentarz:

 

W mojej rodzinnej miejscowości – Żarkach, problem jest i bardzo widoczny i wyraźnie odczuwalny. Zbliża się zima, dni robią się chłodniejsze i ciężko okno otworzyć, bo zamiast względnie świeżego powiewu powietrza, wita mnie drażniący, zawiesisty dym. Raczej trudno szczelnie zabarykadować mieszkanie, bo przecież przewietrzyć i nawilżyć suche zimą pomieszczenia trzeba. Paradoksalnie, to nie zakłady czy prywatne firmy, tylko właśnie indywidualne gospodarstwa najbardziej zanieczyszczają powietrze. Widać to doskonale z perspektywy, parząc z Góry Laskowiec na zamglone dymem Żarki. Czy do świadomości palących w piecach byle czym nie dociera fakt, że trują nie tylko sąsiadów, ale przede wszystkim samych siebie?

Marcin Bareła

 



Galeria zdjęć

Komentarze