Gazetamyszkowska.pl

REKLAMA

TRZEBA ZUPEŁNIE INACZEJ ZARZĄDZAĆ TYM MIASTEM

Tomasz Urbański | 2018-08-30 12:20

(Myszków) W sondażu Gazety Myszkowskiej przeprowadzonym wśród mieszkańców Myszkowa Adam Zaczkowski związany z Lewicą zajął pierwsze miejsce, nieznacznie wyprzedzając obecnego burmistrza z PO, Włodzimierza Żaka. Na trzecim miejscu znalazł się aktywny od wielu miesięcy Sławomir Kaczyński, startujący z poparciem „Przyszłości”. Oficjalna rejestracja kandydatów na wójtów/burmistrzów zakończy się w połowie września, a już 21 października odbędą się wybory samorządowe. Będzie to więc szybka kampania, nie dająca większych szans na poznanie kandydatów. Ale na szczęście większość osób, które choć nie są jeszcze formalnie zgłoszone, to osoby dobrze znane, w polityce lokalnej działające od wielu lat. Będziemy z nimi rozmawiać już teraz, nie czekając na „oficjalne” rozpoczęcie kampanii. Kolejny sondaż Gazeta Myszkowska przeprowadzi wśród mieszkańców miasta w połowie września, gdy zakończy się rejestracja kandydatów na wójtów/burmistrzów.


 

Dziś rozmawiamy z Adamem Zaczkowskim, który w sondażu przeprowadzonym w I połowie sierpnia na ulicach Myszkowa zajął I miejsce, wyprzedzając o 1,3% obecnego burmistrza Włodzimierza Żaka. Gdyby wybory odbyły się w tych dniach, Adam Zaczkowski wszedłby do II tury z Włodzimierzem Żakiem.


 

Gazeta Myszkowska: - Pytanie dość retoryczne: czy jest pan zadowolony z wyniku sondażu? Z symboliczną przewagą, w granicach błędu, ale zajmuje pan I miejsce.


 

Adam Zaczkowski: - Wynik sondażu jest zadowalający, przede wszystkim dlatego, że pokazuje, że myszkowianie potrzebują zmiany. Chcą zmiany w sposobie zarządzania miastem, to głównie widzę w tym wyniku. A to się wpisuje też w moje stanowisko, w moje przekonanie, że miastem należy zarządzać inaczej.


 

GM: Czyli widać niezadowolenie mieszkańców, ze sposobu zarządzania miastem przez burmistrza Włodzimierza Żaka?


 

A. Zaczkowski: - Jeżeli urzędujący burmistrz uzyskuje dość niską notę, to bezpośrednio wskazuje na to, że mieszkańcy są niezadowoleni z prowadzonej przez niego polityki.


 

GM: - W różnych rozmowach, gdy zastanawiano się nad możliwym przebiegiem kampanii wyborczej w Myszkowie, to jedno wydawało się pewne: Włodzimierz Żak, jako urzędujący burmistrz będzie faworytem pierwszej tury. A tymczasem zaskoczenie. Żak na równych zasadach musi zabiegać o głosy by wejść do II tury.


 

A. Zaczkowski: - To jest duża zmiana w porównaniu z wyborami sprzed 4 lat, kiedy urzędujący burmistrz był liderem od początku do końca starcia wyborczego. Natomiast dzisiaj wydaje się, że wygląda to zupełnie inaczej, że ta druga kadencja jest dużo bardziej krytycznie oceniana przez wyborców.


 

GM: - Pan był radnym przez dwie kadencje rządów Żaka, jednym z głównych krytyków poczynań burmistrza i jego zaplecza politycznego. Podobnie Gazeta Myszkowska w tej drugiej kadencji Włodzimierza Żaka miała wiele okazji do krytykowania poczynań lub zaniedbań burmistrza. Wynik sondażu pokazuje, że wyborcy mają podobne zdanie, lub nawet jeszcze gorzej oceniają obecnego burmistrza. Co według Pana, według radnego, który wielokrotnie krytykował pracę burmistrza, było największym zaniedbaniem lub błędem, ostatnich lat, i jak to robić inaczej? Podam przykład: przez 8 lat burmistrz tłumaczył nam, że w Myszkowie żłobki są niepotrzebne, choć sąsiednie gminy, gdy zdecydowały się je tworzyć, mają je pełne.


 

A. Zaczkowski: - Wiele czynników wpływa na ten ogólny wizerunek. Gdybym miał to spiąć w klamrę, to powiedziałbym, że Myszków stać na więcej i Myszków zasługuje na więcej. Myszkowianie zasługują na więcej. Polityka burmistrza Żaka nie jest polityką zaskakującą. Nazwałbym to bieżącym administrowaniem, z bardzo niskim poziomem wykorzystywania szans, które miasto ma, a wykorzystują je inne samorządy. Myszków się rozwija, nieuczciwie byłoby powiedzieć, że Myszków się nie rozwija. Ale rozwija się za wolno i za mało jest realizacji przedsięwzięć, które wybijałyby się ponad średni poziom. Żłobki, o których pan wspomniał, to jeden z elementów, ale generalnie, polityka prospołeczna, jest dzisiaj bolączką Myszkowa. Ta polityka w wydaniu obecnego burmistrza praktycznie nie istnieje. Myszków mógłby się dużo szybciej rozwijać, gdyby potencjał ludzi, którzy działają społecznie był odpowiednio wykorzystany. Program współpracy z organizacjami pozarządowymi jest realizowany tylko przez dwa konkursy, gdzie środki są rozdzielane na sport i inne działania z zakresu kultury, przeciwdziałania alkoholizmowi. Ale to za mało.


 

GM: - W jaki sposób będzie wyglądała współpraca z organizacjami pozarządowymi, gdyby to Adam Zaczkowski wygrał wybory?


 

A. Zaczkowski: - To będzie współpraca bezpośrednia, przy dużym zaangażowaniu miasta, służb miejskich, realizowanie wspólnych inicjatyw. Miasto ma wiele możliwości organizacyjnych. Organizacje pozarządowe wiele przedsięwzięć, które są zadaniami własnymi miasta, mogą wykonać lepiej, taniej i efektywniej niż Miasto. To potencjał, który jest wykorzystywany w innych miastach, innych samorządach, ale nie w Myszkowie. Choć środki na organizacje pozarządowe rosną, to z rozmów ze społecznikami odnoszę wrażenie, że to nie to, że nie czują wsparcia ze strony miasta. Każdą rzecz, o którą proszą, muszą wyszarpywać, albo spotykają się z odmową. Chciałbym zmienić ten obraz, jeżeli uda mi się wygrać wybory, to otworzę miasto na ludzi, będę z nimi ściśle współpracować. Realizuję takie założenia już teraz w mojej pracy zawodowej i społecznej, będzie to też widać na naszych listach wyborczych do Rady Miasta.


 

GM: - Premier późno ogłosił wybory na najwcześniejszy możliwy termin. Nie będzie czasu na przyjrzenie się kandydatom, trzeba będzie oprzeć się na ich dotychczasowym dorobku. Pan, choć od dawna był wymieniany, jako kandydat Lewicy na burmistrza Myszkowa, nie prowadził dotychczas żadnych działań „kampanijnych”. A w sondażu tak dobry wynik.


 

A. Zaczkowski: - I tak to może powinno wyglądać, że mieszkańcy oceniają kandydatów, patrząc na ich dotychczasowy dorobek, a nie tylko to, co powiedzą w czasie kampanii. Ja jestem zwolennikiem kampanii bezpośredniej, spotykania się, rozmawiania. Moja kampania tak naprawdę trwa od lat. Zawodowo i społecznie jestem związany z samorządem i od lat pracuję z ludźmi i na rzecz ludzi. Kampania będzie bardzo krótka, pewnie intensywna. Liczę, że będzie kampanią „czystą”, że uda się ją prowadzić merytorycznie. Do tego namawiam wszystkich kandydatów. Widać dzisiaj na scenie politycznej, że są tendencje do grania na negatywnych emocjach. Wspomniał pan, że dużo krytykuję obecnego burmistrza. Tak, nie zgadzamy się w wielu kwestiach. Ale chyba nikt nie może mi zarzucić populizmu, że moja krytyka nie jest poparta faktami. Ze swojej strony gorąco namawiam pana redaktora, na zorganizowanie debaty wyborczej. Mieszkańcom może być łatwiej ocenić w takim bezpośrednim starciu przygotowanie kandydatów i ich programy.


 

GM: - W poprzednich wyborach przegrywając z obecnym burmistrzem osiągnął pan całkiem dobry wynik, tam były proporcje coś 61 do 39%. W trakcie kampanii wyszło, że burmistrz niezbyt uczciwie się zachowywał, nagrywając swoich gości. Ale wynik wyborów pokazał, że wyborcy mu to wybaczyli. Zmierzam do kwestii uczciwości w polityce, jak i życiu prywatnym i czy ma to jakiekolwiek znaczenie dla mieszkańców. Osiem lat temu obecny burmistrz pokazywał się w kampanii z rodziną, grał w piłkę na podwórku. A gdzieś w połowie kadencji, nie jesteśmy „materacem”, żeby stwierdzać, kiedy dokładnie, rozwinął się jego romans z podległą mu urzędniczką, zakończony dwoma rozwodami. Czy pana zdaniem to ma wpływ na jego obecną ocenę wśród mieszkańców, czy nie? Moralność burmistrza ma w ogólne jakiekolwiek znaczenie czy nie?


 

A. Zaczkowski: - Trudne pytania pan zadaje.


 

GM: - Rozumiem, że zahaczamy o sprawy prywatne. Ale fakt, że burmistrz w trakcie kadencji się rozwiódł, po romansie z urzędniczką, jest rzeczą w mieście powszechnie znaną. Ma to znaczenie w wyborach, czy nie?


 

A. Zaczkowski: - Moje podejście jest takie, że życie osobiste jest prywatną sprawą każdego człowieka. Nie chciałbym się na ten temat wypowiadać, wolę skupiać się na merytoryce i zarządzaniu miastem. To, jak ludzie odbierają sytuację, o której pani mówi, nie wiem. Trzeba by zapytać ludzi.


 

GM: - Nie tyle chodzi mi o ingerencję w czyjeś życie prywatne, ile o postawienie pytania: czy ktoś, kto przez kilka lat oszukiwał żonę i dzieci, może być uczciwy w życiu publicznym, będąc burmistrzem. Kiedy w pierwszych spotach sprzed 8 lat podkreśla wagę rodziny, życia rodzinnego. W kampanii piłka nożna, rodzinna sielanka... A później postępuje inaczej. To była fikcja?


 

A. Zaczkowski: - Próbuje mnie pan wciągnąć na śliski grunt… Odpowiem inaczej. W kwestii prawdomówności, uczciwości też można się odnieść do spraw merytorycznych związanych z miastem. Było wiele przypadków, gdy burmistrz odpowiadając na pytania radnych, w zakresie różnych tematów związanych z miastem, mijał się z prawdą, nie przyznawał się do pewnych rzeczy, pomijał milczeniem, manipulował. O tym wielokrotnie mówiliśmy, i to się też ukazywało na łamach waszej Gazety. Kwestia uczciwości uważam jest bardzo istotna w pełnieniu funkcji burmistrza i generalnie w życiu.


 

GM: - Adam Zaczkowski jest kandydatem lewicy, ale chyba poparcie pańskie nie byłoby tak wysokie, gdyby nie poparcie też innych środowisk.


 

A. Zaczkowski: - Myślę, że tak, bo współpracuje z nami bardzo duża grupa społeczników, ludzie „zafiksowani” na pewnych ideach, którzy bezinteresownie robią dużo dla innych. Ja od dłuższego czasu jestem ukierunkowany na działania społeczne i daleki od upolityczniania życia samorządowego. Funkcjonujemy w ramach partii politycznych, ale w samorządzie ma to dużo mniejsze znaczenie, niż na szczeblu ogólnokrajowym. Dlatego nie realizujemy w samorządzie polityki na górnolotnych hasłach poszczególnych ugrupowań, ale szukamy rozwiązań dobrych dla mieszkańców. Ale serce mam po lewej stronie. Idee lewicowe, które da się wdrożyć w samorządzie, prospołeczne, są bardzo potrzebne. Jak chociażby żłobki, o których wspomnieliśmy wcześniej. Otwieranie się na ludzi i realizowanie ich podstawowych potrzeb. Gospodarka mieszkaniowa, o której szeroko mówimy, a jest z tym bardzo słabo w ostatnich dwóch kadencjach. Współpraca, działanie razem - to wszystko są idee lewicowe, są magnesem dla różnych ruchów miejskich, przyciągają do nas. Nawet, jeśli problemy nie są ściśle zadaniami miejskimi, samorząd nie może od nich uciekać.


 

GM: - Mam tu pewien przykład, może oceni pan czy dobry. Zwrócił się do nas Czytelnik po katastrofie w Genui, gdzie zawalił się wiadukt na autostradzie, zginęło 41 osób. Miałem okazję tym wiaduktem jechać 3 lata temu. Czytelnik pyta, czy nie należałoby baczniejszej uwagi zwrócić na wiadukt w Myszkowie. Od kilku lat podstęplowany, podparty, odłamywały się już od niego kawałki betonu. To nie zadanie miasta, tylko drogowców z województwa. Ale czy miasto nie powinno aktywniej tą sprawą się zajmować? Jest tam ograniczenie przejazdu do 20 ton, ale ciężarówki nic sobie z tego nie robią.


 

A. Zaczkowski: - Za wszystkie zagadnienia dotyczące bezpośrednio miasta, np. infrastruktury, które kompetencyjnie przypisane są komuś innemu, i tak w jakimś sensie odpowiedzialność zawsze będzie spadała na włodarza miasta. I tu się nie zgadzam z podejściem burmistrza Żaka, że coś mnie nie interesuje, bo to nie moje zadanie, bo to Zarząd Dróg Wojewódzkich, czy jakakolwiek inna instytucja. To jest infrastruktura, z której korzystają mieszkańcy miasta, więc burmistrz musi się tym interesować. Wiadukt jest kontrowersyjny od wielu lat, ale wierzę i mam nadzieję, że tak jest, że badania, które zostały wykonane, zostały wykonane dobrze i nie ma żadnego zagrożenia katastrofą budowlaną wiaduktu w Myszkowie. W Wojewódzkim Zarządzie Dróg pracują poważni ludzie i wydaje mi się, że nie dopuściliby do takiej sytuacji, że kosztem utrudnienia funkcjonowania komunikacyjnego miasta ryzykowaliby życiem ludzi. Wiadukt na pewno wymaga remontu, ale wierzę w to, że nie zagraża zdrowiu i życiu poruszających się po nim osób. Ograniczenie tonażowe stosuje się też z dużym marginesem bezpieczeństwa, i nie jest tak, że wiadukt obliczony jest na 20 ton i każdy pojazd ważący więcej, powoduje zagrożenie. Na pewno nie. Ale rolą burmistrza jest bezwzględnie działanie na rzecz jak najszybszej modernizacji tego wiaduktu. Prędzej czy później będzie musiał być zmodernizowany, nie można marnować czasu. Z tego, co wiemy, województwo planuje budowę wiaduktu na drodze Koziegłowy - Żarki w Nowej Wsi, potem mam nadzieję przyjdzie czas na wiadukt w centrum Myszkowa.


 

GM: - Myszków niezbyt skutecznie pozyskiwał w ostatnich latach środki unijne. Miasto miało być w tym liderem, wiceburmistrz miała być od tego specjalistą, a w roku 2017 wpłynęło na konto miasta coś ok. 500 zł, z planowanych ponad 16 milionów złotych. Nie ma żłobków, mieszkań, w roku wyborczym miastu nie wychodzą przetargi, bo nawet nikt w nich nie chce startować. Gdzie są więc te szanse rozwojowe Myszkowa? Jak odwrócić te złe tendencje?


 

A. Zaczkowski: - Faktycznie, została w Myszkowie zaprzepaszczona przez wiele lat możliwość wspierania rozwoju miasta środkami zewnętrznymi. A tych środków, głównie unijnych do wykorzystania jest ciągle sporo. Inne samorządy robiły to lepiej, wyprzedzają nas o kilka długości.


 

GM: - Ale co jest powodem, że inne samorządy mają się czym chwalić, a w Myszkowie pozyskiwanie środków nie wychodzi? Często na sesjach porusza Pan tę tematykę.


 

A. Zaczkowski: - To jest najbardziej niezrozumiałe dla mnie podejście burmistrza. Sprawia wrażenie, jakby pieniądze unijne go parzyły. Tłumaczenia są kuriozalne. Jeden argument jest taki, że projekty są obarczone dużym ryzykiem, trzeba osiągać wskaźniki, a nie osiągając ich ryzykuje się zwrotem środków. Drugi koronny argument jest taki, że do każdych środków unijnych trzeba dołożyć wkład własny, a miasta na to nie stać. Taka zachowawczość jest szkodliwa dla miasta, uciekają nam duże pieniądze, miasto nie stara się o pozyskanie pieniędzy nawet na projekty, które dofinansowane są w 100% środkami zewnętrznymi. W kwestii pozyskiwania środków zewnętrznych różnimy się z burmistrzem diametralnie. Ja w swojej pracy zawodowej i społecznej staram się walczyć o każdą, nawet niewielką kwotę, angażując do tego celu również stowarzyszenia, w których aktywnie działam. Burmistrz Żak traktuje pieniądze zewnętrzne jak „gorący kartofel”. Do skutecznego aplikowania potrzeba dużo pracy, wielosektorowej współpracy i budowania sprawnych zespołów. Niektóre programy są dedykowane organizacjom pozarządowym, a pozyskiwanie środków nie jest wcale łatwym zadaniem, dlatego tak mocno podkreślam konieczność ścisłej współpracy z różnymi aktywnymi środowiskami. Aktywne samorządy potrafią wykorzystywać również trendy na rynku wsparcia unijnego. Świetnym przykładem jest problematyka ekonomii społecznej. W Myszkowie, przez ostatnie lata nasze własne przedsiębiorstwa zostały sprowadzone do bardzo niskiego poziomu funkcjonowania. Saniko, czy TBS cały czas borykają się z problemami finansowym i organizacyjnymi. Tymczasem, wykorzystując środki unijne, można tworzyć nowe instytucje: Spółdzielnie socjalne, czy Centra Integracji Społecznej. Co osiągamy? Zadania komunalne są realizowane dużo taniej, efektywniej, a po drugie pomagamy ludziom wykluczonym społecznie. Zajmujemy się ludźmi, którym nikt wcześniej nie był w stanie skutecznie pomóc, którzy byli zostawieni sami sobie. Dzisiaj wracają na rynek pracy, choć wcześniej nikt nie wierzył, że jest to możliwe. Korzyści społeczne takiego działania są bezcenne.


 

GM: - Może Pan podać przykłady tak wysoko dofinansowanych projektów? Na jakie cele można takie środki przeznaczyć?


 

A. Zaczkowski: - Przede wszystkim to pieniądze z Europejskiego Funduszu Społecznego, które dedykowane są głównie zadaniom edukacyjnym i pomocy społecznej. Wkład własny do tych projektów jest często pozafinansowy, wystarczy na przykład w projekcie edukacyjnym wykorzystać sale lekcyjne w szkole i problem wkładu własnego jest rozwiązany. Ale również w projektach inwestycyjnych można znaleźć bardzo wysoko wspierane programy. W projektach rewitalizacyjnych można uzyskać dofinansowanie na poziomie 95%, czyli planując inwestycję kosztującą przykładowo 1 milion złotych, miasto musi znaleźć na jej realizację tylko 50 tysięcy złotych. Wykorzystując zewnętrzne finansowanie można zrealizować dużo więcej zadań, a zaoszczędzone środki własne przeznaczać na inne cele, np. na rozwój prospołecznych usług miasta. Wraz ze swoimi współpracownikami przygotowuję podsumowanie realizacji projektów za ostatnie 8 lat i jest to prawie setka przedsięwzięć z zewnętrznym finansowaniem, na bardzo wiele zadań. Tych dużych, gdzie wartość dofinansowania liczona jest w milionach złotych, ale również tych skromnych, z dofinansowaniem w granicach 1 tys. złotych. Wszystkie środki, nawet te najmniejsze służą mieszkańcom i pomagają w stymulowaniu rozwoju lokalnej społeczności.


 

GM: - A’propos rewitalizacji. Jest lato, więc wielu mieszkańców Myszkowa pewnie odwiedziło „Marinę Poraj”, która już staje się chlubą gminy. Tereny przejęte przez gminę, odkupione, gdzie gmina Poraj teraz inwestuje, są utrzymywane właśnie przez ludzi ze Spółdzielni Socjalnej. Długo trwało przygotowanie tego, co dzisiaj oglądamy?


 

A. Zaczkowski: - Takie działania to proces trwający kilka lat. W sumie 4 lata intensywnych działań. To, co ważnie, dzisiaj mówimy o efektach, a nie o planach na realizację. Można to porównać z „Dotykiem Jury”, na którym coś się zadziało, część inwestycji została zrealizowana, służy to mieszkańcom, ale w porównaniu do planu bazowego, jego rozmachu, a wykonania, mamy może 10 % wykonania tej inwestycji i nie wiemy co dalej. Cały czas trwają spory, jak to ma wyglądać i jak to będziemy finansować. A tymczasem w „Marinie” od połowy lipca dzieci korzystają z pierwszego w subregionie północnym województwa śląskiego wodnego placu zabaw. Pozyskaliśmy środki z dwóch programów rewitalizacyjnych, i dofinansowanie tych inwestycji, jakie gmina realizuje nad zalewem, to 95% ogólnych kosztów. Łącznie prawie 2,5 miliona złotych. Myszków z tej szansy nie skorzystał.


 

GM: - Wspomniał Pan, że wykorzystanie środków zewnętrznych pozwoli na wdrażanie prospołecznych rozwiązań. Jakieś konkrety?


 

Adam Zaczkowski: - Przede wszystkim wsparcie dla rodzin. Uruchomienie samorządowego żłobka, zmniejszenie, a być może zlikwidowanie opłat za przedszkola, darmowa komunikacja miejska dla dzieci i młodzieży. Poza tym wdrożenie programu budownictwa mieszkaniowego, zwiększenie pakietu miejskich usług kulturalnych, sportowych i rekreacyjnych. To nie są rozwiązania, które będzie można wdrożyć od pierwszego dnia urzędowania, ale uważam, że przy racjonalnym gospodarowaniu budżetem i faktycznym wykorzystaniu środków zewnętrznych, są to rozwiązania, na które miasto będzie stać.


 

GM: - W trakcie sesji absolutoryjnej wykazywał Pan, że w 2017 roku Myszków pozyskał 500 złotych…


 

A. Zaczkowski: - Faktycznego wpływu środków unijnych do budżetu na projekty infrastrukturalne, w stosunku do planowanych prawie 17 milionów złotych.


 

GM: - To, w jakich projektach miasto wzięło udział? Co ważnego zostało zrealizowane w trakcie tych ostatnich 8 lat?


 

A. Zaczkowski: - Myszków skupiał się w tych latach, i to jest moim zdaniem ogromny błąd, prawie wyłącznie na środkach z tzw. Regionalnych Inwestycji Terytorialnych.


 

GM: - Czyli pieniądzach, które się nam należą jak „psu kość”?


 

A. Zaczkowski: - Nie do końca tak, gdyż jednak jest to ścieżka konkursowa. Jest jakaś walka konkurencyjna o pieniądze, ale przygotowanie w strategii subregionu, tam zapisane, więc dużo łatwiej jest pozyskać je samorządom, niż innym instytucjom, które chciałyby po nie sięgnąć. Można powiedzieć, że te środki częściowo nam się należą. Ale i tak trzeba przygotować dobry wniosek, pozbawiony wad, co nie zawsze się udawało. W Myszkowie to głównie projekty w odnawialne źródła energii: solary, fotowoltaikę. Ale jak wiemy, wdrażanie ich nie idzie do końca sprawnie.


 

GM: - Nawet jak coś takiego dzieje się w Myszkowie, to ciągle jesteśmy „w ogonie”. Gmina Żarki już rozlicza, albo montuje solary, fotowoltaikę, Myszków dopiero rozstrzyga przetargi. Ciągle „jest w ogonie”. Budzi to nawet zazdrość i irytację. Zawsze ten skuteczny Klemens Podlejski, czasem Poraj, a Myszków w szarym końcu.


 

A. Zaczkowski: - Samorządy też konkurują. To oczywiste. Ostatnie lata dla Myszkowa, gdy porównamy go z sąsiednimi gminami, nie były czasem wystarczającego rozwoju. Sądzę, że mieszkańcy też już to widzą i wystawią obecnemu burmistrzowi słabą ocenę w wyborach.


 

Rozmawiał: Jarosław Mazanek


 



Galeria zdjęć

Komentarze