Gazetamyszkowska.pl

REKLAMA

STRAJKUJĄCY W CYNKOWIE ZASTRASZANI? Joanna Kołodziejczyk zaprzecza

Tomasz Urbański | 2019-04-19 14:32

(Cynków) Od 8 kwietnia trwa strajk w oświacie. W gminie Koziegłowy, w której od dawna mówi się, że rządzi PiS, udział nauczycieli w strajku jest jednym z najwyższych w powiecie. W szkole w Cynkowie, gdzie mieszka Przewodnicząca Rady MiG Koziegłowy Joanna Kołodziejczyk strajkują wszyscy nauczyciele, nawet ci, którzy w tej szkole mają tylko pojedyncze zajęcia. Do redakcji Gazety Myszkowskiej dotarły najpierw anonimowe informacje, później potwierdzone telefonicznie przez uczestników strajku, że przewodnicząca Kołodziejczyk miałaby straszyć strajkujących nauczycieli konsekwencjami, zwymyślać ich, wyzywać od nierobów, co „tylko 18 godzin pracują”. Incydent nauczyciele zgłosili do Zarządu Regionu ZNP w Katowicach. Gdy jednak w środę 17 kwietnia odwiedziliśmy strajkujące nauczycielki w szkole w Cynkowie, te „nabrały wody w usta”, powiedziały, że nie będą niczego komentować. Przewodnicząca rady Joanna Kołodziejczyk w rozmowie telefonicznej kategorycznie zaprzeczyła, aby w jakikolwiek sposób ubliżyła nauczycielom: „-Weszłam do szkoły, panie powiedziały, że strajkują w imię dobra dziecka. To im pogratulowałam i wyszłam”.


 

Inaczej relacjonują „wizytę” przewodniczącej Rady MiG Koziegłowy, nauczycielki, z którymi rozmawialiśmy dzień wcześniej: -Pani przewodnicząca weszła tak o 9.00 do pokoju nauczycielskiego, była sama. Wręcz wykrzyczała do nas, że „strajku nam się zachciało, że jeszcze tego pożałujemy”. I wyszła. Była chwilę, ale poczułyśmy się obrażane, zastraszane. To przecież przewodnicząca Rady Gminy, jej syn jest starostą (Piotr Kołodziejczyk- wcześniej wicewojewoda Śląski i wiceburmistrz Koziegłów). Wystraszyłyśmy się, bo pani Kołodziejczyk to nie jest zwykła babcia, tylko osoba, o której mówi się, że to tak faktycznie ona rządzi gminą. Jedna z koleżanek zgłosiła ten incydent do Zarządu Regionu ZNP w Katowicach.


 

Mamy informacje od nauczycieli, że w szkołach w gminie Koziegłowy dyrektorzy zmuszani są do przekazywania do Urzędu Gminy list strajkowych. Rzecznik ZNP Zarząd Regionu w Katowicach Grażyna Hołyś-Warmuz komentuje: -Osoby przychodzące do szkoły codziennie wpisują się na listę strajkową, gdy przystępują do strajku. Kopię takiej listy na koniec dnia Komitet Strajkowy dostarcza dyrektorowi szkoły. Przekazywanie kopii listy strajkowej gdziekolwiek na zewnątrz do celów innych niż rozliczenie czasu pracy to naruszenie prawa. Przypomnę, że MEN próbował zmuszać szkoły do wpisywania danych o strajkujących nauczycielach do systemu informacji oświatowej. Min. Zalewska później wycofała się z tego.


 

W internecie publikowany jest mail z MEN do szkół, w którym MEN żąda wpisywania nieobecności nauczycieli w związku ze strajkiem, jako „zwolnienie z obowiązku prowadzenia zajęć na innej podstawie”. Szefowie ZNP, również przew. Broniarz zarzucili min. Zalewskiej kłamstwo i namawianie do łamania prawa. Strajkujący nauczyciele są w pracy, nie są „zwolnieni z obowiązków”, w ramach strajku odmawiają świadczenia pracy, ale w niej przebywają. Praktyka stosowana przez UMiG w Koziegłowach jest legalna, gdyż rozliczaniem czasu pracy nauczycieli zajmuje się ZEAOS. Dyrektorzy zostali więc zobowiązani do przesyłania kopii list strajkowych codziennie. Potwierdza to dyr. SP w Cynkowie Jacek Wyleciał: -Przesyłam listy, które przekazuje mi Komitet Strajkowy, gdyż to ZEAOS zajmuje się rozliczaniem czasu pracy.


 

Anonimowo nauczycielka ze szkoły w Koziegłowach mówi: -Rano i na koniec dnia dyrektorka ma obowiązek przesyłać listy do dyr ZEAOS, chyba robi to MMS-em.


 

Wróćmy do interesującej nas wizyty przew. Joanny Kołodziejczyk w pierwszym dniu strajku. Czy nauczycielki miały prawo odebrać jej słowa jako zastraszanie? Przewodnicząca Rady MiG Koziegłowy zaprzecza, aby w jakikolwiek sposób ubliżyła strajkującym:


 

J. Kołodziejczyk: -Gratuluję strajku w imię dobra dziecka. Powiedziałam. To jest mało dyplomatyczne? Pan uważa, że ten strajk jest w imię dobra dziecka?


 

GM: -Uważam, że tak.


 

-A ja uważam, że nie.


 

GM: -Z relacji wiem, że padły jednak ostrzejsze słowa. Może panią nerwy poniosły.


 

-Co rzekomo powiedziałam?


 

GM: -Że „pożałujecie” tego strajku. To mogło zabrzmieć jak groźba, zwłaszcza z ust przewodniczącej gminy.


 

-Nic takiego nie powiedziałam. Nie ma takiej opcji, żeby z ust moich coś takiego padło. Nie odnoszę się do pensji nauczycielskich. Nasze nauczycielki nie zarabiają ani za dużo, ani za mało. W gminie z pieniędzy podatników dopłacamy do oświaty prawie 5 mln zł. Jeżeli panie uważają, że zarabiają mało, to powiem, że nie o to chodzi, żebyśmy my z budżetu gminy dokładali do pensji nauczycielskich piniondze (tak usłyszeliśmy wymowę słowa „pieniądze”). To powinno być postawione nie na głowie, tylko pensje powinny być adekwatne do tego, co się robi.


 

Ja uważam, że 18 godzin tygodniowo przy tablicy, to za mało. Każdy z nas pracuje 40 godzin. Byłam w Niemczech, tam pensum przy tablicy jest zupełnie inne, nauczyciele są do 16.00 w szkole, zarabiają średnią krajową, lekcje są odrabiane w szkole, a uczeń prawie nie zabiera tornistra do domu.


 

GM: Pani przewodnicząca, ale to że u nas tak nie jest, to jest wina systemu, rządu który kształtuje system oświaty, a nie nauczycieli.


 

-To jest wina Karny Nauczyciela, nic więcej.


 

GM: -Ale rząd nie negocjuje zmian w Karte Nauczyciela, tylko doprowadził do może największego strajku od czasu strajków w latach 80-tych.


 

-Ale to ten rząd o 21% podwyższył pensje nauczycieli, a poprzedni nie zrobił nic.


 

GM: -Wrócę do tych 18 godzin pracy”. Miała się pani właśnie zwrócić do strajkujących, że „lenie tylko pracujecie po 18 godzin”.


 

-Nie, kłamstwo. To jest kompletne pomówienie. Nic takiego nie powiedziałam. Takich słów nie używam, jak „lenie”. Brzydzę się kłamstwem i proszę to wyraźnie zaznaczyć. Dwa tygodnie temu rozmawiałam z jedną z nauczycielek, która powiedziała mi, że zarabia tylko 2000 zł. Pokazała mi pasek , a tam kredyt 700. To co, kredyt nie wlicza się do pensji?


 

GM: -Oczywiście wlicza, jeżeli to kredyt z funduszu zakładowego. Ale wróćmy do pani wizyty u strajkujących…


 

-Byłam z wnuczkiem w szkole. Byłam w pokoju nauczycielskim zapytać czy są lekcje.


 

GM: -Skoro pani słowa nie były niegrzeczne, to dlaczego nauczycielki poczuły się dotknięte, powiadomiły nawet Zarząd Regionu ZNP?


 

-To pytanie nie do mnie. Proszę zapytać nauczycielki.


 

GM: -Pytałem.


 

-Nikomu nie uczknęłam nawet o jeden włos. Powiedziałam: dzień dobry, witam panie serdecznie, czy dzisiaj nie ma lekcji? Usłyszałam, że „strajkujemy w imię dobra dziecka”. „Gratuluję postawy, Pań Nauczycielek, że w imię dobra dziecka podjęłyście strajk”- tak powiedziałam. Nie uważam, żeby to było niegrzeczne.


 

GM:- No… można to różnie odebrać.


 

-Może to pan odbierać jak pan chce. Ja uważam, że ten strajk nie jest dla dobra dziecka. Uważam, że lekcje w szkołach powinny być prowadzone na tyle dobrze, żeby uczeń po lekcjach nie musiał chodzić na korepetycje, mógł odpocząć. Dziecko jak panie nauczycielki jest zmęczone, a więcej niż połowa (pracy) przypada na rodziców, którzy przychodzą z pracy.


 

GM: -Pani ma wnuczka w szkole, ja córkę. Też widzę te problemy, ale nie winię za to nauczycieli. Przecież jeden z ważniejszych postulatów strajku, to drastycznie obcięcie podstaw programowych. Bo dzieci uczą się zbędnych rzeczy w przeładowanych programach. Dlatego sam też popieram postulaty strajku, bo chodzi o zmiany systemu, nie tylko o pensje.


 

-Jestem za, absolutnie, żeby podstawy programowe, żeby dziecko mogło odrobić lekcje w szkole, żeby w zeszycie nie było zapisane tylko „lekcja, nr i temat”. A reszta w domu.


 

GM: -To może powinna pani poprzeć strajk?


 

-Nie, absolutnie nie popieram strajku. W imię dobra dziecka powinniśmy to inaczej robić. Pan uważa, że dzieci mają mało stresu przed egzaminami? Przed maturami? Nie dyskutuję na temat pensji nauczycielskich, czy zarabiają dużo, czy mało. Ja nie chcę dokładać z podatków podatnika mojej gminy (do szkół). Chcę żeby te pieniądze przeznaczać na inwestycje, na drogi, nawet na szkoły, ale dokładać 4,7 mln do oświaty? To bardzo dużo.


 

GM:-Te środki powinien zapewnić Rząd.


 

-Dokładnie. Dodam, że nikt nie mówi, że nauczyciel wiejski zarabia więcej o 400- 500 zł niż nauczyciel w mieście.


 

GM: -Mówi pani o dodatku wiejskim.


 

-Tak. Czy nauczyciel pracujący w klasie 5-cio, 7-mio osobowej jest bardziej przepracowany, niż nauczyciel pracujący w mieście w klasie 20-osobowej? O tym się nie mówi. Urealnijmy, zdejmijmy Kartę Nauczyciela, urealnijmy płace, niech nauczyciel zarabia 5-7 tysięcy. Nie wiem ile chcą zarabiać. Pensja nauczyciela dyplomowanego w szkole wiejskiej i w Myszkowie są różne, proszę sobie porównać. Zlikwidujmy wszystkie przywileje nauczycielskie i płaćmy za godzinę pracy. Jedna matka mi mówi, że policzyła pensję nauczycielską z 18-ma godzinami, i jej wychodzi, że nauczyciel zarabia 70 zł na godzinę. I co jej miałam odpowiedzieć, że się myli? Bo się myli!


 

GM:-Oczywiście, że się myli, nauczyciel ma mnóstwo obowiązków poza samą pracą przy tablicy.


 

-Proszę jednak wziąć pod uwagę, że sprawdzenie klasówek 7 uczniów, a 25 to różnica. Prawda?


 

GM: -Tak.


 

-Cieszę się, że w jednym się zgadzamy. Ale uważam, że ten strajk nie jest dla dobra dziecka. Żadnemu nauczycielowi nie ubliżyłam.


 

GM: Dziękuję za rozmowę.


 

-Ja również, i życzę zdrowych, spokojnych świąt dla pana, dla najbliższych i wszystkich uczniów.


 

Rozmawiał: Jarosław Mazanek

Sprostowanie: w artykule  w wydaniu papierowym Gazeta Myszkowska z dnia 19.04.2018 wkradł się błąd w tytule. Zamiast miejscowości Cynków, której dotyczy cały artykuł, w tytule błędnie napisaliśmy "Pińczyce". Za tę pomyłkę, której nie wyłapaliśmy w redakcji przed oddaniem GM do druku przepraszamy.


 


Komentarze