Gazetamyszkowska.pl

STRAJKOWAŁ TYLKO „GÓRSKI”

MyszPress | 2017-04-13 11:33

(Poraj) W piątek 31 marca w szkołach w całej Polsce protestowali nauczyciele, którzy odpowiedzieli na apel o strajk zorganizowany przez Związek Nauczycielstwa Polskiego. Według danych Ministerstwa Edukacji Narodowej przystąpiło do niego niespełna 11 procent placówek, choć wcześniej organizator protestu – ZNP – informował, że liczba ta oscyluje powyżej 40 procent. Nieco później korygowano te informacje, mówiąc, że liczba ta wynikała z informacji o gotowości do podjęcia strajku. – Wiele szkół wycofało się z protestu w ostatniej chwili, w obawie przed represjami – tłumaczył Sławomir Broniarz, Przewodniczący ZNP. W powiecie myszkowskim do protestu przyłączyło się jedynie Gimnazjum im. Kazimierza Górskiego w Poraju. Za to już w sąsiednim Zawierciu strajk odbył się w wielu szkołach. Były nawet takie, że z całej szkoły przyszedł na lekcje… 1 uczeń.

 

 

W Myszkowie do protestu nie przyłączyła się żadna działająca na terenie miasta szkoła. O nie strajkującym Myszkowie mówiono w ogólnopolskich mediach, w „Piątce” pojawił się reporter Radia Zet, który od dyrektor Aleksandry Okraski usłyszał, że nauczyciele w kierowanej przez nią placówce decyzję o nie braniu udziału w proteście podjęli w szkolnym referendum. TVN wymieniał niestrajkujący Myszków w kontekście, że to miasto Śląskiej Kurator Urszuli Bauer. W powiecie myszkowskim strajkowała jedynie część nauczycieli z Gimnazjum w Poraju. Pracy w piątek 31 marca nie podjęło 14 pedagogów, choć w miejscu pracy się pojawili. Organizatorem protestu było działające w placówce Ognisko ZNP. Z jej prezesem Moniką Leszczyńską rozmawialiśmy o powodach zorganizowania strajku oraz o tym, jak wygląda sama akcja protestacyjna.

 

Gazeta Myszkowska: Ilu nauczycieli strajkuje w porajskim gimnazjum?

 

Monika Leszczyńska: - Do strajku przystąpiło 14 nauczycieli. To jest niemal połowa kadry pedagogicznej Gimnazjum w Poraju.

 

GM: - Uczniowie są w szkole?

 

M.L.: - Oczywiście. Zajmują się nimi nauczyciele, którzy nie podjęli akcji strajkowej.

 

GM: - Czy protestują tylko nauczyciele zrzeszeni w ZNP?

 

M.L.: - Nie, absolutnie. Bardzo wielu nauczycieli spoza związku, niezrzeszonych, ale są też tacy nauczyciele, którzy są w innych związkach, a też przyłączyli się do protestu ZNP

 

GM: - Czy „Solidarność” też protestuje z wami?

 

M.L.: - Nie. Oficjalnie nie. Nie protestuje osoba, która stoi na czele tego związku u nas w szkole, natomiast część nauczycieli, którzy są członkami NSZZ „Solidarność” przyłączyli się do protestu z własnej woli. Jest to ich osobisty wybór.

 

GM: - Czego się domagacie?

 

M.L.: - Przede wszystkim domagamy się tego, żeby nie wprowadzać zmian w takiej formie, jaka jest zaproponowana. Chodzi nam przede wszystkim o to, żeby proponowane zmiany nie były wprowadzane w tak chaotyczny sposób, żeby pewne rzeczy zostały zweryfikowane i przemyślane raz jeszcze, żeby zostało przeprowadzone referendum. Podnosimy takie argumenty jak np. marnotrawienie publicznych pieniędzy. Nie chcemy, żeby te środki były marnotrawione. Nie wiem czy wszyscy zdają sobie sprawę z faktu, że w bibliotekach szkolnych – wiem co mówię, bo ja też pracuję w bibliotece – są zdeponowane w postaci darmowych podręczników dla uczniów miliony złotych. We wrześniu „trafią” do kosza. Podnosimy też argumenty płacowe, chcemy aby nasze pensje wzrosły i przede wszystkim chcemy mieć gwarancje zatrudnienia. Te które otrzymaliśmy nie są żadnymi gwarancjami. To o czym mówi ministerstwo w zasadzie nijak się ma do rzeczywistości, bo za dwa lata będą duże zwolnienia, o czym świadczy choćby fakt, że wiele samorządów już w tej chwili opracowuje kryteria zwolnień.

 

GM: - Nie wierzycie w zapewnienia kuratorium, że praca dla Was – nauczycieli - będzie?

 

M.L.: - My wierzymy w arytmetykę i w matematykę, a matematyka mówi, że za dwa lata nie będzie pracy dla wszystkich. Wystarczy policzyć. Dopóki będą roczniki gimnazjalne w szkole podstawowej, to wiadomo, że nie będzie aż tak tragicznie, natomiast kiedy te dzieci wyjdą ze szkoły, kiedy dojdzie do tego jeszcze niż demograficzny to tej pracy na pewno zabraknie. Dyrektorzy głośno mówią o tym, że będą kłopoty z pracą.

 

GM: - Pani zdaniem ten strajk w czymś pomoże? Nie jest na niego za późno?

 

M.L.: - Nasz strajk, to że my - konkretnie nasze gimnazjum - przystąpiliśmy do strajku jest konsekwencją tego, o czym mówiliśmy od samego początku. Bo od samego początku sprzeciwialiśmy się tej reformie, braliśmy udział w proteście w Katowicach, braliśmy udział w proteście w Warszawie. Jak się powiedziało „A”, to się mówi też i „B”.

 

GM: - We wcześniejszych latach także zlikwidowano wiele szkól, zwalniano nauczycieli, a protestów nie było. Dlaczego wcześniej nie było słychać głosu protestujących nauczycieli?

 

M.L.: -  Myślę, że przez długi czas nikt nie wierzył w to, że rzeczywiście w takiej formie i tak szybko ta reforma zostanie wprowadzona. Nam się nie chciało w to wierzyć, kiedy zmiany były ogłaszane. Termin ogłaszania zmian też nie był przypadkowy, bo wtedy kiedy w zasadzie nie pracowaliśmy. Nie wierzyliśmy w to wszystko do końca. Pamiętam taki moment, kiedy mieliśmy radę pedagogiczną i miała zapaść decyzja czy Prezydent podpisze ustawę czy nie podpisze, i w zasadzie cały czas z nadzieją czekaliśmy na weto Prezydenta. Myślę, że tutaj jakaś nadzieja, że nikt nie wprowadzi tak absurdalnych – naszym zdaniem - zmian powodowała, że te protesty nie były tak zaognione. Natomiast ja się obawiam, że skala zmian dotrze do wielu osób dopiero w momencie, kiedy one już nastąpią, szczególnie do rodziców. Ja protestuję także jako matka, bo mam córkę w VI klasie i jestem oburzona tym, że w środku cyklu kształcenia mojemu dziecku zmienia się podstawę programową, że ona jest tym rocznikiem, który będzie „rocznikiem eksperymentalnym”. Ja jako rodzic mam prawo się z tym nie zgadzać, zatem protestuję także jako rodzic. Podsumowując: Protestując stoimy na stanowisku, że reforma spowoduje ogromny chaos i spadek jakości kształcenia. Sprzeciwiamy się reformie, także z tego względu, że uczniowie małych wiejskich szkół zostaną pozbawieni możliwości wyrównania szans. Część szkół podstawowych przejmie sprzęt zgromadzony latami przez gimnazja, natomiast wiele małych szkół nie dysponuje właściwym zapleczem dydaktycznym. Poza tym, gimnazjum takie jak nasze, dawało uczniom szanse integracji z środowiskiem gminny, przed tym, jak młodzież trafiała do dużych częstochowskich szkół. Uważamy to za bardzo ważny atut takich szkół jak nasza. Ponadto, biorąc pod uwagę specyfikę dzisiejszych czasów, pomysł zgromadzenia w jednej szkole małych dzieci i dojrzewających, buntujących się nastolatków jest nieporozumieniem. Osoby, które z nostalgią wspominają podstawówki sprzed lat nie zdają sobie sprawy z tego, jak zmieniła się rzeczywistość. Wreszcie sprzeciwiamy się też wprowadzeniu do obiegu podręczników pisanych na kolanie, w dużej mierze będących przedrukami podręczników gimnazjalnych, na dodatek przeładowanych materiałem i niespójnych.

 

Rozmawiał

 

Robert Bączyńskia



Galeria zdjęć

Komentarze