Gazetamyszkowska.pl

REKLAMA

SPRAWA UMORZONA BO „KONTEKST KOZIEGŁOWSKI”

Tomasz | 2019-12-01 08:20

(Myszków) 18 listopada Sąd Rejonowy w Myszkowie ogłosił wyrok w sprawie Dariusza S. radnego Rady MiG Koziegłowy, oskarżonego o 11 przestępstw polegających na podaniu nieprawdziwych informacji w kolejnych (11-tu) oświadczeniach majątkowych. Sędzia Marek Zachariasz orzekł, że wobec 9 zarzucanych czynów postępowanie karne umarza, a od jednego oskarżonego uniewinnia. Podstawą do takiego wyroku, jak podkreślił w uzasadnieniu ustnym sędzia, jest -w ocenie sądu- znikoma szkodliwość czynu. Sędzia wywodził to np. z faktu, że oskarżony został ponownie wybrany radnym, co miałoby dowodzić, iż mieszkańcy mu „wybaczyli”. Prokuratura Rejonowa już zapowiada apelację od wyroku. Jak mówi Prokurator Rejonowy Dariusz Bereza, z wyrokiem takim prokuratura absolutnie się nie zgadza: -Oskarżony to osoba publiczna, złożył szereg niezgodnych z prawdą oświadczeń majątkowych, fakt, że został ponownie wybrany radnym, gdy już toczył się proces nie ma znaczenia.


 

Śledztwo w sprawie oświadczeń majątkowych radnego Dariusza S. z Mysłowa trwało od marca 2018 roku. Zostało wszczęte po analizie treści artykułów z Gazety Myszkowskiej. To właśnie dziennikarze naszej gazety po informacjach od mieszkańców Mysłowa przeanalizowali treść oświadczeń majątkowych radnego Dariusza S. Po raz pierwszy pisaliśmy o wątpliwościach związanych z oświadczeniami radnego pod koniec 2017 roku. Zwróciliśmy uwagę na brak w oświadczeniach samochodów o wartości z pewnością przekraczających 10.000 zł (a takie trzeba wymienić w oświadczeniu). Naszą uwagę zwróciły też darowizny od ojca, dwie aż po 100.000 zł, które radny miało trzymać w latach 2014 i 2016. Za każdym razem gotówką. Oświadczenie za rok 2016 radny zmieniał aż 3 razy. Darowizna od ojca to się w nich pojawiała, to znikała. Pojawiały się wyjaśnienia i wyjaśnienia ponowne. To wszystko budziło ogromne wątpliwości, które zdecydowała się sprawdzić myszkowska prokuratura. Ostatecznie w wyniku śledztwa Dariuszowi S. zostało postawione 11 zarzutów karnych, z art. 331 par. Kodeksu Karnego. Prokuratura zarzuciła mu nie wpisanie w kolejnych ośw. majątkowych dwóch samochodów będących majątkiem wspólnym jego i żony. Prokuratura nie postawiła radnemu zarzutów w związku z darowiznami, nie znajdując dowodów na to, że mogły to być operacje fikcyjne. Radny Dariusz S. w Radzie Miasta i Gminy Koziegłowy nie jest „szeregowym” radnym. Pełnił wtedy funkcję Wiceprzewodniczącego Rady MiG Koziegłowy. W bieżącej kadencji też jest wiceprzewodniczącym.


 

Po trwającym od początku 2019 roku procesie, pierwsza rozprawa odbyła się 25. lutego, 18 listopada przed Sądem Rejonowym w Myszkowie zapadł wyrok. Odnośnie czynów 1-8 i 10-11 na podst. art. 17 pkt. 3 w Kodeksu Postępowania Karnego zw. z art. 1 par. 2 KK Sąd orzekł, że postępowanie przeciwko oskarżonemu umarza, a uniewinnia od zarzucanego mu czynu w pkt. 9. Zdaniem Sądu ten zarzut dubluje się z innym, w którym Sąd postępowania umorzył. Mówiąc potocznie, Sąd uznał, że do popełnienia przestępstwa doszło, ale postępowania karne umorzono, ze względu na „znikomą społeczną szkodliwość czynu”.


 

Sąd tak uzasadnił wyrok: wykładnia przepisu (art. 24 Ustawy antykorupcyjnej) nie podlega dyskusji, co do zakresu rzeczowego oświadczeń majątkowych radnych. Zdaniem Sądu, znaczenie tego przepisu jest oczywiste wyłącznie dla osoby, w cudzysłowie „umiejącej czytać przepisy”, a przecież dla oskarżonego treść owego przepisu jest obca, ponieważ „on go po prostu go nie przeczytał”, chociaż zdaniem Sądu powinien to uczynić.


 

Jest to oczywiście błąd -mówił dalej Sędzia- ale jak podał oskarżony, „nawet przeczytanie tego przepisu, nie przybliżyłoby mu znaczenia tegoż przepisu”. W tym zakresie (oskarżony) powołał się na informacje nieżyjącego już radnego. Co do osoby tegoż radnego, nie jest to wytwór fantazji oskarżonego, mówił Sędzia, gdyż ta osoba w rzeczywistości była radnym. Co potwierdzała także pani K. (świadek; przewodnicząca Rady MiG Koziegłowy) którą nie sposób posądzić o stronniczość.


 

Dalej sędzia Marek Zachariasz mówił, o tym, że oskarżony poruszał się w pewnym „tunelu myślowym” a mianowicie, jego wątpliwości budził fakt, czy mienie należące do firmy żony wpisać w oświadczenie majątkowe, czy nie. Pod wzg. treści omawianego przepisu, założenie było błędne. Ale Sąd musi wziąć pod uwagę zamiar sprawcy. Przecież on nie chciał ukryć tegoż mienia, ustawa zakłada transparentność działania oskarżonego, jako radnego samorządu, a te dwa samochody nie były przecież fizycznie ukryte, były użytkowane w firmie żony. Lokalna społeczność nie była wprowadzona w błąd, Dariusz S. nie chciał pojazdów przed nimi ukryć. Treść oświadczenia majątkowego konsultował z księgową żony, a jej stanowisko było jednoznaczne, a jej stopień wiedzy wyższy, niż oskarżonego. Prowadził konsultacje na szkoleniu w Zakopanem, co potwierdziło kilka osób uczestniczących w tym szkoleniu, będących radnymi gminy i miasta Koziegłowy.


 

Prokurator zapewne powie -mówił Sędzia- że jak można było w kontekście czynów wskazanych w akcie oskarżenia, ocenić w kategoriach znikomej szkodliwości czynu, bo to legło u podstaw orzeczenia Sądu. Odpowiedź jest bardzo prosta. Oskarżony będąc przekonanym o słuszności swojej decyzji prezentował ją konsekwentnie w każdym z oświadczeń przez kilka lat. Przecież mógł zmienić treść i byłoby „po problemie”. On nie może ponosić odpowiedzialności karnej za niedopatrzenie, które Sąd widzi w kategoriach zamiaru ewentualnego, bo nie dopełnił wszystkiego, co powinien, by zdjąć z siebie odium złożenia oświadczenia de facto fałszywego.


 

Wiele zarzutów aktów oskarżenia jest pochodną tego samego błędu, który popełnił oskarżony w pierwszym etapie składania oświadczeń. Rodzi się pytanie, czy treść oświadczeń majątkowych oskarżonego zburzyła porządek prawny, czy jemu zagrażała? NIE. W wymiarze lokalnym, i obrotu prawnego, nic się złego nie stało. Wyborcy wiedząc o problemach oskarżonego, w aspekcie postępowania karnego, publikacji prasowych i internetowych, wybaczyli mu to, i ponownie został wybrany na radnego, w formie, jak to określiła świadek K. „wybory wygrał w cuglach”.


 

Czy oskarżonego należy osądzać w realiach gminy Koziegłowy, a nie abstrakcji prawnej, która wychodzi poza pewien lokalny zakres? -pyta sędzia Marek Zachariasz retorycznie.


 

Oskarżony S. lansował pogląd, że skoro środki na zakup samochodów pochodzą z firmy żony, dowody rejestracyjne także są na firmę, były zakupione na faktury, to on do nich „nic nie ma”. A nikt nie kwestionował tego, ani Urząd Skarbowy, ani Urząd Marszałkowski w Katowicach.


 

Jego błąd jest efektem nieznajomości prawa, a nie wyrafinowanych działań sprawczych, zmierzających do ukrycia majątku. A taki jest duch cytowanej ustawy. Problem został rozdmuchany przez publikacje prasowe, internetowe.


 

Oskarżony nie kwestionował, że pierwotna linia obrony, infantylna w treści, była dziełem obrońcy, z którego usług później zrezygnował. Sam fakt, że uległ sugestii, dowodzi nieznajomości zagadnień prawnych i procesowych. Z drugiej strony jest to dowód jego autentyczności o prostolinijności w postępowaniu. „Nie można robić problemu z czynu, który problemem de facto nie jest.”- powiedział sędzia na koniec.


 

Oskarżony ma 7 dni na złożenie wniosku o uzasadnienie i 14 na ewentualną apelację. Już na korytarzu radny Dariusz S. mówił do nas „na gorąco”, że jest zadowolony i nie zamierza się odwoływać od wyroku. Jak pisaliśmy na wstępie, Prokurator Rejonowy w Myszkowie Dariusz Bereza zapowiada, że prokuratura na pewno odwoła się od tego wyroku: -Wnioskowaliśmy o ukaranie oskarżonego, z wyrokiem umarzającym postępowanie karne ze względu na rzekomą znikomą szkodliwość społeczną czynu na pewno się nie zgodzimy. Oskarżony był i jest radnym, fakt wybrania go ponownie, zdaniem prokuratury, nie ma żadnego znaczenia procesowego. (JotM)


 

Nasz komentarz:


 

Jak możemy odczytać ten wyrok?


 

Przyznam, że dopiero gdy wczytałem się dokładniej w nagranie wypowiedzi Sądu, będące ustnym uzasadnieniem wyroku, zaczęło do mnie tak naprawdę docierać, co powiedział orzekający w sprawie Sędzia Marek Zachariasz. Nie wprost, jednak taki był wydźwięk, znaczenie słów. Aż jestem ciekaw, co znajdzie się w uzasadnieniu pisemnym, gdyż prokuratura zapowiada apelację. Co tak naprawdę usłyszeliśmy?


 

Jak będziesz się tłumaczył w sądzie, że jesteś (w cudzysłowie) „tempakiem”, że słabo czytasz w ogóle, a przepisy w szczególności, to przecież nie można cię skazać. Bo oskarżony przecież tego nie rozumie, „nie ogarnia”, można by powiedzieć. Sąd rozgrzeszył oskarżonego z obowiązku respektowania prawa, bo przecież, cytuję: „nawet przeczytanie tego przepisu, nie przybliżyłoby mu znaczenia tegoż przepisu”. No bo jak można go skazać, skoro on tego nie rozumie, nie ogarnia…


 

Dalej jest jeszcze weselej, bo sprawę Sąd rozstrzygnął nie na podstawie prawa, bo to oczywiście jakieś w Polsce mamy, niby trzeba go przestrzegać, ale przecież tę sprawę trzeba rozstrzygać nie na gruncie „abstrakcji prawnej” (choć przepisy antykorupcyjne nie wydają się być abstrakcyjne, są bardzo konkretne: wpisać mienie ruchome o wartości powyżej 10.000 zł/sztuka);


 

Sąd decyduje, żeby tę sprawę oceniać „po koziegłowsku”: oskarżonego należy osądzać w realiach gminy Koziegłowy, a nie abstrakcji prawnej, która wychodzi poza pewien lokalny zakres”. Mam nadzieję, że się mieszkańcy Koziegłów nie obrażą, bo to nie moje słowa, lecz z uzasadnienia wyroku, że -ja tak to rozumiem, tak odczytuję słowa Sądu- nie można skazać Dariusza S., bo ważny jest kontekst lokalny, koziegłowski, „koziegłowskie realia”. Nie wiem co to są „koziegłowskie realia”, ale słowa sędziego odczytuję tak: nie można tępaków z Koziegłów oceniać tak, jak każdego obywatela RP, oni nie umieją czytać ze zrozumieniem, jeżeli w ogóle umieją czytać. Sąd nie wprost nazwał mieszkańców gminy „głupkami”, których karać nie można. Gdyby mnie ten wyrok dotyczył, nie Dariusza S. to już chyba wolałbym być skazany…


 

Poza tym, Sąd, jeżeli nie było to przejęzyczenie, ewidentnie pomylił się w ustaleniach faktycznych. Sędzia Marek Zachariasz prezentując motywy umorzenia postępowania powiedział o wyjaśnieniach oskarżonego, że dowody rejestracyjne były wystawione „na firmę żony”. Gdyby tak było, w ogóle nie byłoby aktu oskarżenia, ani artykułów w Gazecie Myszkowskiej, która nieprawidłowości w oświadczeniach radnego Dariusza S. wykryła. Firma żony musiałaby mieć status spółki prawa handlowego (np. z sp. z o.o.), a tak nie było, żona radnego prowadziła działalność na postawie indywidualnego wpisu CEIDG. Wszystkie samochody były jej majątkiem i męża prywatnym, gdyż firma prowadzona na wpisie nie ma osobowości prawnej, nie może mieć majątku. Cały majątek takiej firmy jest majątkiem własnym przedsiębiorcy, którym w tym przypadku jest żona radnego. A ponieważ państwo S. nie mieli rozdzielności majątkowej, co ustaliła prokuratura, samochody były tak samo żony (choć używane w firmie) jak męża, pana radnego S. Mogły być kupowane na firmę (na fakturę) do celów np. odliczenia VAT, wpisania w środki trwałe. Co nie zmienia faktu, że są wspólne. Nie ma też znaczenia to, że uwag nie miał Urząd Skarbowy, gdyż ten -jeżeli w tym okresie działalność żony radnego kontrolował, to tylko w zakresie prawidłowości rozliczeń podatkowych, a nie naruszenia przez radnego-męża przepisów antykorupcyjnych. Podobnie błędny jest wniosek Sądu, że ma jakiekolwiek znaczenie, że uwag do oświadczenia radnego nie wnosił Urząd Marszałkowski. Nie wnosił, bo ocenia oświadczenie tylko pod względem formalnym. „Marszałkowo” nie ma wiedzy, jakie samochody ma radny. Tę wiedzę mieli mieszkańcy, przekazali ją gazecie, a my prokuraturze i urzędowi skarbowemu. Który badał sprawę darowizn. Niestety US nie ujawnia wyników tego postępowania, nie wiemy więc, czy radny był np. wzywany do zapłaty podatku od darowizn. Nasze wątpliwości budziło to, czy ojciec radnego miał takie środki, aby pożyczyć synowi 200.000 zł. Z przepisów ogólnych wynikało też, że radny nie miał prawa skorzystać z ulgi polegającej na niezapłaceniu podatku od darowizny, jeżeli ta była przekazana gotówką. Niestety, działania Urzędu Skarbowego w tej sprawie nie poznamy, gdyż dotyczą konkretnego podatnika.


 

Na koniec warto sprawę radnego z Mysłowa porównać do słynnej sprawy zegarka ministra Nowaka z rządu Donalda Tuska, sprawa zakończona prawomocnym skazaniem ministra, zapłacił grzywnę. Minister też przecież zegarka nie ukrywał, tylko dumnie nosił, był zresztą znany z zamiłowania do drogich gadżetów. Nie wpisanie zegarka do oświadczenia tłumaczył przeoczeniem, że przecież zegarka nie ukrywał, sądy orzekające w tamtej sprawie też nie miały wątpliwości, że zegarka nie chciał ukryć. No, ale minister Nowak to człowiek światowy, a tu mamy „kontekst koziegłowski”.


 

Jarosław Mazanek


 


Komentarze