Gazetamyszkowska.pl

REKLAMA

SĄSIEDZKA NIEZGODA DYMNA

Tomasz Urbański | 2018-10-19 12:20

(Zawiercie) Gryzący dym, który aż „pali w gardło” – z takim problemem zgłosił się do naszej redakcji mieszkaniec Zawiercia, który opisał nam swoje „problematyczne sąsiedztwo” z jedną z firm przy ul. 11 Listopada. Kłopotem dla mężczyzny jest uciążliwy dym, przez który – jak opisywał nam mieszkaniec – trudno jest otworzyć okna w mieszkaniu, a jego dzieci dostają ataków kaszlu. Jak się okazuje, mieszkańcy sygnalizowali problem już w 2007 roku. Podczas licznych kontroli, zawierciańscy strażnicy oraz urzędnicy nie odnotowali żadnych uchybień.


 

Źródłem problemu, który opisał nam mężczyzna ma być Odlewnia żeliwa Kotlex. Z relacji mieszkańca wynika, że obawia się o zdrowie swoich dzieci. Latem trudno czasami było otworzyć okna w mieszkaniu, bo – jak opisywał nam mieszkaniec - gryzący dym „aż pali w gardło”, a u dzieci wywołuje ataki kaszlu. Interwencje po zgłoszeniach mieszkańców miała podejmować Straż Miejska, dlatego też skierowaliśmy do niej kilka pytań. Chcieliśmy się dowiedzieć między innymi tego, kiedy zaczęły napływać pierwsze skargi na zadymienie z firmy Kotlex oraz jakie były wyniki przeprowadzanych kontroli.


 

Odpowiedzi, jakie uzyskaliśmy zostały przygotowane przez Straż Miejską oraz urzędników Wydziału Ochrony Środowiska Urzędu Miasta w Zawierciu. Okazuje się, że zgłoszenia dotyczące odlewni nie są niczym nowym dla urzędników– mieszkańcy zgłaszali problem do zawierciańskiego magistratu już w 2007 roku. W ubiegłym roku zgłoszono 5 interwencji dotyczących firmy Kotlex, a w bieżącym (do końca sierpnia) – 7.


 

- Kontrole przedsiębiorstwa Kotlex były realizowane przez funkcjonariuszy Straży Miejskiej oraz pracowników Wydziału Ochrony Środowiska Urzędu Miejskiego w Zawierciu. Przedmiotowe kontrole były przeprowadzane każdorazowo po otrzymaniu zgłoszenia w godzinach pracy pracowników Urzędu Miasta. Kontrole nie były i nie są zapowiadane. Interwencje dotyczące przedsiębiorstwa, które zostały potwierdzone przez funkcjonariuszy Straży Miejskiej zawsze przekazywane były do Wydziału Ochrony Środowiska Urzędu Miasta w Zawierciu. Ponadto po przeprowadzonych kontrolach Wydział Ochrony Środowiska przekazywał interwencje mieszkańców wraz kopiami protokołów z kontroli do Starostwa Powiatowego w Zawierciu oraz do Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska w Katowicach Delegatura w Częstochowie – czytamy w informacji od Straży Miejskiej i Wydziału Ochrony Środowiska UM Zawiercie.


 

Chcieliśmy się również dowiedzieć, co można zrobić, jeśli kontrole nie wykazują spalania odpadów, ale dym daje się we znaki sąsiadom. Czy istnieje jakaś możliwość, aby „uciążliwy kopciuch” – przedsiębiorstwo lub osoba prywatna – zaprzestał lub zmniejszył emisję dymu?


 

- Firma Kotlex to przedsiębiorca prowadzący eksploatację instalacji do wytopu odlewów żeliwnych. Przedsiębiorca ten w związku z prowadzoną instalacją posiada stosowne pozwolenie na wprowadzanie gazów i pyłów do powietrza z tej instalacji. W zakresie kontroli przedmiotowej instalacji tut. Urząd nie ma uprawnień – dowiadujemy się od zawierciańskich strażników miejskich i urzędników Wydziału Ochrony Środowiska i Gospodarki Miejskiej UM. Interwencje dotyczące firmy Kotlex były zgłaszane przez mieszkańców telefonicznie. Po każdym zgłoszeniu kontrolę przeprowadzał pracownik Wydziału Ochrony Środowiska UM wraz z funkcjonariuszem Straży Miejskiej i sprawdzali, czy nie dochodzi do spalania odpadów. Jak dotąd nie stwierdzono, aby w firmie spalano śmieci, a z każdej kontroli sporządzano protokoły.


 

W tej sprawie skontaktowaliśmy się również z właścicielami firmy. Zaprosili nas oni do swojego przedsiębiorstwa, by przekazać swoje stanowisko i pokazać na żywo zadymienie, o którym mówił nam mieszkaniec.


 

Podczas rozmowy tłumaczyli, że w tym miejscu odlewnia działa od lat 50-tych, natomiast obecni właściciele firmy Kotlex prowadzą swoją działalność od 1994 roku. Zapewniali, że w firmie regularnie przeprowadzane są różne kontrole – nie tylko te, których dokonuje Straż Miejska w Zawierciu. Firma, mając pozwolenia na emisję gazów i pyłów, musi spełniać określone normy – jeśli kontrole wykazałyby, że „coś jest nie tak”, to przedsiębiorstwo musiałoby liczyć się z karami finansowymi lub nawet obowiązkiem zaprzestania produkcji, co mogłoby doprowadzić do zamknięcia firmy.


 

Na przestrzeni ostatnich lat właściciele podejmowali różne konkretne działania, mające na celu zmniejszenie wpływu ich działalności na środowisko – np. kilkanaście lat temu (w 2005 roku) uruchomiono instalację bezpośredniego wtrysku tlenu do dysz żeliwiaka, co miało ograniczyć emisję szkodliwych gazów. Jak podkreślali właściciele odlewni Kotlex, w pracy przedsiębiorstwa nie są stosowane chemikalia. Chętni do rozmowy przekonywali, że nie mają niczego do ukrycia – kontrole, które są u nich przeprowadzane są udokumentowane. Zapytaliśmy właścicieli odlewni, czy jacyś mieszkańcy kontaktowali się bezpośrednio z nimi, by zgłosić zadymienie. Z odpowiedzi przez nas uzyskanej wynika, że właściciele rozmawiali jeden raz z mieszkającą w ich sąsiedztwie kobietą, ale było to ok. 10 lat temu.


 

Otwartym pozostaje pytanie, czy zgłoszenia, których dokonują mieszkańcy do UM w Zawierciu lub Straży Miejskiej mają sens. Strażnicy odbierają zgłoszenie i za każdym razem interweniują. Sprawdzają, czy w firmie nie dochodzi do spalania odpadów – każda kolejna kontrola potwierdza, że do spalania śmieci nie dochodzi. Problemu mieszkańców nie rozwiążą kontrole Straży Miejskiej. Może więc warto spróbować skontaktować się z przedstawicielami firmy i z nimi omówić swoje obawy?


 

Edyta Superson


 



Galeria zdjęć

Komentarze