Gazetamyszkowska.pl

REKLAMA

OPOZYCJA WSTRZYMAŁA SIĘ OD GŁOSU

Tomasz Urbański | 2019-02-25 12:20

(Zawiercie) Podczas styczniowej sesji Rady Miejskiej w Zawierciu, radni przyjęli tegoroczny budżet 13 głosami „za”. Niektórzy z radnych zwracali uwagę, że ich zdaniem w tegorocznym budżecie brakuje inwestycji, co oznacza, że miasto nie będzie się rozwijało. Z kolei prezydent oraz skarbnik zapewniali, że wszystkie rozpoczęte inwestycje planuje się zakończyć, a kolejne zadania będą dodawane do budżetu w ciągu roku, jeśli znajdą się na nie środki. Były prezydent, a od listopada ub. r. miejski radny Witold Grim ocenił z kolei, że Łukasz Konarski – choć miał wystarczająco dużo czasu – nie przedstawił autorskiego budżetu, tylko oparł się na tym, co jeszcze przed wyborami przygotował były prezydent.


 

Sesja budżetowa odbyła się w środę, 30 stycznia. Początek posiedzenia upłynął na dyskusji o przywróceniu do porządku obrad punktu interpelacji i zapytań oraz odpowiedzi na nie. Wnioskował o to radny Paweł Kaziród. Powołał się on na statut gminy oraz regulamin Rady Miejskiej w Zawierciu. Nadmienił, że choć ustawa o samorządzie gminnym przewiduje składanie interpelacji na piśmie, to radę obowiązuje również statut i regulamin. Wspomniał również, że w poprzedniej kadencji interpelacje były zgłaszane podczas sesji, choć odpowiedzi na niektóre z nich również były udzielane na piśmie.


 

- Tak naprawdę interpelacje są dla nas radnych, i dla prezydenta taką wygodną formą podczas sesji, aby je w tych najważniejszych rzeczach w stosunku do których nie można zbyt długo czekać na odpowiedź i niektóre sprawy są tego rodzaju, że można je niemalże tego samego dnia rozwiązać – mówił Paweł Kaziród.


 

Przewodnicząca Beata Chawuła zauważyła, że radny powołał się na nieaktualne zapisy statutu. Punkt wskazany przez P. Kaziroda nie przewiduje, aby w porządku obrad musiał się znaleźć punkt interpelacji i zapytań. Radni w poprzedniej kadencji zmienili statut w październiku 2018 roku, usuwając z niego punkty, o które na styczniowej sesji wnioskował Paweł Kaziród. Przyznał, że fakt ten mu umknął, ale podtrzymał swój wniosek. Jego zdaniem punkt interpelacji nie zakłóci sesji. Jak wyjaśniał nic nie zabrania, aby rozszerzyć porządek obrad o interpelacje i zapytania oraz odpowiedzi na nie, co jego zdaniem byłoby korzystne. Przewodnicząca Beata Chawuła wskazała, że radni mogą wypowiadać się na istotne tematy w punkcie wolnych wniosków.


 

Zdanie Pawła Kaziroda poparła Ewa Mićka, która wskazywała, że interpelacje na sesji są ważne dla mieszkańców, którzy oczekują natychmiastowej odpowiedzi na pewne pytania (co umożliwiały niektóre interpelacje i odpowiedzi podczas obrad). – Pani uwagi są niezwykle cenne. Szkoda, że usuwając z porządku obrad te punkty nie przewidzieliście państwo takiej sytuacji, że zdarzy się tak, że wybory samorządowe rozstrzygną się nie tak jak może się spodziewaliście. I przewodniczącym rady nie jest już pan Paweł Kaziród i teraz te interpelacje i zapytania są potrzebne. Ja nie neguję tego, że są potrzebne, być może tak. Ale po to właśnie zaproponowałam projekt uchwały dot. zmian statutu miasta, aby wszystkie takie kwestie niedopowiedziane sobie tam ustalić (...) – powiedziała przewodnicząca Beata Chawuła, która zaproponowała, by porządek styczniowej sesji pozostał bez zmian. Jej zdaniem pisemne składanie interpelacji jest lepsze niż interpelacje składane słownie na sesji – są bardziej przemyślane, rzeczowe i takie też są odpowiedzi udzielane na piśmie. Ewa Mićka wskazał, że ustawa o samorządzie gminnym nie zabrania składania interpelacji w formie ustnej. Dodała, że gdyby przewodniczącym rady był Paweł Kaziród, to punkt interpelacji i zapytań nie byłby wykreślony z porządku obrad.


 

- Nie rozumiem tej dyskusji, naprawdę nie rozumiem. Zgłasza się tu wniosek w interesie społecznym, mieszkańców naszego miasta, w interesie nas – radnych, abyśmy mieli możliwość zgłaszania w tym punkcie różnych, bardzo istotnych, często niemogących czekać długo istotnych rzeczy dla naszego miasta. Nikt nie oczekuje udzielenia odpowiedzi natychmiastowych, ustawa przewiduje, że jest to termin 14-dniowy, natomiast niejednokrotnie pan prezydent może w sposób szybki, wręcz natychmiastowy reagować na niektóre zagrożenia na terenie miasta występujące, chociażby dziura w chodniku. Przecież jak ja napisze pismo, to ta dziura będzie załatana za 3 dni, 4, 5. Jeśli to powiem podczas sesji pan prezydent uruchomi swoje służby i od razu ktoś zabezpieczy takie niebezpieczne miejsce. Naprawdę nie rozumiem tej dyskusji i przywoływania do poprzedniej kadencji. Jest to w interesie nas wszystkich radnych. Interpelacje można zgłaszać na piśmie, wszyscy to będziemy robić, ja również będę robił w tych tematach, które nie wymagają natychmiastowego działania ze strony prezydenta miasta. Również zgodnie z porządkiem obrad nie ma tam możliwości udzielania odpowiedzi i reagowania na różne takie sytuacje ze strony prezydenta miasta. Wolne wnioski to są wolne wnioski i sama pani nas tu na poprzedniej sesji upominała, aby wypowiadać się w formie wniosku. Nie można zgłaszać różnych innych rzeczy (...) – przekonywał dalej Paweł Kaziród.


 

Odmienne zdanie na temat składania interpelacji w czasie sesji wyraził Henryk Mól. Zwrócił również uwagę, że nagłe sytuacje, wymagające szybkiej interwencji (dziura w chodniku, przekrzywiony znak drogowy etc.) można zgłaszać od razu do odpowiednich pracowników urzędu, a nie czekać do sesji, by przedstawić je w formie interpelacji. - Trzy kadencje siedziałem tam na widowni i słuchałem interpelacji i zapytań. Żenada była, żenada. Wchodzili, żeby się pokazywać tylko. A dziurę - jak pan radny mówi - to idę do odpowiedniej komórki w urzędzie miasta, zgłaszam i pilnuję tego. Jako przewodniczący osiedla tak robiłem i teraz jako radny tak samo robię – mówił Henryk Mól.


 

CO TAK NAPRAWDĘ JEST INTERPELACJĄ?


 

Do tego, co tak naprawdę powinno być zgłaszane w formie interpelacji odniosła się również przewodnicząca Chawuła, która powołując się na ustawę o samorządzie gminnym, zwróciła uwagę na to, że interpelacje i zapytania powinny dotyczyć spraw o istotnym znaczeniu dla gminy – dla całej gminy, nie chodzi tutaj o jeden chodnik, jedną wiatę przystankową, jeden znak drogowy. Zapowiedziała również, że treść i charakter interpelacji radnych zacznie być weryfikowana.


 

- Chciałabym skłonić państwa do refleksji, czy wszystko to, co przysyłacie do mnie nazywając interpelacjami jest interpelacją zgodnie z przepisami prawa. My kierując państwa wnioski zwane interpelacjami, zapytaniami będziemy weryfikować ich treść. Do tej pory przesyłaliśmy wszystko. Teraz będziemy to interpretować i to, co będzie rzeczywiście interpelacją, będzie przesyłane w tym trybie. I bardzo państwa proszę o dotrzymywanie tych zapisów ustawy, bo nie chciałabym, żeby ta instytucja interpelacji była przez radnych nadużywana – argumentowała przewodnicząca B. Chawuła. Dodała również, że rozumie, że dla radnych interpelacje są wygodną formą komunikacji, a ponadto można „pochwalić się” przed mieszkańcami swoimi interpelacjami, które publikowane są w Biuletynie Informacji Publicznej.


 

Przeciwne zdanie przedstawiła ponownie radna Ewa Mićka, która przekonywała, że dla mieszkańców ważne są również takie pozornie „małe” rzeczy. Radna Mićka zapewniła również, że jej interpelacje nie muszą być publikowane w BIP urzędu – ma swoją stronę internetową i tam może zamieszczać dowolne informacje.


 

Beata Chawuła tłumaczyła dalej, że dziura w chodniku na jednym końcu miasta może nie być tak istotna dla mieszkańców z drugiego końca miasta. Jej zdaniem dla mieszkańców nie liczy się, czy ich sprawa będzie zgłaszana w drodze interpelacji, zapytania lub wniosku. Dla mieszkańców ważne jest tylko to, by sprawa została załatwiona. W dyskusji ponownie głos zabrał radny Paweł Kaziród, który po raz kolejny powtórzył, że nie rozumie prowadzonej dyskusji. Przekonywał, że wprowadzenie do porządku obrad interpelacji i zapytań nikomu nie może zaszkodzić, a wręcz przeciwnie – może tylko pomóc.


 

Po blisko półgodzinnej dyskusji radni przeszli do głosowania nad wnioskiem P. Kaziroda o rozszerzenie porządku obrad. Pomysł radnego nie spotkał się z wystarczająco dużym poparcie rady – wniosek przepadł przy 8 głosach „za” i 13 „przeciw”.


 

PREZYDENT NIE DOTRZYMAŁ TERMINÓW – CZY BUDŻET GŁOSOWANY JEST ZGODNIE Z PRAWEM?


 

Przed głosowaniem nad projektem tegorocznego budżetu Ewa Mićka podniosła, że podczas prac nad budżetem nie dotrzymano terminów. Chciała się dowiedzieć, czy przyjęty budżet będzie zgodny z prawem, czy nie. Precyzując swoją wypowiedź wskazała terminy: 15 listopada przekazanie przez prezydenta radzie i Regionalnej Izbie Obrachunkowej projektu budżetu; 30 listopada komisje stałe zapoznają się z projektem budżetu i przedstawiają swoje opinie; do 7 grudnia komisja budżetowa analizuje i opiniuje poprawki poszczególnych komisji; do 14 grudnia prezydent zajmuje ostateczne stanowisko wobec zgłoszonych poprawek; do 21 grudnia komisja ds. budżetu opracowuje pozytywnie zaopiniowane poprawki do głosowania. Wskazane terminy zostały zapisane w uchwale ws. prac nad budżetem, który przyjęła rada w poprzedniej kadencji. Przewodnicząca Chawuła wskazała, że skoro projekt budżetu miał zostać przekazany radnym do 15 listopada, to który prezydent i której radzie miał przekazać projekt, skoro zarówno radni, jak i prezydent zostali zaprzysiężeni 21 listopada.


 

Fakt, że rady obu kadencji „zazębiły się” nie jest powodem, by nie przestrzegać terminów – podkreśliła Ewa Mićka. Jej zdaniem to, że radni otrzymaliby projekt budżetu kilka dni po 15 listopada nie stanowiłoby problemu. Ale pozostałe terminy powinny zostać dotrzymane, bo – jak przekonywała radna – nic nie stało na przeszkodzie.


 

Głos w tej sprawie zabrał prawnik, adwokat Wojciech Berendowicz. Zapewnił on, że jego zdaniem nie ma żadnych przeszkód formalno-prawnych do tego, by głosować nad budżetem. - Jeżeli mamy opinie stałych komisji rady miasta, mamy opinię Regionalnej Izby Obrachunkowej w Katowicach jest to opinia pozytywna, państwo mogliście zgłaszać uwagi, przyjęliście dzisiaj porządek obrad, to nie widzę przeszkód formalno-prawnych, aby dzisiaj poddać pod głosowanie projekt budżetu, który powinien być przyjęty do 31 stycznia. Natomiast pytanie jest do poprzedniej rady – skoro przygotowywała i głosowała nad uchwałą ws. trybu prac nad budżetem, wiedząc o tym, że są wybory, nie przewidziała odpowiednich terminów i nie dostosowała tych terminów do nowej kadencji tak, aby można było zachować wszelkie terminy, jeżeli one teraz są zgłaszane. To mnie jedynie dziwi, natomiast tak jak mówię – opinie były, był czas na zgłaszanie uwag, państwo przyjęliście porządek obrad, nie widzę przeszkód przed tym, aby procedować nad projektem uchwały budżetowej – argumentował Wojciech Berendowicz.


 

Radnej Ewie Mićce nie przypadło do gustu nawiązanie adwokata do poprzedniej rady – zwróciła ona uwagę na to, że zarówno za procedowanie, jak i dotrzymanie terminów odpowiada prezydent i podległe mu służby. Ponadto powtórzyła, że możliwe było dotrzymanie wskazanych w uchwale terminów. Poprosiła, aby prawnik przedstawił jej również na piśmie to, co powiedział podczas sesji oraz by odpowiedział na pytanie – czy głosowanie nad budżetem będzie zgodne z prawem, czy nie. Przewodnicząca Beata Chawuła stwierdziła, że o legalności przyjmowanych uchwał będą się wypowiadać odpowiednie organy nadzoru, natomiast rada powinna robić to, co ma do zrobienia. Słowa adwokata Berendowicza nie usatysfakcjonowały również Pawła Kaziroda, który stwierdził, że prawnik wypowiedział się tak, jakby był rzecznikiem prezydenta. Zdaniem radnego W. Berendowicz nie odpowiedział na pytanie – czy uchwała budżetowa procedowana jest zgodnie z prawem?


 

Adwokat stwierdził, że odpowiedział już na pytanie i powtórzył, że nie widzi on przeszkód formalno-prawnych, by procedować i głosować uchwałę budżetową.


 

W OGRODZIEŃCU BUDŻET AUTORSKI, W ZAWIERCIU – ODTWÓRCZY


 

Głos w dyskusji zabrał Witold Grim – jeszcze do niedawna prezydent, obecnie radny miejski – który zarzucił Łukaszowi Konarskiemu, że nie stworzył własnego budżetu.


 

- Mimo wszystko liczyłem na to, że ten budżet to będzie panie prezydencie pana autorski budżet. Że to będzie budżet pana jako Zawiercie OdNowa, jako plan mądrych rozwiązań. A więc dziękuję za to zaufanie, ale wydaje mi się, że miał pan 79 dni, w tym 60 roboczych, żeby przygotować tak jak pan mówił w swoich publikacjach, że – przeczytam panu – cały pana program będzie to zbiór mądrych rozwiązań dla naszego miasta, rzeczy, które trzeba wprowadzić od razu. Szkoda, że pan z tej okazji nie skorzystał, bo dzisiaj to tak będzie wyglądało, że pan prezydent Konarski realizuje budżet swojego poprzednika, a miał pan naprawdę możliwość, żeby przygotować swój autorski budżet dobrych rozwiązań dla Zawiercia. Chciałbym jeszcze powiedzieć, że w sąsiednim Ogrodzieńcu pani burmistrz w ciągu 10 dni wprowadziła całkowicie swój nowy budżet, nie oglądając się na poprzednika. Mimo że ten budżet jest w Ogrodzieńcu czterokrotnie niższy, to wydaje mi się, że ta ilość czasu, którą pan miał, mógł pan rzeczywiście zadbać o to, żeby to był pana autorski budżet – mówił podczas styczniowej sesji Witold Grim.


 

Łukasz Konarski odparł, że to prawda, że obiecał w programie dużo rzeczy. Przekazał, że zamierza powoli realizować swoje pomysły, ale potrzebuje na to więcej czasu. 3 miesiące od objęcia urzędu, to trochę za mało. Prezydent przekazał również, że pierwsze miesiące po wyborach były trudnym czasem, również pod względem organizacyjnym w urzędzie.


 

Wśród negatywnych opinii na temat budżetu na 2019 rok, pojawiły się głosy, że jest niewiele inwestycji. Jednym z radnych, który zgłosił swoje uwagi do budżetu był Michał Myszkowski. Jego zdaniem w budżecie brakuje elementów, mogących zatrzymać młodych mieszkańców w mieście – nie zaplanowano budowy żłobka, rozbudowy hali dla klubów sportowych, czy też zwiększenia środków i finansowania dla tych klubów.


 

Budżet został przyjęty 13 głosami „za” (B. Chawuła, M. Gajos, M. Golenia, D. Janus, D. Kurek, H. Mól, R. Mach, T. Pacia, P. Pietras, J. Radosz, P. Trepka, J. Wesołowska, R. Zamora) przy 8 głosach wstrzymujących się (W. Grim, E. Grzebieluch, J. Janik-Jaworska, P. Kaziród, E. Kornobis-Wieczorek, E. Mićka, M. Myszkowski, D. Świderski).


 

W przyjętym w ubiegłym miesiącu budżecie Zawiercia na 2019 rok dochody gminy zaplanowano na poziomie 229.728.013,86 zł, przy wydatkach w kwocie 230.416.943,66 zł. Planowany deficyt wynieść ma 688.929,80 zł, a sfinansowany zostanie z wolnych środków. Wydatki majątkowe zaplanowano w wysokości 51.430.932,25 zł, co stanowi ponad 22% wszystkich zaplanowanych wydatków.


 

Edyta Superson


 



Galeria zdjęć

Komentarze