Gazetamyszkowska.pl

REKLAMA

NIEOPŁACALNY PACJENT MUSI UMRZEĆ?

Tomasz | 2019-07-12 08:20

(Myszków) W dzisiejszej Gazecie Myszkowskiej publikujemy list pani Elżbiety Szmal, którą zbulwersowała jakość obsługi, totalny brak empatii i zainteresowania pacjentem, gdy 18 czerwca trafił tam jej mąż. Przywieziony przez pogotowie, po zasłabnięciu w domu, odesłany do domu po pobieżnym -zdaniem żony- wywiadzie. Recepta na antybiotyk i pacjent „z głowy”. Tydzień temu naszym zamiarem było tylko opublikowanie listu, w którym żona nie rzuca oskarżeń, chce jedynie zwrócić uwagę na to, że w szpitalu, a może w całej służbie zdrowia, dzieje się źle. Może mąż powinien pozostać na obserwacji, może nie. Trudno powiedzieć. Ale mija tydzień i mąż pani Elżbiety, Henryk Szmal trafia ponownie do szpitala, tym razem zostaje przyjęty na oddział wewnętrzny. Stan pacjenta jest jednak już tak zły, że po 1,5 dnia umiera.


 

„18 czerwca lekarz z Izby Przyjęć, gdzie mąż przebywał 3 godziny, jedynie spojrzał na wyniki badań moczu, które miałam w telefonie. Uznał, że to silna infekcja, wypisał antybiotyk, odesłał nas do domu. Ale jaka infekcja? Czym spowodowana? Nie wykonano żadnych dodatkowych badań. A po 5 dniach, gdy mąż skończył brać antybiotyk, wyniki miał jeszcze gorsze.


 

27 czerwca po 21.00 ponownie wezwałam pogotowie, zabrali męża do szpitala, tam wykonano mu USG. Lekarka, która przyszła, powiedziała, że „jest bardzo źle”. Byłam zaskoczona. Tydzień wcześniej nie było powodów do hospitalizacji, żeby stwierdzić co to za infekcja, za kilka dni jest „bardzo źle”. Mąż ostatnio miał problemy z chodzeniem, był od 23 lat po kilku udarach, ale jakoś sobie radził. Ostatnio było gorzej, nie wstawał.


 

Lekarka, która robiła USG stwierdziła, że to rak wątroby. Nigdy wcześniej, nie było takiej diagnozy, a mąż że był ogólnie schorowany, badał się często. Zmarł na oddziale w sobotę, ok. 18:30. Ale jeszcze w sobotę najpierw ja, później inne osoby z rodziny, łącznie 3 razy prosiliśmy lekarza, który miał dyżur, żeby sprawdzić mężowi cewnik. Bo nie widzimy moczu. Za każdym razem była ta sama odpowiedź, że nie ma takiej potrzeby.


 

Mój mąż zmarł, pogrzeb w środę 3.07. Nie szukam winnych, ani nie mówię, że ktoś jest winny. Nie wiem, i nikt tego nie wie, czy gdyby 18.06 został przyjęty, gdyby była zrobiona porządna diagnostyka, czy stan Ryszarda by się poprawił. Może tak, może nic nie dało się zrobić. Na koniec usłyszałam tylko, że „mówiliśmy przecież, że stan męża jest bardzo zły”.


 

Mój mąż pracował w kolumnie sanitarnej. Nie oczekuję z tego powodu lepszego traktowania, ale to co się napatrzyłam… Zachowanie części lekarzy bardzo dobre. Ale są i tacy, których nic nie obchodzi. Przychodzą tylko na dyżur, jeden, który miał kontakt z mężem, to mówią, że tylko na nocne przyjeżdża. Jak pierwszy raz trafił, to pielęgniarka od razu powiedziała, zanim cokolwiek się stało, że „ona go dźwigać nie będzie”. Nawet nie oczekiwałam, że zrobi to sama, gdy spadnie, tylko że ktoś mi przy mężu pomoże. Nikt nie podszedł -mówi Elżbieta Szmal.


 

-A dodam jeszcze -mówi Elżbieta- że jak w USC byłam po akt zgonu to usłyszałam, że po weekendzie to jestem czwartą czy piątą osobą, która przychodzi w sprawie weekendowego zgonu w szpitalu.


 

130 zł za godzinę pracy


 

Nawet tyle dostają lekarze dyżurujący w Szpitalu Powiatowy w Myszkowie za godzinę pracy dyżuru. Od 15.00 do rana. Stawki są tak wygórowane w większości szpitali, gdyż to lekarze dyktują warunki gdzie i za ile chcą dyżurować. Bez obsady dyżurów szpital należałoby zamknąć i o takich zagrożeniach słyszymy niemal codziennie z mediów ogólnopolskich. Niektórzy lekarze wyspecjalizowali się nie w leczeniu, a w zaliczaniu dyżurów. Raz w rozmowie przyznał mi Starosta Myszkowski Piotr Kołodziejczyk, że jedna z lekarek wystawiła szpitalowi fakturę za dyżury na… 45 tysięcy złotych. Za kilkanaście dyżurów w miesiącu, nie licząc pracy w godzinach „normalnych” do 15.00. Chyba nikt nie ma wątpliwości, że taki lekarz, lekarka zaliczający kilkanaście dyżurów w miesiącu, jedyne o czym marzy wieczorem to się wyspać.


 

A może pacjent „nieopłacalny?


 

Ryszard Szmal gdyby trafił na oddział wewnętrzny od razu, musiałby mieć wykonaną serię badań: krew, mocz, USG, może tomografia, rezonans. Dodatkowo z pacjentem był utrudniony kontakt, problemy z oddawaniem moczu. Ogólnie pacjent kłopotliwy na oddziale, wymagający wielu zabiegów pielęgnacyjnych. Ale prawdopodobnie nieoperacyjny, więc niedochodowy. Mówił o tym wyraźnie doradca dyrektora Szpitala Powiatowego w Myszkowie Dariusz Jorg, gdy referował radnym Rady Powiatu Myszkowskiego, że kluczem na uzdrowienia finansów szpitala (w domyśle: żeby zarabiał) jest więcej zabiegów operacyjnych, lepsze wykorzystanie sal operacyjnych, że problemem szpitala jest zbyt wielu pacjentów na obserwacji, którzy drogo kosztują, chorują na nisko wycenianie przez NFZ procedury. Choroby po prostu. Jak Ryszard Szmal.


 

Przerażona wypowiedzią Dariusza Jorga była radna Dorota Kaim-Hagar, w przeszłości Naczelna Lekarz Szpitala. Pytała retorycznie: to mamy nie przyjmować i nie leczyć pacjentów z nisko płatnymi chorobami? Dodajmy od nas: jak Ryszard Szmal.


 

Na luksus leczenia tylko opłacalnych pacjentów, mogą sobie pozwolić tylko szpitale prywatne, wykonujące zabiegi odpłatnie, czy szpitale specjalizujące się w tzw. chirurgii jednego dnia. Te mogą wybierać sobie, że leczą tylko zaćmę, albo tylko dobrze płatne zabiegi kardiologiczne (jak przez lata PAKS). Ale szpital powiatowy, do którego podatnicy co rok dokładają grube miliony na sprzęt, remonty, moim zdaniem na taki luksus nie może sobie pozwolić. Perspektywa, że może nieoficjalnie, po cichu, pacjenci chorujący na choroby nieopłacalne będą ze szpitala wypychani jest straszna. Oficjalnie taką strategię -mniej pacjentów nieopłacalnych, więcej dochodowych- jako sposób na wyjście z długów przedstawił szpitalny doradca. Ten sam doradca, a wcześniej inne osoby z obecnie zarządzających szpitalem przyznały, że pogłębiające się kłopoty finansowe szpitali są spowodowane zbyt niskim ryczałtem dla szpitali „w sieci”, zdecydowanie zbyt niską stawką ryczałtu dla Izby Przyjęć i wieloma podobnymi czynnikami, że NFZ na niektóre procedury (choroby) daje za mało pieniędzy. Wspomniana Izba Przyjęć to coś ok. 3900 zł ryczałtu dziennie. 3900 na utrzymanie lekarzy (dobrze gdyby dwóch), pielęgniarek, sprzęt, leki itd., itp. Sam dyżur lekarza może kosztować ok. 3000 zł.


 

Ten artykuł nie ma być oskarżeniem, w kierunku kogokolwiek z myszkowskiego szpitala, ani z personelu medycznego, ani z zarządzających. Bo też pani Elżbieta Szmal nie przyszła szukać winnych, nikogo też winą nie chce obciążać.


 

Ryszard Szmal nie żyje. Nie wiemy, czy miał szansę żyć dłużej. Ale nie wiemy też ilu pacjentów przed nim zmarło z powodu tego, że cała służba zdrowia nie działa sprawnie i ilu jeszcze umrze. O tym, że na źle zorganizowanych SOR-ach i Izbach Przyjęć pacjenci umierają i umierać będą alarmują specjaliści coraz częściej.


 

Jarosław Mazanek


 



Galeria zdjęć

Komentarze