Gazetamyszkowska.pl

REKLAMA

MUSIMY ROZWIJAĆ SIĘ SZYBCIEJ!

Tomasz Urbański | 2018-09-28 12:20

Anna Pilarczyk-Sprycha obecna dyrektor Szpitala Powiatowego w Zawierciu ponownie kandyduje na stanowisko Burmistrza Miasta i Gminy Ogrodzieniec. 4 lata temu w I turze pokonała rządzącego gminą już 4 kadencję burmistrza Andrzeja Mikulskiego i była o krok od przejęcia władzy w gminie. Nie udało się. A teraz? Anna Pilarczyk-Sprycha po udanej restrukturyzacji zadłużonego szpitala ponownie rzuca wyzwanie:


 

Kurier Zawierciański: - Ubiega się pani o stanowisko burmistrza gminy Ogrodzieniec. Dlaczego chce pani odejść ze szpitala, i zająć się polityką, skoro zarządzanie szpitalem tak dobrze pani wychodzi? Szpital przez panią zarządzany rok 2017 zakończył dużym zyskiem (ponad 4 mln zł), bieżący też ma być „na plusie”.


 

Anna Pilarczyk-Sprycha: - Cztery lata temu wygrałam w pierwszej turze z obecnym burmistrzem. Teraz chcę postawić kropkę nad „i”. W szpitalu działam na rzecz mieszkańców powiatu, w tym mieszkańców Ogrodzieńca. Polityka jest tylko w okresie kampanii wyborczej. Dzień po wyborach zaczyna się ciężka praca, a raczej służba. Tak to rozumiem jako dyrektor szpitala i tak też będę traktowała to jako samorządowiec. Energia i ciężka praca w szpitalu zaowocowała – placówka rozwija się i wypracowuje zysk, który przeznaczamy na inwestycje. To doświadczenie jestem gotowa spożytkować na rzecz mojego Ogrodzieńca. Tu się urodziłam, mieszkam i wychowuję dwójkę wspaniałych dzieci. Chcę aby moja gmina dostała też taki zastrzyk energii, impuls, który pozwoli jej wejść na inny poziom. Jeżeli wygram wybory nie zostawię szpitala zupełnie. Będę zabiegała, aby uczestniczyć w Radzie Społecznej szpitala, aby obrany kierunek był kontynuowany.


 

KZ: - Dzieci dorosłe, jest pani na szczycie aktywności zawodowej, odnosi pani sukcesy w zarządzaniu szpitalem i myśli pani o zarządzaniu gminą. Jest pani jak wiele kobiet na takim etapie życia: z sukcesami, wiarą w siebie, pomysłami na przyszłość. Często mówi się, że dzisiejsze czasy to „wiek kobiet”. Zachęcałaby pani kobiety do większej aktywności?


 

- Bardzo lubię pracować z mężczyznami, i nie chciałabym, żeby się obrazili, ale uważam, że kobiety są bardziej pracowite. Muszą udowadniać w życiu coś więcej. Mężczyzna nawet jak zrobi mniej, ale zrobi merytorycznie, to ma prościej. Kobiety odwrotnie. Aby dorównać musimy robić więcej, szybciej, lepiej. Ale mimo tych obiektywnych przeszkód, a może właśnie dlatego,  namawiam kobiety do większej aktywności w sferze społecznej i zawodowej. Staram się być silna i samodzielna. Aczkolwiek doceniam wszystkie te panie, które poświęcają swój czas rodzinie, dzieciom. Rozmawiamy o pracy, o aktywności zawodowej ale to zdrowie jest najważniejsze. Tu w szpitalu pracuję z ludźmi, którzy chorują na nowotwory, więc widzę jak walczą. Dlatego spełniając się w życiu zawodowym nie należy pomijać wartości najważniejszych - tj. zdrowie, dom i rodzina.


 

KZ: - Jeżeli wygra pani wybory, w jakiej kondycji zostawi pani szpital? Czy to wizytówka pani pracy ostatnich prawie 3 lat?


 

- Gdy przejmowałam szpital stałymi gośćmi byli komornicy. Finanse tej placówki były w katastrofalnym stanie. Gigantyczne odsetki od kredytów, niezapłacone rachunki – całe finanse były w rozsypce. Program naprawczy i ciężka praca całego zespołu przyniosły efekty. Dziś po dwóch latach szpital ma pieniądze na kontach, remont goni remont, przyjeżdża nowy sprzęt. Rok 2017 zakończyliśmy zyskiem, w dodatku przeprowadzając trudny proces połączenia szpitala z Zakładem Lecznictwa Ambulatoryjnego. Skutecznie ściągamy środki z zewnątrz. W tym tygodniu otrzymałam informację o przyznaniu dotacji z Ministerstwa Zdrowia na SOR dla dzieci. Szpital otrzymał też Certyfikat Akredytacyjny nadawany przez Ministra Zdrowia, który potwierdza najwyższe standardy leczenia.


 

KZ: -I mając tak bogate doświadczenia, a teraz sukcesy, decyduje się pani na samorząd. Proszę nam jednak przybliżyć, czym zajmowała się pani jeszcze w życiu zawodowym?


 

- Pracowałam w branży nieruchomości. Ściągałam na Śląsk inwestorów, którzy budowali fabryki i magazyny, co przełożyło się na powstanie kilkuset nowych miejsc pracy na terenie Śląska. Mam na koncie kilka pozyskanych firm zagranicznych. Zarządzałam również siecią hoteli na ponad 1000 łóżek. Tak wyglądało moje zawodowe życie przez ostatnich 15 lat zanim podjęłam się kierowania szpitalem.


 

KZ: - Wracając więc do Ogrodzieńca: jaki jest pani pomysł na swoją gminę? Jaka jest pani diagnoza co do kondycji gminy i możliwych kierunków rozwojowych.


 

- Od marca 2018 jestem radną w gminie. Żeby poznać gminę od wewnątrz włączyłam się w prace wszystkich miejskich komisji. Chodziłam na wszystkie posiedzenia, czytałam bardzo dokładnie dokumenty. To pozwoliło mi poznać od środka mechanizmy działające w gminie. Trzeba przyznać, że z perspektywy mieszkańca wie się niewiele. Zresztą to też wymaga zmiany, bowiem w mojej ocenie jest zbyt mały przepływ informacji między samorządem a mieszkańcami. Ogrodzieniec porównałabym do domu ciepłego, przytulnego, ale domu który można urządzić lepiej. Domu, który może być nie tylko przytulny ale nowoczesny, bezpieczny i zadbany, który będzie przyjazny dla wszystkich grup społecznych. Dom skrojony na miarę XXI wieku.


 

KZ: - W gminie Ogrodzieniec dzieje się źle?


 

- Nie mogę powiedzieć, że wszystko jest źle. Ale jestem przekonana, że może być dużo lepiej, że można tchnąć w Ogrodzieniec więcej energii. Mam głowę pełną pomysłów, plany jak ściągnąć środki zewnętrzne. Obecnie gmina działa na zasadzie spokoju; jak coś wyjdzie to wyjdzie, ale nic na siłę, bez większego zaangażowania. Gdyby taki pasywny model zarządzania zastosować w szpitalu, placówkę czekałby paraliż finansowy i organizacyjny. Pomysły, ciężka praca i działanie nieszablonowe – to gwarancja sukcesu. Sprawdzam się w szpitalu i jestem przekonana, że jestem w stanie zrobić dużo dobrego dla Ogrodzieńca. Jednym z priorytetów będzie zdrowie mieszkańców. Dotychczas w działaniach gminy nie było na to odpowiedniego nacisku - chyba tylko poza programem szczepienia na grypę.


 

KZ: - To może jakieś konkrety. Co pani proponuje? Zarządzając szpitalem zajmuje się pani przecież zdrowiem również mieszkańców gminy Ogrodzieniec.


 

- I te doświadczenia zamierzam przenieść na grunt naszej gminy. Chcę, wzorem innych miast, wdrożyć programy profilaktyczne w zakresie onkologii - wspólnie z NFZ. Są na to olbrzymie środki. Są programy wspierające walkę z nałogiem palenia, otyłością czy wspierania ludzi chorujących na cukrzycę. Obszar ochrony zdrowia poznałam na tyle dobrze, że jestem w stanie skutecznie te programy realizować. Chcę postawić na edukację i rozwój fizyczny naszych dzieci. To jest inwestycja w ich przyszłość. Dużo uwagi w ostatnim czasie poświęciłam zmianom w lokalnym szkolnictwie, zmianom podyktowanym – jak tłumaczy obecny burmistrz - likwidacją gimnazjów. Najstarsza szkoła w gminie, szkoła z tradycjami - Szkoła Podstawowa w Ogrodzieńcu, nie jest już placówką 8-klasową. Stało się tak, mimo licznych próśb rodziców. Uważam, że należało podjąć wszelkie działania, by zarówno Szkoła w Ogrodzieńcu, jak i Cementowni nie uległy podziałom, a uczęszczające tam dzieci mogły odbyć edukację w klasach od 1 do 8 w jednym, we właściwym ze względu na miejsce swojego zamieszkania budynku. W przypadku dzieci zamieszkujących w Cementowni, Fugasówce i Józefowie byłby to dawny budynek gimnazjum. Dalej, jako obecna radna, nie ustaję w interwencjach, aby przywrócić dawny porządek. Mój wniosek popierają rodzice, jak i osoby starsze, które z sentymentem podchodzą to tematu szkolnictwa w naszej gminie. Trzeba pomóc młodym rodzinom i dlatego powinniśmy pomyśleć o żłobku i przedszkolu z prawdziwego zdarzenia. W szkołach podstawowych należy moim zdaniem zwiększyć liczbę zajęć z języka angielskiego. Ogrodzieniec powinien mieć też szkołę średnią. Sądzę jednak, że od liceum ogólnokształcącego lepsze będzie wieloprofilowe technikum informatyczne i medyczne, które zagwarantuje konkretny zawód. W tych branżach brakuje pracowników. Chcę rozmawiać z zakładami pracy, które ufundują stypendia, przyjmą na płatne praktyki, po to, żeby mieć wykształconego fachowca. Dzisiaj sięgamy po pracowników m.in. z Ukrainy, bo brakuje naszych fachowców. Musimy w końcu poważnie zająć się aktywizacją różnych grup, w tym seniorów. Trzeba zwiększyć udział mieszkańców w podejmowaniu decyzji dotyczących naszej gminy. I nie chodzi tylko o budżet obywatelski, który już dawno powinien u nas działać, ale cały system konsultacji społecznych w myśl zasady „nic o nas bez nas.” Zresztą budżet obywatelski był w moim programie już 4 lata temu. Kolejny ważny temat to Krępa - ośrodek rekreacyjno - wypoczynkowy, miejsce spotkań, spędzania wolnego czasu dla Mieszkańców Ogrodzieńca i okolicznych miejscowości. Pytałam burmistrza o powód zasypania basenu, o stawy, który wyschły, dlaczego do tej pory nie złożono wniosku do Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska na rewitalizację tego terenu. Od burmistrza dostałam odpowiedź, że środków na Krępę nie ma, że nie ma takiej możliwości. Ja wiem, że środki są, trzeba tylko umieć szukać, głębiej, w różnych instytucjach. A ja jestem taką osobą, która umie tego poszukać. Bardzo ważna jest dla mnie turystyka i miejsca pracy. Turystyką zajmuję się od lat, byłam przed laty prezesem spółki Zamek.


 

KZ: - Gmina Ogrodzieniec w bardzo dużym stopniu kojarzona jest z turystyką, ale jaka jest pani diagnoza? Czy Ogrodzieniec jako gmina turystyczna rozwija się w dobrym kierunku?


 

- Turystyka w gminie wyhamowała. Niestety. Nic nie robimy ponadto, nie idziemy do przodu. Spółka Zamek, której w przeszłości byłam prezesem, powinna być spółką energiczną, która dąży do ściągania sponsorów, która wykazuje aktywność. W ofercie dla turystów mamy to samo: świetne turnieje rycerskie, których byłam autorem na zamku. Gdy zaczęłam organizować duże imprezy masowe, nieruchomości w naszej gminie zdrożały dwukrotnie. Zaczęli się sprowadzać nowi mieszkańcy. Ogrodzieniec stał się sypialnią dla miast Zagłębia. Od momentu kiedy przyjechał do nas Andrzej Wajda realizować „Zemstę” zaczęli się pojawiać nowi mieszkańcy, zaczęły się sprzedawać grunty. Ten impuls moim zdaniem nie został wystarczająco wykorzystany. Mieszkańcy Podzamcza są niezadowoleni, bo imprezy w niedostateczny sposób przyciągają turystów. Dlatego trzeba postawić na rozwój turystyki, na zwiększenie atrakcyjności oraz trzeba pozyskać środki zewnętrzne. Nasz zamek to perła regionu i obiekt z dużym potencjałem, który można lepiej wykorzystać.  


 

KZ: - Na pewno jest to zamek dobrze skomunikowany, łatwo tu turyście dojechać.


 

- Ma pan rację. Blisko Śląska i Zagłębia, Krakowa, jeden przystanek koleją z Warszawy.


 

KZ: - Też jestem konsumentem turystyki, ale ogrodzienieckiego zamku raczej unikam.


 

- Dlaczego?


 

KZ: - Koszmarne budy w drodze do zamku, ogólny jarmark. Jedyna zaleta, to świetnie funkcjonujące parkingi i ze dwie sympatyczne knajpki. Z podwórkowych parkingów żyje większość mieszkańców. Wszystko jakieś takie zadeptane.


 

- Ale agroturystyka się rozwinęła. Mamy tak piękne tereny, które są jednym z największych walorów gminy. Tego „zadeptania” chyba nie unikniemy, bo turystów będzie tu zawsze dużo. Ale to oznacza wpływy do gminnej kasy i korzyści finansowe dla mieszkańców. Myślę, że jest dużo pracy w poprawieniu wizerunku ulicy Zamkowej. To jednak tereny należące do prywatnych właścicieli, ale trzeba się porozumieć i wypracować wspólną politykę. Niestety do tej pory gminie nie udało się wypracować dobrego modelu rozwoju Podzamcza. Rola gminy w tym zakresie jest bardzo ważna.


 

KZ: - Co z Górą Birów? Dzisiaj nie bardzo jest sens tam wchodzić. Kto dotrze, raczej się rozczaruje.


 

- Góra Birów ma swoją historyczną funkcję, nowej nie uzyska. Natomiast w środku może być inaczej, lepiej zagospodarowana, tak aby po wejściu na górę turyści mówili „WOW”. Jestem przekonana, że mamy potencjał na pozyskanie środków zewnętrznych na ten cel. Mam też pomysł na zagospodarowanie terenu za zamkiem. Myślę o dużej wiosce średniowiecznej, z noclegiem, wypiekiem chleba, średniowiecznymi obrzędami, itd. Był pan może w Tropical Island?


 

KZ: - Nie, ale znam ich ofertę.


 

- O coś takiego mi chodzi aby turysta w pełni poczuł średniowieczną atmosferę. Namioty do spania zamiast hotelu, pełna wioska rycerska. Bo rycerstwo i średniowiecze przy zamku jest bardzo ważne. Musimy postawić na atrakcyjne imprezy, które przyciągną turystów z całej Polski. To sprawi, że Ogrodzieniec stanie się ważnym punktem na turystycznej mapie. To zwiększa też szansę na pozyskanie kolejnych inwestorów, bo marka przyciąga markę. Gdy stworzymy dobry klimat o miejsca pracy następne pokolenia nie będą musiały się martwić.


 

KZ: - Przeciwny biegun gminy Ogrodzieniec to jego część przemysłowa, albo to, co z niej zostało. Zrekultywowane tereny po Izolacji stoją od kilku lat. Nic się tam nie dzieje. Dlaczego? Ogrodzieniec nie ma nic inwestorom do zaoferowania?


 

- Inwestorzy są nam tu potrzebni z prostego powodu: będą z tego większe podatki, a to pozwoli realizować inwestycje potrzebne mieszkańcom. Inwestorzy powinni tu już być od lat. Nie teraz, bo są wybory, bo o tym mówię. Mówiłam o tym 4 lata temu, 8 lat temu. Brakuje klimatu i aktywności obecnych władz. Siedząc za biurkiem nic się nie wysiedzi. Trzeba samorządu aktywnego, który przejmuje inicjatywę. Czy w urzędzie jest jakaś osoba, która tym profesjonalnie się zajmuje? Pozyskanie inwestora nie jest rzeczą łatwą, ale nie niemożliwą. Trzeba się za to zabrać profesjonalnie, a nie czekać z założonymi rękami, licząc że ktoś na mapie znajdzie Ogrodzieniec i z walizką pieniędzy przyjedzie wybudować zakład pracy. Minusem tego terenu jest brak bocznicy kolejowej.


 

KZ: - Zbudowaliśmy w Polsce przemysł w dużej części nie oparty na transporcie koleją.


 

- Tak, ale ja negocjowałam wiele kontraktów, gdzie bocznica kolejowa, gdy nie udało nam się jej odbudować, inwestorzy dziękowali. U nas w gminie nie ma najprawdopodobniej dobrego fachowca, który potrafiłby ściągnąć inwestora. To nie sztuka pojechać na targi do Cannes czy Monachium by pokazać zamek. Nie tędy droga. Inwestora trzeba kolokwialnie mówiąc wyciągnąć z pod ziemi i przekonać go, że tu są najlepsze warunki do prowadzenia biznesu. W Cementowni została zrobiona rekultywacja terenu, która kosztowała nas aż 12 mln zł. Wygląda to dobrze, ale już na etapie projektu rekultywacji powinien być inwestor a teraz powinny się budować hale.


 

KZ: - Jako kandydatka na burmistrza ma pani jakiegoś inwestora w kieszeni?


 

- Mam szanse na to, żeby w ciągu niespełna roku dopiąć do podpisania umowy inwestycyjnej. Wiem gdzie i jakich inwestorzy szukają nieruchomości, wiem co im mogę zaproponować.


 

KZ: - Jak pani burmistrzem nie zostanie, inwestycji nie będzie? Nie pomoże pani swojej gminie?


 

- Mieszkańcy Ogrodzieńca mogą na mnie liczyć w każdej sytuacji, co wielokrotnie udowodniłam. Pan burmistrz pobiera wynagrodzenie z podatków mieszkańców za pracę i za skuteczność. Myślę, że wyręczanie go w tych obowiązkach byłoby co najmniej dziwne. Teraz kieruję szpitalem i tam kieruję swoją całą energię. Tam leczą się mieszkańcy Ogrodzieńca. Gdy mieszkańcy zdecydują powierzyć mi stery gminy deklaruję, że całą energię i aktywność skieruję, by postawić na nogi opisane wyżej procesy.


 

KZ: Ogrodzieniec ma swój profil turystyczny…


 

- Dlatego ważny jest zrównoważony rozwój. Inwestycje, które tworzą miejsca pracy nie mogą zaburzyć równowagi, poprzez zniszczenie potencjału turystycznego. Wcześniej podkreślałam, że zdrowie jest najważniejsze. Inwestycje nie mogą szkodzić mieszkańcom. Przez lata zabijał mieszkańców azbest, dlatego każda decyzja o uciążliwym przemyśle musi być dobrze przemyślana i przeanalizowana.


 

KZ: - Kopalnia, to jednak potężny bodziec rozwojowy. Może warto zapytać mieszkańców, czego chcą? Bo w dyskusji o kopalni wiele jest powtarzanych mitów o jej szkodliwości. Ale zawsze porównania padają do niechlubnych zakładów z PRL. Przecież dzisiaj zakłady przemysłowe, również górnicze buduje się zupełnie inaczej. Pani też mówiąc o zagrożeniach związanych z kopalnią, mówi nie o faktach, tylko o azbeście. Dzisiaj wiemy, że azbest jest szkodliwy, ale w latach 50, 60-tych XX wieku był „cudownym” produktem.


 

- Jak wspominałam wcześniej chcę aby mieszkańcy mieli możliwość współdecydowania o kierunkach rozwoju Ogrodzieńca. Jednym z takich narzędzi są konsultacje. W Ogrodzieńcu dzisiaj nie ma uciążliwego przemysłu i wpuszczając nowy, musimy być bardzo ostrożni. Ale nie nieufni.


 

Na pewno wołałabym w gminie duże inwestycje w turystykę, niż kopalnię. Kiedyś w Wiśle, gdy budował się Hotel Gołębiewski, mieszkańcy byli przeciwni. Bali się, że stracą źródło utrzymania, gdy powstanie tak duży hotel. Że będą musieli pozamykać swoje pensjonaty. Okazało się, że dzisiaj w ofercie swojej agroturystyki mają pakiety z wstępem do kompleksu basenowego. Kończąc wątek kopalni trzeba sobie zadać jeszcze jedno pytanie, czy wpływy do budżetu gminy zrekompensują nam zniszczenie krajobrazu, środowiska i uszczerbek na zdrowiu mieszkańców? W kontekście budowy kopalni mówi się też o wysiedleniach.


 

KZ: - To chyba znowu mówi pani o plotkach i mitach. Bo tematem kopalni interesuję się od 8 lat i pierwszy raz słyszę o wysiedleniach!


 

- Powiedziałam o swoich obawach, może nie w pełni popartych twardymi faktami, ale tak samo rozumują mieszkańcy. Już widzę, że mam na ten temat za słabą wiedzę, ale obiecuję Panu, ale przede wszystkim Mieszkańcom, że jeżeli zostanę burmistrzem gminy podejdę do tematu maksymalnie fachowo, sięgając po fakty i twarde dowody.


 

Zdrowie, edukacja, turystyka, ściągnięcie inwestorów; to mój pomysł na gminę Ogrodzieniec. Kampanię chcę prowadzić rzeczowo, merytorycznie. I choć mam zupełnie inne wyobrażenie o tempie, w jakim gmina może się rozwijać, co możemy osiągnąć, nie zamierzam mówić bez szacunku o 16 latach pracy, 16 latach jakie obecny burmistrz poświęcił tej gminie. 4 lata temu pierwszą turę wygrałam stoma głosami. Obecny burmistrz wygrał dopiero w drugiej. Choć wtedy ja byłam atakowana nieczystymi metodami. Pojawiały się ulotki, że chcę „napaść na gminę”, jeden z kandydatów miał pogróżki i widziałam w jego czach łzy. Nikogo nie złapano, kto stał za tymi oszczerstwami i pogróżkami. Nikogo nie wskazuję palcem. Mam jednak nadzieję, że w tegorocznej kampanii nikt nie będzie już sięgał po takie obrzydliwe metody.


 

KZ: - Te cztery lata od kiedy minimalnie przegrała pani wybory, co się w tym czasie zdarzyło? Pani ma za sobą dorobek w postaci udanej restrukturyzacji szpitala, który jest dumą powiatu zawierciańskiego. A gdzie w pani ocenie jest gmina Ogrodzieniec?


 

- Za wiele się w tych 4 latach nie zdarzyło się w gminie. Pan burmistrz odrobił lekcję, bo kampania to też lekcja, nauka. Gdy ktoś funkcjonuje długie lata, pojawia się ktoś nowy, z energią, nowymi pomysłami, warto zaczerpnąć z tych innowacji. Rada Seniora czy budżet obywatelski to moje pomysły i dlatego cieszy mnie,że Pan Burmistrz realizuje mój program. W mojej kampanii 4 lata temu pokazywałam jaki zły jest stan dróg i chodników. Martwi mnie coraz większe zadłużenie gminy, które sięga już 12,5 mln złotych. Nie mogę powiedzieć, że przez 4 lata nic nie zrobiono. Ale mogę Państwa zapewnić, że można było zrobić więcej. Patrzę na Pilicę i widzę zupełnie inne tempo rozwoju. Tamtejszy samorząd działa dużo prężniej i widać to ,,gołym okiem”. Deklaruję, że maksymalnie wykorzystam potencjał rozwojowy naszej gminy, nie przepuszczając żadnej okazji. Choćby takiej, jak rządowy program Mieszkanie+. Trzeba budować tanie do wynajmu mieszkania dla młodych ludzi, z opcją wykupu po 35 latach z bonifikatą do 95% wartości mieszkania. W Ogrodzieńcu powinny stanąć domy szeregowe, absolutnie nie bloki. To pozwoli zachęcić młodych do pozostania w naszej gminie.


 

Rozmawiał: Jarosław Mazanek


 



Galeria zdjęć

Komentarze