Gazetamyszkowska.pl

REKLAMA

MROCZNE ŻYCIE PREZYDENTA ZAWIERCIA

Tomasz | 2019-08-10 08:20

(Zawiercie) Była sobota, 27 lipca. Ok. 24.00 pan Arek, kierowca taksówki złapał kurs na ul. Blanowską. Jak się okazało, klientem okazał się Prezydent Zawiercia Łukasz Konarski, wracający z prywatnej imprezki. To, co stało się przed blokiem, wg różnych świadków zdarzenia, nie zawsze bezpośrednich, mogło w szczegółach mieć różny przebieg. Wg jednych Łukasz Konarski miał być tak pijany, że kierowca odmówił kursu. Doszło do awantury. Choć kierowca unika szczegółowego opisu zdarzenia, nie zgłosił też ataku na policję, to jednak potwierdza, że przez pasażera, którym był Prezydent Zawiercia, „został zaatakowany”.


 

Pierwszy o tym, co mogło się wydarzyć przed blokiem na Blanowskiej 30 napisał serwis zawiercianskie.pl. Serwis opisuje prawdopodobne zdarzenie z udziałem Łukasza Konarskiego, po tym, jak Prezydent Zawiercia miał wyjść z prywatnej imprezy w jednym z mieszkań. Jak ustaliliśmy w bloku mieszka obecny Skarbnik Miasta Marcin Gawłowicz, awansowany na to stanowisko od kiedy prezydentem jest Konarski. Jeden z mieszkańców bloku, którego spotkaliśmy na dole zapytany o nocne zdarzenie mówi: -Nie, o tym nie słyszałem. Nie było mnie w tych dniach w mieszkaniu. Ale to prawda, że Gawłowicz i Konarski się przyjaźnią.


 

Dla portalu zawiercianskie.pl Prezydent Zawiercia Łukasz Konarski, na stawiane kilka razy pytanie czy napadł na taksówkarza, i czy groził mu zwolnieniem z pracy (kierowca dorabia na taryfie, ale jest pracownikiem OSiR-u, czyli jednostki podległej prezydentowi) słychać, że Konarski na każde pytania odpowiada „nie będę tego komentował”.


 

Kierowca taksówki pan Arek potwierdza, że gdy miał nocny kurs, doszło do incydentu z udziałem Prezydenta Zawiercia Łukasza Konarskiego, który okazał się klientem. Jak się okazało, klient ten był awanturujący się: -Cały czas ktoś w tej sprawie dzwoni. Ja pracuję w budżetówce, w OSiR-e, na razie nie myślałem zgłaszać tego na policję.


 

Kurier Zawierciański: -Podobno był pan już zastraszany, że jak pan to zgłosi, straci pracę w OSiR-e? Żona też podobno pracuje w jednostce podległej Prezydentowi Zawiercia?


 

-Nie nic takiego nie miało miejsce, żebym był zastraszany. Choć zostałem zaatakowany, to potwierdzam.


 

KZ: -Jeżeli złoży pan doniesienie o przestępstwie, prezydentowi Zawiercia grozi odpowiedzialność karna, co w przypadku skazania oznacza utratę urzędu.


 

-Ja na razie żadnego zawiadomienia nie składałem, nie wiem od kogo to wyszło, podobno od pana Kmiecika, ale ja mu takiej informacji nie udzielałem.


 

KZ: -Zdarzenie miało mieć miejsce w sobotę, ok. 24.00. Ludzie o tym gadają, że Prezydent Zawiercia miał podduszać kierowcę Taxi, dokładnie pana.


 

-Miałem odebrać klienta spod bloku. Pojechałem na kurs…


 

Co było dalej, pan Arek nie chciał już mówić: -W niedzielę się już uspokoiłem, nie wiem skąd pan Kmiecik miał takie informacje, ale „w każdej bajce jest trochę prawdy”. Nie miałem alkomatu, nie mogłem stwierdzić, czy klient był pijany. Wiem, że to samo nie ucichnie, ale wolałbym tego nie rozdmuchiwać.


 

KZ: -Prezydent Konarski, gdy miał pana złapać za szyję, czy przycisnąć; nie wiem, jak miałbym opisać precyzyjnie jego zachowanie. Zostały u pana jakieś ślady na ciele?


 

-Nie, nie było śladów.


 

W prywatnym spotkaniu, z którego wracać miał Łukasz Konarski mieli brać udział właśnie skarbnik miasta Marcin Gawłowicz oraz dwóch naczelników wydziałów w Urzędzie Miasta i radny. Wg naszych ustaleń uczestnikami spotkania mieli być jeden radny i dwoje naczelników wydziałów UM Zawiercie. Jeden od spraw promocji, drugi zajmujący się bezpieczeństwem w magistracie. Ale podkreślamy, że osoby te w żaden sposób nie naruszają zasad współżycia społecznego, spotykając się prywatnie. Nas interesuje tylko to, co zdarzyło się, po wyjściu Łukasza Konarskiego ze -wspólnego- jak się wydaje, spotkania towarzyskiego.


 

CO WYDARZYŁO SIĘ W KAMIEŃCU PODOLSKIM?


 

Przed ostatnimi wyborami samorządowymi redakcja otrzymała anonimową relację o rzekomym, co najmniej nietypowym zachowaniu obecnego prezydenta Zawiercia podczas służbowej podróży do miasta partnerskiego na Ukrainie. Wtedy zignorowaliśmy tę historię, uznając, że może to być „wrzutka” w celu oczernienia Konarskiego w czasie kampanii wyborczej. Ale teraz, gdy pojawił się rzucony publicznie zarzut, o agresywnym zachowaniu prezydenta, możliwej napaści na taksówkarza, uznaliśmy, że sprawa wymaga jednak wyjaśnienia. Zwłaszcza, że inny zarzut o zachowanie co najmniej niestosowne został obecnemu Prezydentowi Zawiercia postawiony przez kobietę przy świadkach, którymi byli inni urzędnicy Urzędu Miasta Zawiercie. Był rok 2016 lub 2017. Łukasz Konarski był wtedy zastępcą Prezydenta Zawiercia. Wziął udział w delegacji odwiedzającej Kamieniec Podolski, miasto partnerskie Zawiercia na Ukrainie. W delegacji była też mieszkanka Zawiercia w roli tłumacza języka rosyjskiego. W kilka dni po powrocie z delegacji kobieta wręcz wpadła do gabinetu wtedy urzędującego Prezydenta Zawiercia Witolda Grima z bardzo ostrymi oskarżeniami pod adresem wiceprezydenta Konarskiego. Kobieta wykrzykiwała swoje oskarżenia przy kilku świadkach, przy co najmniej trzech innych pracownikach Urzędu Miasta Zawiercie.


 

Pytamy Witolda Grima, ówczesnego Prezydenta Zawiercia, o incydent z Kamieńca Podolskiego na który skarżyła się tłumaczka. Witold Grim: -Nie pamiętam dokładnie, czy był to rok 2016 czy 2017, ale samo zdarzenie pamiętam bardzo dobrze. Kobieta, która pojechała w roli tłumaczki wręcz wpadła do mojego gabinetu, i przy otwartych drzwiach wykrzykiwała, jak wobec niej zachował się Łukasz Konarski, wtedy mój zastępca. Nie chciałbym przytaczać konkretnych sformułowań, co robił i jak się miał wg kobiety zachowywać Konarski. Można to nazwać seksualnym napastowaniem. Kobieta opisała dokładniej jak wobec niej miał zachowywać się Konarski. Powtarzam, że to jej wersja i opis zdarzenia. Poradziłem kobiecie, że jeżeli było faktycznie tak, jak opisuje, to powinna zgłosić to na policję, czy do prokuratury. Ale wg mojej wiedzy tego nie zrobiła, bo żadna z tych instytucji nie zwraca się do nas o szczegóły służbowego wyjazdu na Ukrainę.


 

KZ: -Ktoś może pomyśleć, że teraz obecny Prezydent Zawiercia jest oczerniany, bo przegrał pan z nim wybory. To Konarski, nie Grim jest Prezydentem Zawiercia.


 

-Ja nie mogę stwierdzić, czy tłumaczka opisała zdarzenie z Kamieńca Podolskiego w sposób zgodny z prawdą. Mówię tylko jak opisała rzekome zachowanie mojego zastępcy. Tę rozmowę, czyli rozmowę moją z tą kobietą słyszało trzech pracowników, w tym sekretarka, mój drugi zastępca i jeszcze jeden pracownik Urzędu Miasta. Rozmawiałem na ten temat z Konarskim, po wyjściu kobiety, Łukasz Konarski kategorycznie zaprzeczył, aby miał napastować tłumaczkę. Do sprawy nie wróciłem aż do dzisiaj, gdy o tym rozmawiamy.


 

Dotarliśmy do męża kobiety: -Tak, było takie zdarzenie, ale moja żona obecnie choruje na zespół maniakalno-depresyjny, leczy depresję i nie będzie w tej sprawie wiarygodnym świadkiem. Nie podejrzewam, aby wszystko zmyśliła co się wtedy stało, ale mogła coś źle zinterpretować w jego zachowaniu.


 

Dotarliśmy do innego uczestnika delegacji na Ukrainę. Ten zaprzecza, aby Konarski zachował się niestosownie wobec tłumaczki. Twierdzi nawet, że kobieta „narobiła im wszystkim kłopotów, rzucając oskarżenia nie tylko na Łukasza Konarskiego”. Jednak w gabinecie ówczesnego prezydenta W. Grima kobieta skarżyła się na zachowanie jedynie jednej osoby a nie na wszystkich uczestników delegacji


 

Próbowaliśmy się kontaktować z prezydentem Zawiercia. Zarówno w urzędzie, gdzie zostawiliśmy wiadomość w sekretariacie z prośbą o kontakt. Dzwonimy, wysłaliśmy wiadomość sms z pytaniem. Łukasz Konarski, choć dostał pytania redakcji w sms-e, odpowiedział tylko w taki sposób, żeby wysłać pytania mailem, ponieważ „nieobecny jest rzecznik Urzędu Miasta”. Co rzecznik magistratu może wiedzieć, o zachowaniu prezydenta w sobotę o 24 w taksówce? Ale wysłaliśmy pytania, zgodnie z prośbą. Nie udało nam się porozmawiać telefonicznie, Prezydent Zawiercia Łukasz Konarski nie odebrał od nas telefonu.


 

Dzień później otrzymaliśmy lakoniczną odpowiedź: „W ostatnich dniach w mediach społecznościowych pojawiło się wiele niesprawdzonych informacji, które naruszają moje dobra osobiste. W związku z tym podjąłem już odpowiednie kroki prawne. Na tym etapie nie mogę ujawniać szczegółów. Kamieniec Podolski to delegacja sprzed 3 lat. Podróż służbowa bez jakichkolwiek niestosowanych czy niezwykłych sytuacji”. (pisownia oryginalna).


 

Jarosław Mazanek


 



Galeria zdjęć

Komentarze