Gazetamyszkowska.pl

Kolarskie święto w Zawierciu

MyszPress | 2015-08-24 08:52

Tysiące ludzi dopingowało w Zawierciu kolarzy zmagających się w Tour De Pologne 2015. Kibice mieli okazje sfotografować się z zawodnikami czy porozmawiać z niezwykle sympatycznym organizatorem wyścigu Czesławem Langiem.

 

We wtorek (4 sierpnia) Zawiercie gościło największą imprezę kolarską w naszym kraju. Pomysł zorganizowania startu trzeciego etapu w tym właśnie miejscu dla wielu był kontrowersyjny, a okazał się strzałem w dziesiątkę. Przed Miejskim Ośrodkiem Kultury stanęło miasteczko kolarskie ze sceną, na której prezentowali się zawodnicy. Zawiercianie tłumnie przywitali gwiazdy tegorocznego Tour de Pologne i okazało się, że w mieście nie brakuje znawców tematu. Prezentacja zaczęła się od wysokiego c. Na scenie pojawiła się reprezentacja Polski. W tej ekipie było dwóch zawodników związanych z naszym terenem. W koszulce najaktywniejszego zawodnika Kamil Gradek, wychowanek Błękitnych Koziegłowy, a obok niego Dariusz Batek, który również jeździł w przeszłości w ekipie Andrzeja Chmurzewskiego. Gromkimi brawami przywitani zostali zwycięzca etapu z dnia poprzedniego Matteo Pelucchi i lider klasyfikacji generalnej Marcel Kittel. Najwięcej emocji wywołało pojawienie się na scenie aktualnego Mistrza Świata Michała Kwiatkowskiego. Potem wszyscy przenieśli się na start trzeciego etapu. Przy ulicach wiwatowało tysiące osób, którym udzieliło się atmosrfera kolarskiego święto. Zawodnicy mieli do przejechania dwie rundy honorowe ulicami Zawiercia, a potem 160 km do Katowic. Sygnał do startu dał prezydent Witold Grim. Zaraz po ostrym starcie od peletonu oderwała się grupka, a w niej dwóch polaków Marcin Białobłocki z Reprezentacji Polski oraz Adrian Kurek z CCC Sprandi Polkowice. Za nimi podążył Kamil Gradek z reprezentacji Polski. Jego pościg trwał niespełna pół godziny, ale dopadl uciekinierów i wygrał premię lotną w Piekarach Śląskich. Potem na indywidualną ucieczkę zdecydował się Białobłocki. Mistrz Polski w jeździe indywidualnej na czas w imponującym tempie pędził w stronę mety przy niesamowitym aplauzie tysięcy kibiców. Pachniało ogromną niespodzianką, ale peleton dogonił Polaka kila kilometrów przed metą. Na finiszu najszybszy okazał się po raz drugi z rzędu Matteo Pelucchi. Drugie miejsce zajął Giacomo Nizzolo (Trek Factory Racing), a trzeci był Tom Van Asbroeck (LottoNL-Jumbo). Wysokie ósme miejsce zajął Paweł Franczak z Reprezentacji Polski. Liderem klasyfikacji generalnej Skandia pozostał Kittel, na drugie miejsce awansował Nizzolo, a trzecie zajmował po trzech etapach Caleb Ewan (Orica GreenEdge). Na prowadzeniu klasyfikacji górskiej Tauron umocnił się Adrian Kurek, a koszulkę najaktywniejszego kolarza Lotto przejał Marcin Białobłocki. W klasyfikacji sprinterskiej Lang Team prowadził Kittel, a w premii Lotos dla najwyżej sklasyfikowanego Polaka zwyciężył Michał Kwiatkowski.

 

 Wieczorem w hotelu Zawiercie spotkaliśmy się z głównym uciekającym reprezentacji Polski w dwóch ostatnich etapach Kamilem Gradkiem i dyrektorem sportowym naszej kadry Tomaszem Owsianem.

 

Sebastian Ruciński: Jak się czuje po trzech etapach „ścigany” Kamil Gradek?

 

Kamil Gradek: - Dwa dni byłem w odjeździe i jestem zadowolony mimo tego, że straciłem dziś koszulkę najaktywniejszego. Ma ją Marcin, więc zostaje w drużynie. Mam lekki niedosyt, bo tak układało się dziś w odjeździe, że Marcus Burghardt (BMC Racing Team) jechał bez zmian. Ponoć chce zbierać sekundy, by walczyć w generalce i chciał w odjeździe przejechać jak najmniejszym kosztem. Dla mnie to jest trochę mało profesjonalne, że ktoś chce się dowieźć. Na premiach ścigaliśmy się, pilnował mnie i nie do końca to wychodziło tak jakbym chciał. Bardzo chciałbym tę koszulkę założyć na mecie w Krakowie. Na pozostałych etapach będzie jeszcze trudniej. Jutro jest jedna premia, na pozostałych etapach w Zakopanem i są 20-30 km przed metą. Myślę, że tam już górale będą zbierać sekundy.

 

SR: Dziś nie udało Ci się zabrać od razu z ucieczką i oglądaliśmy Twój solowy pościg za czołówką. To musiało sporo kosztować?

 

KG: Dzisiaj troszkę się zagapiłem, przez co prawie pół godziny goniłem za ucieczką. Kosztowało minie to sporo sił, może przez to, potem zabrakło mi ich nieco na premiach. Tylko jeden finisz miałem wygrany. Na kolejnym byłem trzeci. Burghard mnie pilnował ja jego i w końcu zostaliśmy i w trzecim finiszu nie braliśmy już udziału. Wróciłem do grupy i spokojnie przejechałem etap. To nie jest tak, że jedzie się w odjeździe i nic to nie kosztuje. Do tego jechaliśmy dziś w ogromnym upale.

 

SR: Jak się czujesz przed jutrzejszym jeszcze dłuższym i trudniejszym etapem?

 

KG: Przystąpiłem do wyścigu bardzo dobrze przygotowany. Przez ostatni miesiąc wszystko było podporządkowane Tour de Pologne. Trenowałem sporo w górach, spałem w namiocie tlenowym. Cały czas miałem odpowiednią dietę, zrzuciłem trzy kilogramy. Teraz to wszystko procentuje. Moim głównym, osobistym celem jest czasówka w Krakowie. Mamy Tomka Marczyńskiego, któremu będziemy chcieli pomóc, ale ostatniego dnia w Krakowie na pewno będę chciał pojechać dobrze. Przed nami trzy etapy po 220, 230 i 170 km w ciężkim terenie. Zobaczymy jak się będą kręcić nogi. Wiele tu może się wydarzyć.

 

SR: W drugim etapie jechaliście przez Twoje rodzinne strony, ludzie wyszli na ulice, żeby dopingować swojego reprezentanta. Odwdzięczyłeś się wygrywając premię w Siewierzu i zdobywając koszulkę najaktywniejszego zawodnika.

 

KG: To było bardzo miłe, czułem ogromny doping od samej Częstochowy. Na pewno to pomaga, bo jedzie się jak na skrzydłach. Chciałem wszystkim za to podziękować. W dużej mierze dzięki temu założyłem koszulkę najaktywniejszego na podium w Dąbrowie Górniczej.

 

SR: A tuż przed metą doszło do kraksy, ale chyba w niej nie ucierpiałeś?

 

KG: Nie ucierpiałem, jechałem z tyłu, więc zdążyłem wyhamować. Najbardziej ucierpiał Maxi Belkov, miał założonych 25 szwów na żebrach. Wpadł on na baner reklamowy, który oderwał się z boku. Od nas w kraksie leżało pięciu chłopaków, byliśmy najliczniejsi w tej grupie. Mieliśmy spore straty w sprzęcie, ale sytuacja została opanowana. Nasz mechanik musiał zrezygnować z wakacji i przyjechać tutaj pomóc.

 

GM: Za nami niespełna połowa wyścigu, sporo emocji. Jaka jest taktyka na etapy górskie w reprezentacji Polski?

 

KG:W kolejnych etapach na pewno będziemy widoczni, będziemy zabierać się w odjazdy. Jutro Darek Batek będzie przejeżdżał przez swoje rodzinne strony i będzie aktywny. My z Marcinem również będziemy mieli na uwadze walkę o premie lotne.

 

O formę naszych reprezentantów po trzech etapach Tour de Pologne zapytaliśmy dyrektora sportowego reprezentacji Polski Tomasza Owsiana.

 

 

- Założenia taktyczne, które są ustalane na odprawie technicznej są realizowane w stu procentach, więc jesteśmy zadowoleni. Ponadto dziś zabrało się w odjazd dwóch naszych chłopaków Kamil Gradek i Marcin Białobłocki. Wszystko idzie po naszej myśli i oby tak dalej. Kamil mówił, że będziemy przejeżdżać blisko jego domu i chciał zabrać się w ucieczkę w drugim etapie. Udało mu się to zrealizować. Obecnie wspólnie z Marcinem mają identyczną ilość punktów. Wydaje mi się, że jeżeli któremuś z nich uda się jutro wygrać premię lotną, będzie miał ogromne szansę utrzymać koszulkę najaktywniejszego do końca wyścigu. Jutro pojedziemy rodzinnymi terenami Darka Batka, który na pewno będzie chciał pokazać się z jak najlepszej strony. Oby szczęście dopisało, żeby zabrał się w odjazd wtedy wszyscy będą zadowoleni. W zespole humory dopisują, wszyscy są zdrowi i dobrze przygotowani fizycznie. W mojej ocenie realne szansę na zwycięstwo w klasyfikacji generalnej ma Michał Kwiatkowski. W górach pojedzie tak, że na pewno nie straci punktów i ostatnie słowo powie w Krakowie. (RUC)



Galeria zdjęć

Komentarze