Gazetamyszkowska.pl

REKLAMA

DZIECKO MA BOSTONKĘ? NAPISZEMY, ŻE TO ALERGIA

Tomasz Urbański | 2018-10-06 12:20

(Myszków) Rodzice dzieci uczęszczających do punktu przedszkolnego przy Szkole Podstawowej nr 5 w Myszkowie zaalarmowali nas, że w przedszkolu pojawiło się ognisko choroby wirusowej, popularnie zwanej „Bostonką”. To choroba często mylona z ospą, choć zdecydowanie łagodniejsza. Ale jednak zakaźna, dzieci chore na Bostonkę nie powinny przychodzić do przedszkola. Rodzice mówią wręcz o epidemii zachorowań, „Bostonka” pojawiła się również wśród dzieci szkolnych. Nie da się łatwo zweryfikować ilości zachorowań, gdyż jak informuje Melania Hartwich z działu epidemiologii Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Myszkowie, zachorowania na wirusa Bostońskiego od wielu lat nie są na liście chorób zakaźnych podlegających kontroli Sanepidu.


 

- Przychodnie nie mają obowiązku zgłaszać do nas przypadków „Bostonki”, choć czasem robią to dobrowolnie. W 2017 roku mieliśmy zgłoszony 1 przypadek zachorowania na tę chorobę, w tym roku żadna z przychodni nie zgłaszała zachorowań na „Bostonkę” - mówi Melania Hartwich z PSSE Myszków.


 

Czy jest się czego bać? Przedszkole mówi: „nie ma problemu”


 

Jedna z matek zaniepokojona ilością zachorowań relacjonuje nam, że w grupie mam były o problemie porozmawiać z wicedyrektor PSP 5 odpowiedzialną też za pracę przedszkola Małgorzatą Rolką: - Pani dyrektor powiedziała nam, że rozmawiała z wychowawczynią naszej grupy przedszkolnej, powiedziała, że nic złego się nie dzieje, że „nie ma takiego problemu”. A to nas wcale nie uspokaja, widzimy w szatni dzieci z wysypką, chore - mówi jedna z matek.


 

- Była w przedszkolu organizowana wycieczka dzieci do agroturystyki Pod Berkową Górą w Podlesicach, takiej farmy z owieczkami. Moje dziecko już na nią nie pojechało, bo zdążyło złapać „Bostonkę”. Ale mówiła mi inna matka, która pojechała z dziećmi jako jeden z opiekunów, że były na wycieczce dzieci z objawami choroby. Ja swoje dziecko zostawiłam w domu, bo tak powinno się robić i jest to zgodne z regulaminem szkoły. Dzieci chore nie powinny być przyprowadzane, a moim zdaniem szkoła trochę to lekceważy - mówi inna z matek.


 

Sprawdziliśmy. Regulamin PSP 5 widoczny w internecie mówi wyraźnie:


 

Pkt.8.Rodzice (opiekunowie prawni) zobowiązani są przyprowadzać do przedszkola dzieci zdrowe i czyste.


 

Pkt.9. Dzieci: zakatarzone, przeziębione, kaszlące, po urazach (unieruchomione stawy), zabiegach chirurgicznych, nie mogą być przyprowadzane do przedszkola do czasu całkowitego wyleczenia.


 

Zaświadczenie od lekarza za 30 zł


 

Zarzut czy przedszkole lekceważy problem zachorowań, toleruje przyprowadzanie dzieci chorych na pewno nie dotyczy tylko przedszkola przy PSP 5 w Myszkowie. Nie jest tajemnicą, że chore dzieci, nawet z gorączką, są przyprowadzane do wielu, może wszystkich przedszkoli od Zawiercia, przez Myszków i Żarki Letnisko. I prawie każdy z rodziców jest w stanie przywołać takie doświadczenia z własnego życia. Rodzice przyprowadzają chore dzieci z wygody, braku wyobraźni, bo nie mają z kim dziecka zostawić, bo boją się wziąć „opiekę” na dziecko, obawiając się nieprzyjemności w pracy. W jednych przedszkolach panuje większa tolerancja dla przyprowadzania dzieci chorych, w innych to trudniejsze. Ale rozmawiając z matkami z piątki dotarliśmy do innego, bardzo ciekawego zjawiska: „że są lekarze, którzy za niewielką opłatą wystawiają zaświadczenie, że dziecko… nie zaraża.


 

-Wśród matek to tajemnica poliszynela, że jak się pójdzie do doktor (X) tu pada konkretne nazwisko, która przyjmuje w przychodni na Strażackiej, to wystawi zaświadczenie, że dziecko nie jest chore na chorobę zakaźną, a „wysypka” to objaw alergii. Dowiedziałam się o tym od jednej z matek, że pani doktor wystawi takie zaświadczenie za 30 zł. Zadzwoniłam, powiedziałam, że potrzebuję takie zaświadczenie, żeby dziecko mogło chodzić do przedszkola. Dobrze wiedziałam, że to „Bostonka”, bo to już stwierdziła wcześniej lekarz pediatra, to jest wpisane w kartę córki w przychodni.


 

Doktor X jak usłyszała, że chodzi mi o zaświadczenie, powiedziała, że takie wystawia w przychodni prywatnej, w swoim gabinecie. Poszłam, od razu doktor X powiedziała, czy wiem, że to „Bostonka”. Odpowiedziałam, że wiem, bo stwierdziła to wcześniej lekarz pediatra. Poprosiłam o zaświadczenie, że córka nie zaraża, bo nie chciałabym robić sobie przerwy w pracy, a nie mam jej z kim zostawić. Pani doktor spytała, czy dziecko ma jakieś alergie. Powiedziałam, że „może mieć”. Więc wystawiła zaświadczenie. Czytamy rozpoznanie „choroby”:


 

ZMIANY NA DŁONIACH O PODŁOŻU ALERGICZNYM. NIEZAKAŹNE. POWRACAJĄCE


 

I recepta na leki. Redakcja ma te dokumenty w oryginale. - Nie zamierzam tej recepty wykupywać, bo i po co? Dziecko ma Bostonkę, nie alergię - mówi matka.


 

Trudno nam ocenić, jaka jest skala wystawiania przez tę lekarkę zaświadczeń lekarskich potwierdzających nieprawdę. Wiemy na pewno o dwóch przypadkach. Czy było ich więcej? Czy to jedyny lekarz wystawiający zaświadczenia niezgodne z prawdą? Ile dzieci przychodzi do szkół, przedszkoli z chorobami zakaźnymi udającymi alergie?


 

Co to jest bostonka?


 

Choroba popularnie nazywana „Bostonką” lub wirusem Bostońskim jest wywoływana przez wirus Coxackie, który rozprzestrzenia się z niezwykłą prędkością. Objawem wirusa Bostońskiego jest wysypka na podeszwach stóp, wnętrzu dłoni i opuszkach palców oraz na powierzchni podniebienia i języka zarażonego nim dziecka. Dlatego początkowo, w związku z podobnymi objawami choroba Bostońska może być mylona z ospą. W przypadku choroby Bostońskiej objaw ten nie występuje jednak na powierzchni całego ciała, a znamiona często się zlewają. Z biegiem czasu czerwone plamki w czasie bostonki przekształcają się w wypełnione płynem surowiczym, czerwone pęcherze. Na ok. 2 dni przed pojawieniem się na skórze nieestetycznych zmian, maluchom dokuczają takie objawy wirusa bostońskiego jak gorączka, często ból gardła, biegunka, silne osłabienie i drażliwość, a także brak apetytu. (PO)


 



Galeria zdjęć

Komentarze