Gazetamyszkowska.pl

REKLAMA

CZY URZĘDNICY MAJĄ SIĘ BAĆ WZYWAĆ POLICJĘ?

Tomasz Urbański | 2019-02-27 12:20

(Poraj, Żarki, Myszków) Tytuł artykułu jest nieco prowokacyjny, ale sprowokowały go wydarzenia ostatnich tygodni. Chcemy wierzyć, że absolutnie nie, policję trzeba, a nawet należy wzywać, gdy czujemy się zagrożeni. Kilka przypadków z różnych gmin pokazuje, że albo coś nie zadziałało, albo ktoś nie zrozumiał roli, czy uprawnień policji. W każdym razie pytanie, które jest tytułem artykułu nie powstało w głowach dziennikarzy Gazety Myszkowskiej, ale z obaw urzędników, czy wzywając Policję, np. do agresywnego petenta, nie narażą się na odpowiedzialność za nieuzasadnione wezwanie. Coś takiego spotkało urzędników z gminy Poraj. Z kolei w Żarkach urzędnicy nie mogli się doczekać interwencji policji, gdy zauważyli, że po Żarkach porusza się mężczyzna uszkodzonym samochodem. Był dwa razy w Urzędzie Gminy, w szkole. Ostatecznie -jak tłumaczy nam Komendant KPP w Myszkowie mł. insp. Marcin Lemański funkcjonariusze policji zatrzymali kierowcę, ukarali mandatem za poruszanie się niesprawnym samochodem i zatrzymali dowód rejestracyjny pojazdu. Zdaniem komendanta Lemańskiego zarzut, że policjanci odmawiali, albo unikali interwencji jest niesłuszny.


 

Żarki. Jest 21 stycznia. Urzędnicy gminy zauważyli, że petent przyjechał do Urzędu Gminy uszkodzonym samochodem. Rozbity przód, brak jednej lampy. Może samochód uczestniczył w wypadku? Kierowca przyjechał pod gminę niesprawnym pojazdem, później spod gminy pojechał pod szkołę w Żarkach, przed 15.00 wrócił do gminy. Urzędnicy – w tym sekretarz gminy Żarki wezwali policję, aby ta zabezpieczyła samochód. Mandat i odebranie dowodu rejestracyjnego wydaje się w tej sprawie oczywiste.


 

- Raz dzwoniliśmy z tel. służbowego Urzędu Miasta. Policjanci unikali podjęcia interwencji. Gdy nalegaliśmy, podjechali, postali chwilę, odjechali. Ten pan pojechał pod szkołę.


 

Drugi raz interweniował burmistrz Żarek Klemens Podlejski. Policjanci przyjechali, znowu postali chwilę, weszli do burmistrza. Podobno poinformowali, że jak jest świadkiem faktu, że ten samochód się poruszał, to może złożyć zawiadomienie - opowiadają urzędnicy UMiG Żarki.


 

Sekretarz Gminy Żarki: - Mężczyzna ten poruszał się uszkodzonym samochodem równo: gmina- szkoła- gmina. Gdy ponownie wezwaliśmy policję, stali chwilę dłużej, chyba czekając aż mężczyzna wyjdzie, żeby odjechać. Ten mężczyzna był wtedy w budynku gminy, wyszedł minutę po policjantach. Była 15:31.


 

Burmistrz Żarek Klemens Podlejski: -My odnieśliśmy takie wrażenie, że policjanci niezbyt chętnie zareagowali. Nie było mnie w urzędzie, gdy po mojej interwencji jednak patrol dojechał. Byłem chyba na oczyszczalni ścieków. Policjanci mnie pytają telefonicznie, czy złożę zeznanie, że widziałem jak ten kierowca podjeżdża uszkodzonym samochodem. Widziało to przecież wielu urzędników, że podjechał, wszedł do gminy, później pojechał do szkoły i znowu do gminy.


 

Komendant KPP Marcin Lemański uważa, że w tej sprawie policjanci właściwie zareagowali. Co najważniejsze, doszło do zatrzymania kierowcy w innym miejscu, został ukarany mandatem za jazdę rozbitym samochodem, zatrzymano też dowód rej. samochodu. Sprawcą wykroczenia okazał się mieszkaniec Kotowic.


 

Jak wyjaśniał nam komendant KPP mł. insp. Marcin Lemański, policjanci w tym przypadku nie mogli ukarać kierowcy za to, że stał na parkingu. Do celów dowodowych musieli mieć oficjalne zawiadomienie naocznego świadka, że mieszkaniec Kotowic przyjechał pojazdem w takim stanie. Samochód teoretycznie mógł być sprawny, a ulec tzw. „szkodzie parkingowej”. Dlatego policjanci, można powiedzieć, „zaczaili się” w innym miejscu, zatrzymując kierowcę w jadącym, uszkodzonym samochodzie.


 

Podobnie kom. Lemański tłumaczy inny incydent, gdzie awanturujący się mężczyzna w jednej ze szkół na terenie powiatu (dyrektor szkoły zgodził się zrelacjonować zdarzenie, pod warunkiem, że nie podamy nazwy szkoły). Mł. insp. M. Lemański potwierdza, że dyrektor szkoły dzwonił na policję, ale nie poprosił jednoznacznie o interwencję: - Mieliśmy takie zgłoszenie, ale nie z prośbą o interwencję, tylko o odnotowanie, że mężczyzna zachowuje się w szkole niestosownie, utrudnia pracę. Dlatego nie mogę się zgodzić z zarzutem, że policjanci odmówili interwencji.


 

Dyrektor szkoły tak opisuje zajście: „Ten mężczyzna naruszył swoim zachowaniem możliwość wykonywania obowiązków, zachowywał się nietypowo, w sensie negatywnym” - mówi w bardzo wyważony sposób dyrektor szkoły. I potwierdza, że choć dzwonił na policję, to jego telefon mógł nie być odebrany jako prośba o interwencję funkcjonariuszy na miejscu.


 

Piszemy o tym, ponieważ w pierwszej wersji jego wypowiedź brzmiała zupełnie inaczej: - Być może skieruję w tej sprawie skargę do policji, gdyż policjanci odmówili przyjazdu, usłyszałem, że „oni się takimi sprawami nie zajmują”.


 

Komendant Lemański tłumaczy, że jest pewien, iż ze strony dyrektora szkoły nie padło żądanie, czy prośba o interwencję policji w szkole: - Rozmowa jak każdy telefon do nas jest nagrana. Działanie policjantów w tym przypadku było prawidłowe. Zgłoszenie jest odnotowane, ale nie było podstaw do interwencji na miejscu. Na pewno nie zlekceważylibyśmy najmniejszego zagrożenia w szkole, gdzie są dzieci. Z przebiegu zgłoszenia wiem, że incydent miał miejsce w gabinecie dyrektora, nie w części gdzie przebywały dzieci.


 

PORAJ. Tu urzędnicy pytają, czy „mają się bać”


 

W Gazecie Myszkowskiej opisywaliśmy historię, jak 18 lipca 2018 do Urzędu Gminy Poraj weszła policja, po zgłoszeniu, że „wicewójt Katarzyna Kaźmierczak jest pijana”. Takiej treści telefoniczne zgłoszenie na policję dał Andrzej B., mieszkaniec Poraja. Policjanci takiego zgłoszenia oczywiście zignorować nie mogli i punkt 10.00 weszli do gabinetu wicewójt. Ta zaskoczona zarzutem, poddała się badaniu alkomatem, wynik był 0,00, policjanci przeprosili, wyszli. No właśnie. Funkcjonariusze nie zdążyli jeszcze opuścić budynku gminy, a na hejterskim portalu, który słynął z ataków na samorządowców z Poraja ukazał się artykuł o interwencji policji. Nic dziwnego, że pojawiły się domysły, iż zgłoszenie Andrzeja B. było ustawką od razu uzgodnioną z właścicielem portalu dla uzyskania taniej sensacji. Trudno nawet nazwać informację o interwencji policji nieprawdziwą. Bo przecież telefon był, policja była. Trzeźwość sprawdzono.


 

Policjanci udali się do zgłaszającego, z pytaniem dlaczego zmyślił przestępstwo, skąd podejrzenie, że wicewójt mogłaby być pijana. Andrzej B. odpowiedział… zarzutami w kierunku policjantów, że mieli rzekomo go obrażać, wyzywać. Skargę Komendant KPP w Myszkowie uznał za niezasadną, a przeciwko Andrzejowi B. 22.09.2018 myszkowska Policja skierowała do Sądu Rejonowego w Myszkowie wniosek o ukaranie za wykroczenie z art. 66 Kodeksu Wykroczeń, chodzi o złośliwe zawiadomienie o przestępstwie niepopełnionym.


 

Prezes Sądu Rejonowego w Myszkowie sędzia Magdalena Strzelczyk informuje: - 16.01.2019r. Sąd Rejonowy w Myszkowie w wyroku nakazowym ukarał Andrzeja B. mieszkańca Poraja grzywną 100 zł i kosztami postępowania za nieuzasadnione wezwanie policji. Wyrok został wydany w trybie zaocznym.


 

Sprawa ma jednak ciąg dalszy, albo „ciąg równoległy”. 01.08.2018r. Andrzej B. jest jako petent w Urzędzie Gminy w Poraju. Tamto wydarzenie relacjonuje nam obecna Wójt Gminy Poraj Katarzyna Kaźmierczak: - Wtedy - przypomnę- byłam zatrudniona na stanowisku z-cy Wójta Gminy Poraj. Mężczyzna awanturował się, bełkotał, ubliżał urzędnikom. Nie mogliśmy sobie z nim poradzić i wójt Łukasz Stachera wydał polecenie, aby wezwać policję.


 

Dzwoniła jedna z urzędniczek na polecenie wójta. Policjanci długo nie przyjeżdżają, dzwoni więc ponownie wicewójt K. Kaźmierczak. Minutę, dwie po jej telefonie patrol jest w urzędzie, więc można przyjąć, że gdy dzwoniła, partol był już w drodze.


 

- Gdy ja wykonałam telefon, policjanci (z komisariatu w Koziegłowach) dojechali w ciągu minuty, dwóch. Czyli w reakcji na nasze pierwsze zgłoszenie. Ja dzwoniąc dodałam, że ten mężczyzna zachowuje się tak, jakby był pijany, a przyjechał samochodem.


 

Andrzej B. złożył więc skargę, że policję wezwano bez powodu, bo… pijany nie był. Oskarżył wicewójt Poraja o to, za co sam 16 stycznia właśnie został ukarany. Skargę wysłał do Ministra Sprawiedliwości, Prokuratora Generalnego, Komendanta Głównego Policji.


 

Efekt? Policja prowadzi postępowanie w sprawie o wykroczenie z art. 66 KW, obwinioną ma podobno być obecna wójt, wtedy wice - Katarzyna Kaźmierczak: - Byłam w tej sprawie przesłuchiwana, dano mi do zrozumienia, że KPP „kieruje sprawę do sądu” czyli, że zdaniem policji jestem winna. Dano mi do zrozumienia, że sprawa jest już zakończona, nie ma tylko decyzji „góry”. Jak zrozumiałam, komendanta KPP w Myszkowie. Złożyłam zażalenie na czynności policji. Zgłoszenie na policję, z prośbą o interwencję nie było ze złej woli, mężczyzna awanturował, się, urzędnicy czuli się zagrożeni, byli obrażani. Wójt (Łukasz Stachera) wydał polecenie, żeby wezwać policję i zostało to zrobione. Patrol przyjechał tuż po moim, drugim telefonie, kiedy ja rzeczywiście powiedziałam, że mamy podejrzenie, czy mężczyzna nie jest pijany, bo bełkotał, ślinił się. A miał za chwilę odjechać samochodem spod urzędu. Jestem oburzona postępowaniem policji, stąd moja skarga złożona 21 stycznia. Skarżę się na czynności policji, które są prowadzone tylko w kontekście skargi pana B. (na -jego zdaniem- nieuzasadnione wezwanie) kiedy szereg świadków, których policjanci nie chcieli przesłuchać, mogło potwierdzić, że awantura z jego udziałem trwała w urzędzie długo i to było przyczyną wezwania policji. Policja jednak skupiła się tylko na moich słowach, gdzie padło, że petent mógł być pod wpływem alkoholu. Wyraźnie dano mi do zrozumienia, że będą mi postawione zarzuty takie same, jak Andrzej B. otrzymał za wezwanie policji 17 lipca.


 

Tego przypadku Komendant KPP w Myszkowie mł. insp. Marek Lemański nie chciał komentować, tłumacząc, że nie może udzielać informacji o trwającym ciągle dochodzeniu. Podkreślił, że nie zapadła jeszcze decyzja o postawieniu komukolwiek zarzutów za nieuzasadnione wezwanie policji w dniu 1. sierpnia 2018: „- Czynności w tej sprawie trwają, nie zostały zakończone”.


 

Finału sprawy nie przesądzamy, ale symetrii w tych dwóch zdarzeniach jakoś nie widać. Andrzej B. jak dowodzi praktyka sądowa, bezpodstawnie postawił zarzut pracy pod wpływem alkoholu przez wicewójt K. Kaźmierczak, choć nawet nie był tego dnia w Urzędzie Gminy Poraj. Został ukarany mandatem. Incydent późniejszy z 01.08 ma wielu świadków, znany przebieg, też zakończony interwencją policji. W tej sprawie urzędnicy z Poraja stawiają jednak pytanie: mamy się bać wzywać policję, do awanturującego się petenta, mając w głowie ryzyko, że ten oskarży nas o nieuzasadnioną interwencję? Gdy tę historię usłyszeli urzędnicy z Żarek, też nie śpią spokojnie, czy mężczyzna, wobec którego wezwali policję (rozbity samochód) przypadkiem nie oskarży ich o nękanie.


 

Będziemy czekać na finał czynności policji w sprawie rzekomo nieuzasadnionego wezwania policji do incydentu w Poraju. Zobaczymy, czy dla któregokolwiek z pracowników Urzędu Gminy Poraj sprawa skończy się wnioskiem o ukaranie, czy też Policja umorzy postępowanie.


 

Jarosław Mazanek


 



Galeria zdjęć

Komentarze