Gazetamyszkowska.pl

REKLAMA

BEZ FIRM TAKICH JAK VIG BĘDZIE DROGO

Tomasz | 2019-11-30 08:20

(Myszków) Jak informuje prezes VIG Sp. z o.o., Zdzisław Seweryn, której zakład przerobu odpadów spalił się doszczętnie 15 sierpnia 2019 jeszcze nie zapadła decyzja o odbudowie zakładu: -Czekamy na zakończenie śledztwa, które prowadzi Prokuratura Okręgowa w Częstochowie, na wynik śledztwa z kolei czeka nasz ubezpieczyciel, który wypłatę odszkodowania też uzależnia od wyników śledztwa. Przekazaliśmy prokuraturze wszystkie dokumenty, zapisy z monitoringu, współpracujemy z prokuraturą -mówi Zdzisław Seweryn. Ale dodaje też, że firmie ciąży obiegowa opinia o branży przerabiającej odpady, kojarzenie całej branży z określeniem „mafii śmieciowej”, po serii pożarów różnych legalnych i nielegalnych składowisk, magazynów z odpadami.


 

-Teren zakładu po pożarze został już całkowicie uprzątnięty, a odpady pozostałe z pożaru zutylizowane. Jeżeli będziemy odbudowywać zakład, to w takim samym kształcie jak przed pożarem. VIG był nielicznym zakładem w branży przerobu odpadów, gdzie pracowaliśmy w całości w hali, gdzie posiadaliśmy instalacje wyłapujące zapachy, aby minimalizować emisję przykrych zapachów poza teren. Przed pożarem szykowaliśmy się do montażu dodatkowych urządzeń likwidujących zapachy wzdłuż ogrodzenia -mówi prezes VIG-u.


 

Jak informuje spółka, zamiary odbudowy zakładu i jego mocy przetwarzania odpadów na paliwa alternatywne są możliwe do zrealizowania tylko na działce, gdzie stała hala zniszczona w pożarze. Choć ze strony zarówno Urzędu Miasta Myszkowa i przedstawicieli Starostwa Powiatowego w Myszkowie padały pytania, czy spółka nie chciałaby przenieść zakładu dalej w kierunku Będusza, prezes Seweryn stanowczo zaprzecza takiej możliwości. I przypomina, że po pożarze hali na terenie MNFE, firmie zaproponowano kupno działki właśnie tutaj, w tworzonej strefie przemysłowej. Firma musiała teren uzbroić, podciągnąć zasilanie elektryczne. Tu też istnieje biurowiec VIG, który na szczęście nie ucierpiał w pożarze hali. Ewentualne przeniesienie hali w inne miejsce oznaczałoby dla spółki koszty odbudowy wyższe o setki tysięcy, jak nie miliony złotych. Warto dostrzec też inny absurd tej propozycji. Na terenach przemysłowych Pól Będuskich VIG nie jest jedynym zakładem, gdzie zagrożenie pożarowe jest jednym z istotnych czynników ryzyka. Funkcjonuje też zakład produkujący pianki. Zakłady, których produkcja lub usługi oddziaływują na środowisko są na terenach dawnej MFNE, Mystalu. Dwa zakłady przechowujące odpady i częściowo je przetwarzające mamy w centrum dzielnicy Podlas. W jednym z nich, co opisywała Gazeta Myszkowska kilka lat temu, dochodziło wielokrotnie do naruszeń przepisów o sposobie gromadzenia i przechowywania odpadów. Firma była też karana za zanieczyszczanie gleby, niedozwolone substancje instytucje kontrolne wykrywały w wodach wyciekających z terenu zakładu.


 

Takie zakłady jak VIG są bardzo potrzebne!


 

Mieszkańców nie tylko Myszkowa martwi ciągły wzrost ceny odbioru odpadów od mieszkańców. Jeszcze na początku roku było to 11,30 zł/ osobę (odpady segregowane), od sierpnia 17,80 zł, a w roku 2020 może to być 25, a nawet 30 zł. Bez firm takich jak VIG nawet jeszcze drożej. Każdy się czasem zastanawia, gdzie jadą worki ze szkłem, tworzywami sztucznymi, które w domach staramy się dzielić do właściwych pojemników. Zabiera je śmieciarka i wiezie w zdecydowanej większości na składowiska w Zawierciu i Sobuczynie. Plastik na składowisko tworzyw sztucznych, szkoło na stertę szkła, ale to ciągle składowanie, nie utylizacja. Tymczasem od każdej tony odpadów składowanych tzw. opłata marszałkowska wynosi w 2019 roku 170 zł, w roku 2020 wyniesie 270 zł. Wzrost opłat ma właśnie wymusić rozwój przetwarzania odpadów, zamiast ich składowania. Przetwarzania w firmach takich właśnie jak VIG. Spółka przerabiała odpady gumowe, skóry, szmaty, filtry samochodowe na paliwo alternatywne. Po pożarze, automatycznie skoczyły prawie o 100% ceny za wywóz odpadów przemysłowych. Właściciel jednego z zakładów szewskich na terenie Myszkowa mówi nam, że gdy funkcjonował VIG, inna myszkowska firma odbierała jego odpady produkcyjne w cenie 400 zł/tona. -Teraz od razu powiedzieli mi, że nie odbiorą za mniej niż 700 zł/tonę. To skutek tego, że gdy VIG przestał przetwarzać moje odpady na paliwo, trzeba je wywozić do firm oddalonych od Myszkowa, które też podniosły ceny.


 

Bardzo czytelnym przykładem, jak pożar VIG-u wpłynął na wzrost cen odbioru odpadów przemysłowych, podaje sam prezes VIG Zdzisław Seweryn: -Odbieraliśmy filtry samochodowe (filtry oleju, powietrza i inne) za symboliczną cenę 1 zł/tona. Byliśmy jedynym zakładem w Polsce, który miał technologię do przerobu takich filtrów, kolejny jest w Niemczech, ale żadna polska firma zajmująca się zbieraniem odpadów, nie ma obecnie pozwolenia na przewożenie takich odpadów do Niemiec. Efekt jest taki, że po pożarze naszego zakładu, nikt tych filtrów z zakładów samochodowych nie odbiera do przerobu, tylko do składowania. Cena skoczyła z 1/zł u nas do… 3-4 tysięcy złotych za tonę! -mówi Z. Seweryn.


 

Wniosek jest prosty: bez odbudowy VIG-u, który posiada już wieloletnie doświadczenie w przerobie odpadów, bez powstawania kolejnych firm inwestujących w nowoczesne technologie przerobu odpadów, nie tylko utoniemy w śmieciach, ale wrócą one też do lasów. Jeżeli takie firmy będą w okolicy powstawać, cena odbioru odpadów od mieszkańców może nie tylko przestać rosnąć, ale nawet się zmniejszyć.


 

-Mamy już spore doświadczenie w przerobie odpadów na paliwa. Mieliśmy dalsze plany rozwoju, które przerwał pożar. Z biomasy (liście, gałęzie) można produkować dodatek biodegradowalny do paliw dla cementowni. Możemy też my, lub podobne, specjalistyczne zakłady przerobu odpadów produkować energię elektryczną i cieplną w biogazowniach. Dzisiejszy system odbioru odpadów powoduje, że posegregowane odpady trafiają i tak na wysypisko, za co mieszkańcy płacą coraz więcej. Mądry rozwój firm takich jak nasza, może ten trend odwrócić. Zamiast odpadów na składowiskach będzie prąd i ciepło, a odbiór odpadów będzie tańszy. Ale to wymaga od włodarzy gmin, od starostwa odwagi w myśleniu, a nie podkładania nam kłód po nogi - mówi Z. Seweryn.


 

5 marca 2020 roku wchodzą w życie jeszcze bardziej restrykcyjne przepisy dla firm zajmujących się gospodarowaniem odpadami. Firmy najmniejsze, różne składy surowców wtórnych nie będą w stanie ich spełnić, i będą likwidowane. Już dziś w Myszkowie mamy może dwa dogorywające punkty skupu złomu. Nie ma gdzie oddać makulatury, a jeszcze w ub. roku dla osób oddających ją do skupu przy Kopernika był to niewielki, ale dodatkowy zarobek. Ale są też inne odpady, których w Polsce nie przerabia nikt, np. zużyte gaśnice. Nie ma problemu ze stalą, z której są zbudowane, ale w środku jest pod ciśnieniem stary czynnik gaśniczy, którego w Polsce prawidłowo nie utylizuje żadna firma. Gdy gaśnica trafia do zwykłego skupu stali, właściciel naraża się na spore kary. Można to porównać do problemu ze starymi freonowymi lodówkami. Dziś jest już ich w naszych domach niewiele, może nie ma wcale, ale tylko niewielka ilość tych, które oddawaliśmy na złom była bez szkody dla środowiska oczyszczana z niszczącego warstwę ozonową Ziemi freonu. Podobny problem jest z dezodorantami. Nie ma technologii do ich bezpiecznego dla środowiska przerobu.


 

Dwa tygodnie po pożarze VIG-u, który był 15 sierpnia, w woj. śląskim doszło do innego groźnego pożaru w Dąbrowie Górniczej. Płonęła spalarnia odpadów firmy SARPI. Ponieważ VIG miał w Dąbrowie Górniczej swój oddział, pojawiły się spekulacje, że to kolejny, już III pożar VIG-u. Tym razem był to pożar innej firmy z branży przetwarzania odpadów.


 

Jarosław Mazanek


 



Galeria zdjęć

Komentarze