Gazetamyszkowska.pl

REKLAMA

90 osób podpisało apel o powrót Oli do mamy

Tomasz Urbański | 2018-12-01 12:20

Nauczyciele, rodzice, dzieci, sąsiedzi. Ponad 90 osób podpisało apel do Prezes Sądu Rejonowego w Myszkowie sędzi Magdaleny Strzelczyk, w którym proszą Sąd o refleksję, szybkie rozpoznanie ponownie sprawy, w której niepełnosprawnej umysłowo Joannie, mieszkance Żarek Sąd Rejonowy w Myszkowie odebrał córkę, ośmioletnią Olę i umieścił ją rodzinie zastępczej. Postanowienie Sądu zostało wydane w maju, do października trwało postępowanie odwoławcze. Gdy w pierwszych dniach listopada pracownicy Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie przyszli zabrać Olę z mieszkania przy ul. Częstochowskiej, z bloku obok szkoły, całe Żarki były w szoku. Tydzień temu tę bulwersującą historię opisaliśmy w artykule „Szkoła, opieka społeczna, nauczyciele, rodzice i sąsiedzi oburzeni: PRZECIEŻ ONA BARDZO DOBRZE OPIEKUJE SIĘ CÓRKĄ!”


 

W ubiegły piątek w Szkole Podstawowej w Żarkach rodzice, nauczyciele, sąsiedzi znający dobrze panią Joasię podpisywali apel do Sądu. Proszą w nim o refleksję, szybkie przemyślenie spawy ponownie i zmianę decyzji. W poniedziałek kilkanaście osób złożyło apel w biurze podawczym Sądu. Prezes Sądu Rejonowego w Myszkowie sędzia Magdalena Strzelczyk nie chciała ich wysłuchać. Przez pracowników biura przekazała informację, że interesantów przyjmuje w środy od 9.00.


 

„Składamy nasz apel na ręce pani Prezes Sądu Rejonowego w Myszkowie z prośbą o włączenie naszego pisma do akt sprawy dotyczącej ograniczenie władzy rodzicielskiej Joanny K., zam. Żarki ul. Częstochowska. W sprawie tej doszło do realizacji bardzo krzywdzącej panią Joannę i jej córkę Aleksandrę decyzji umieszczenia Oli w rodzinie zastępczej, w związku z niepełnosprawnością umysłową pani Joanny.


 

Decyzja Sądu w tej sprawie zapadła w maju, ale dopiero teraz została wykonana, po jej uprawomocnieniu. Możliwe, że wydając taką decyzję w maju br. Sąd miał istotne powody, by tak orzec, ale sytuacja pani Joanny i córki Oli bardzo się od tego czasu zmieniła. Joanna w lipcu br. zamieszkała w Żarkach, w mieszkaniu które samodzielnie wynajęła. Część z niżej podpisanych poznała ją jako sąsiadkę i polubiła. Kobieta bardzo dobrze radzi sobie z obowiązkami domowymi, a my, wiedząc o jej naturalnych ograniczeniach, udzielamy jej wsparcia i pomocy.


 

Kolejna grupa osób, które poniżej podpisały się pod apelem, to rodzice innych dzieci, zwłaszcza z klasy Ic, której wychowawcą jest Małgorzata Gurbała. Poznaliśmy panią Joannę, jej córeczkę Olę i jesteśmy pełni podziwu, jak dobrze ta kobieta radzi sobie w życiu, biorąc pod uwagę jej niepełnosprawność umysłową. Ola dobrze radzi sobie w szkole, jej mama, pani Joanna jest troskliwą matką, wspierają ją nauczyciele i dyrekcja szkoły w codziennych sprawach wychowawczych.


 

Pod tym apelem podpisują się też nauczyciele i pracownicy szkoły, oraz wszyscy, którzy uważają, że mimo niepełnosprawności, pani Joanna jest w stanie przy wsparciu szkoły i gminnych instytucji zająć się córką prawidłowo, zapewnić jej właściwe warunki do edukacji i dalszego rozwoju. Od września, gdy Ola trafiła do naszej szkoły i naszej Klasy Ic, i na nasze osiedle przy ul. Częstochowskiej, widzimy, z jaką troską i miłością pani Joanna zajmuję się córką. Dobrze prowadzi dom.


 

Tej wiedzy nie mógł mieć Sąd Rejonowy w Myszkowie rozpatrując sprawę w maju br. Być może wtedy w ocenie sądu była to najlepsza decyzja, ale teraz prosimy o wnikliwe, ale szybkie ponownie przyjrzenie się sprawie. Szkoda każdego dnia, w którym Ola oddzielona jest od mamy. Liczymy, na roztropność i mądrość Sądu, aby Joanna mogła odzyskać córkę.” - piszą mieszkańcy Żarek. Na ośmiu kartkach apelu tej samej streści podpisało się ponad 90 osób.


 

Apel do Sądu o rozwagę, może nawet o „opamiętanie się” to niestandardowe działanie. Ale przecież Sądy miały być „dla ludzi”, a sędziowie mieli mówić ludzkim głosem, w zrozumiały sposób. W przypadku pani Joasi i jej córki Oli decyzji Sądu o odebraniu dziewczynki nie może zrozumieć nikt. A tym bardziej zaakceptować.


 

Sąd nie godzi się na przeglądanie akt „z pomocą asystenta”.


 

Ogromnej pomocy pani Joasi udzielił Miejsko-Gminny Ośrodek Pomocy Społecznej w Żarkach. Asystent rodziny Jolanta Michalik od września zajmuje się tą rodziną stale. Po odebraniu Oli od mamy odwiedza ją codziennie. Ponieważ pani Joanna słabo czyta, 12 XI złożyła wniosek o to, aby mogła przeglądać akta własnej sprawy w obecności asystenta rodziny, pani Michalik, jako osoby zaufanej. W piątek goniec przyniósł jej do domu decyzję odmowną, podpisaną przez sędzię referenta Agnieszkę Pieńkowską-Szekiel. W uzasadnieniu sędzia napisała, że nie wyraża zgody na przeglądanie akt sprawy „przez osoby trzecie” skoro Joanna K. ma wyznaczonego pełnomocnika z urzędu. Jak pisaliśmy wcześniej, był to mec. Marek Barnet, wyznaczony do reprezentowania pani Joanny w sprawie rodzinnej, ze względu na jej niepełnosprawność. Już tydzień temu cytowaliśmy jego wypowiedź, że jego rola w tym postępowaniu zakończyła się, gdy Sąd Okręgowy odrzucił jego zażalenie. Mec. Barnet dał nam do zrozumienia, że choć życzy pani Joannie jak najlepiej, nie zamierza w jej sprawie podejmować już żadnych czynności. Pani Joanna ma więc obrońcę czy nie? Na pewno nie takiego, który w pełni angażuje się w jej obronę. Joanna od lipca mieszka w Żarkach, wcześniej w Myszkowie. W Żarkach znalazła zrozumienie środowiska i pomoc, we wrześniu Ola, jej córka poszła do szkoły, do I klasy, i jak wynika z opinii nauczycieli, radzi sobie bardzo dobrze. Ale w szkole nikt nie przeprowadził wywiadu środowiskowego, jak zmieniła się jej sytuacja, o sytuację Joanny i 8-letniej Oli nie był też pytany miejscowy Ośrodek Pomocy Społecznej. O te, jak wiemy, bardzo korzystne opinie mógł, nawet powinien, zadbać „obrońca z urzędu”. Jednak opinia żadnej z tych instytucji nie znalazła się w aktach sprawy.


 

Pani Joanna nie zna akt własnej sprawy, w wyniku której straciła córkę, poprosiła więc asystenta rodziny o pomoc w odczytaniu i zrozumieniu akt sprawy. Na to nie zgodziła się sędzia Agnieszka Pieńkowska-Szekiel, jako powód podając, że Joanna ma przecież obrońcę. Obrońcę z urzędu. Użyjemy takiego porównania: osoba niedowidząca lub całkiem niewidoma chce się zapoznać z aktami sprawy. Ale nie jest w stanie samodzielnie odczytać akt. Prosi więc Sąd o dopuszczenie, żeby zapoznawała się z aktami sprawy z pomocą „osoby trzeciej”. Może być to członek rodziny, przyjaciel, czy jak w przypadku Joanny asystent rodziny z MGOPS w Żarkach, pani Jolanty Michalik, do której ma zaufanie. A Sąd odmawia.


 

- Może powinniśmy się prywatnie zrzucić po 50 zł i wynająć dla Joasi „prawdziwego” obrońcę? - zastanawiali się mieszkańcy Żarek, pracownicy MGOSP, rodzice, po wyjściu w poniedziałek z sądu, gdzie złożyli apel do Prezes SR Myszków.


 

Prezes Sądu Rejonowego w Myszkowie: otrzymaliśmy potwierdzenie, że zapadł wyrok o ubezwłasnowolnieniu Joanny


 

W środę 21 listopada grupa rodziców wraz z wychowawcą Ic (klasa Oli) asystentką rodziny z MGOPS Żarki Jolantą Michalik spotkała się z Prezes Sądu Rejonowego w Myszkowie sędzią Magdaleną Strzelczyk. Była też pani Joanna. Sędzia M. Strzelczyk poinformowała zebranych, że ustalono, iż w tym czasie prawomocnie pani Joanna została ubezwłasnowolniona. Ta decyzja Sądu Okręgowego w Częstochowie utrudnia sytuację, gdyż osobie ubezwłasnowolnionej nie można powierzyć pełni władzy rodzicielskiej.


 

PCPR jak nadzorca więzienny?


 

Po 2 tygodniach od zabrania z domu, pani Joasia po raz pierwszy zobaczyła córkę. Nie w domu, gdzie przebywa w Poraju, tylko w siedzibie Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie. Tam został podpisany protokół, w którym „ustalono”. Piszemy w cudzysłowie, bo raczej Joannie narzucono taką wersję, że będzie spotykać się z córką co 2 tygodnie w PCPR przez godzinę, a dzwonić „w poniedziałki i piątki ok. 18”. To skandaliczne ustalenia, których PCPR nie miał prawa narzucać matce dziewczynki! Prezes SR Myszków sędzia M. Strzelczyk zapowiedziała, że wspólnie z Wydziałem Rodzinnym Sądu przyjrzą się tym ograniczeniom i podejmą stosowne decyzje.


 

Warto przypomnieć, zwłaszcza pracownikom PCPR (pod „porozumieniem” podpisali się pracownicy socjalni Natalia Nowicka i Agnieszka Sionek), że ich rolą, zgodnie z najważniejszymi zapisami Ustawy o Pieczy Zastępczej jest praca nad powrotem dziecka do rodziny biologicznej. A NIE NARZUCANIE RODZINIE WIĘZIENNYCH RYGORÓW W KONTAKTACH Z DZIEĆMI!


 

Wśród wielu obowiązków rodziny zastępczej warto przytoczyć ten z art. 40 pkt. 1 ust. 7: „umożliwiają kontakt z rodzicami i innymi osobami bliskimi, chyba że sąd postanowił inaczej”. Umożliwiają, a nie utrudniają! Myszkowski PCPR od lat znany jest z tego, że niedostatecznie interweniuje, gdy rodzice zastępczy ograniczają (bez decyzji sądu) rodzicom kontakty z ich dziećmi, próbują je ponad miarę reglamentować. Ale chyba pierwszy raz spotykamy się z przypadkiem, gdy już na początku wykonania decyzji sądu PCPR skupia się na dalszym ograniczeniu kontaktów matki z córką. Urzędnikom z PCPR warto przytoczyć też fundamentalny zapis ustawy, który w pierwszym punkcie rozdziału czym jest „piecza zastępcza” jasno określa jej cel: „piecza zastępcza zapewnia pracę z rodziną umożliwiającą powrót dziecka do rodziny” Może warto powiesić nad biurkiem?


 

Do pracy PCPR Myszków można mieć w opisywanej historii więcej uwag. Instytucja ta zdążyła już wysłać fakturę do MGOPS Żarki za pobyt Oli w rodzinie zastępczej, ale nie powiadomiła Szkoły Podstawowej w Żarkach o przeniesieniu Oli do innej szkoły. Dla żareckiej podstawówki, formalnie dziewczynka od 2 tygodni ma więc nieobecność w szkole. O wielu podobnych nieprawidłowościach w pracy myszkowskiego PCPR piszemy w Gazecie Myszkowskiej od 2 lat. Obecny Zarząd Powiatu Myszkowskiego nie zrobił nic, aby uzdrowić funkcjonowanie tej instytucji.


 

Ola od 2 tygodni przebywa w rodzinie zastępczej w Poraju. Z radosnego dziecka stała się wycofana, zalękniona. Prawie nic mówi. Całe środowisko, które chce jej rychłego powrotu do domu deklaruje pomoc. Sytuację na pewno utrudnia ubezwłasnowolnienie pani Joanny. Wniosek o taką decyzję złożyła - jak wynika ze znanych nam dokumentów, jej matka Barbara K. z Myszkowa. Rozmawiał z nią dziennikarz TVP 2 Paweł Kaźmierczak, z jego relacji wynika, że kobieta zaprzecza, aby składała taki wniosek do sądu, że nie wie nic o sytuacji córki i wnuczki. Że wypiera się wszystkiego. Na kobiecie ciążą jednak poważne oskarżenia, że przez lata mogła cynicznie wykorzystywać niepełnosprawność umysłową córki, przejmując jej rentę, zaciągając kredyty. Ubezwłasnowolnienie pani Joanny mogło więc służyć formalnemu przejęciu kontroli nad jej życiem i finansami. Temu miejmy nadzieję przyjrzą się organa ścigania, czy matka nie żerowała przez długie lata na niepełnosprawności własnego dziecka. Takie zarzuty wprost stawiali pracownicy socjalni z Żarek, którzy udzielili pani Joasi wsparcia i pomocy. Od chwili gdy kobieta wraz z ośmioletnią córką Olą uwolniły się spod „opieki” Barbary K. wszystko zaczęło się w ich życiu toczyć pomyślnie: Joanna wynajęła mieszkanie, zaczęła nadrabiać własne braki w edukacji, Ola osiąga dobre wyniki w nauce. Przynajmniej osiągała do chwili odebrania jej z rodzinnego domu.


 

Sprawą interesuje się Ekspres Reporterów


 

Równolegle, gdy my zajmowaliśmy się sprawą Joasi i jej córki Oli, zainteresowanie ich historią wyrazili też dziennikarze Magazynu Ekspresu Reporterów TVP2. Dziennikarz magazynu Paweł Kaźmierczak potwierdził nam, że reportaż pokazujący historię pani Joasi i Oli, historię ogromnego wsparcia jakie okazali im sąsiedzi, szkoła, gmina zostanie wyemitowany 27 listopada o 21.55 na antenie TVP2. Program Magazyn Ekspresu Reporterów. Tytuł reportażu „Będę walczyć do końca” to cytat z wypowiedzi zdeterminowanej matki, która chce odzyskać córeczkę.


 

Sprostowanie:


 

Tydzień temu w artykule dot. pani Joanny wśród wielu wypowiedzi, cytowaliśmy zastępcę dyrektora Szkoły Podstawowej im. W. Szafera w Żarkach, panią Katarzyną Samek (fragment): -Wszyscy tu w szkole jesteśmy decyzją Sądu oburzeni. Powiem panu, że znam wielu rodziców, też niepełnosprawnych umysłowo, którzy dużo mniej interesują się swoimi dziećmi, jednak nikt im tych dzieci nie odbiera. Bardzo tą kobietę skrzywdzono.” Zdaniem dyr. Samek część jen wypowiedzi powinna brzmieć: Znam wielu rodziców również niepełnosprawnych umysłowo, którzy świetnie opiekują się swoimi dziećmi i nie rozumiem, dlaczego zdecydowano, że akurat pani Joannie dziecko trzeba odebrać. Na co dzień dało się zauważyć dużą więź emocjonalną między mamą, a córką”.


 

Jarosław Mazanek


 



Galeria zdjęć

Komentarze